"Klątwa gruzińskiego tortu" -- recenzje:
Moja kolejna przygoda z literacką opowieścią o Gruzji - niezwykłym miejscu, o odwiedzeniu którego marzę od lat. Tym razem przewodnikiem czytelnika zostaje dziennikarz Polskiego Radia, Maciej Jastrzębski. I choć w dużej mierze radzi sobie dużo lepiej niż autorzy Gaumardżos!, to jednak jego książka nie podbija serca.

Co poszło nie tak?

Kiedy na okładce książki znajduję szumne hasło: "góry, wino i śpiew", spodziewam się lekkiej, interesującej lektury, w której kładzie się nacisk na przedstawienie fascynującej gruzińskiej kultury, piękna tego kraju i zwyczajów jego mieszkańców. Niestety, Maciej Jastrzębski stawia przede wszystkim na polityczne opowieści, przywoływanie teorii spiskowych i opisywanie konfliktów. Ciężkie tematy. Dużo ciężkich tematów. Historię Gruzji czytelnik pozna dzięki temu od podszewki, ale czy pozna jej niesamowitą kulturę? Wątpliwe.

Zbiór zalet

Książka jest dobrze i sprawnie napisana. Mimo niełatwej tematyki, czyta się ją lekko i z zainteresowaniem. Dzięki niektórym historiom, można nawet poczuć się tak, jak podczas czytania pełnej napięcia powieści.

Autor spotyka na swojej drodze wielu interesujących ludzi, a jego dialogi z nimi czynią tę opowieść naprawdę ciekawą. Co prawda z reguły są to poważne dysputy, rzadziej lekkie rozmówki, ale i tak czyta się te rozmowy i historie z dużym zaciekawieniem.

Największe zainteresowanie wzbudziły u mnie te fragmenty książki, które dotyczyły powiązań Gruzji z Polską, polskich korzeni oraz wspomnień o Lechu Kaczyńskim i naszym zaangażowaniu w pomoc Gruzji. To zdumiewające, jak wiele łączy nasze narody i jak wielu można spotkać w Gruzji ludzi, którzy mają polskich przodków.

Ciekawym zabiegiem było dołączenie do książki rozdziału Moja Gruzja, w którym różne związane z autorem osoby - dziennikarze czy pracownicy ambasady - snują własne wspomnieniowe opowieści o Gruzji.

Podsumowując

Choć myślę, że Klątwa gruzińskiego tortu jest książką dobrą i dobrze napisaną, nieco rozczarowało mnie to, że autor postanowił położyć w niej nacisk na rozważania o charakterze politycznym. Nie tego spodziewam się po literaturze podróżniczej, ale mam nadzieję, że ktoś, kto nie będzie się na nic konkretnego nastawiał, przeżyje z tą książką wspaniałą przygodę, która pozwoli mu z bliska przyjrzeć się tej niesamowitej Gruzji.

kreatywa.net Klaudyna Maciąg; 2016-04-07


Gruzja to kraj o niezwykłej historii i kulturze. Szczególne położenie geograficzne uzasadnia tożsamość kulturową, która znacząco odróżnia Gruzję od innych państw. Z jednej strony leży na skrzyżowaniu Europy i Azji, a jednocześnie zajmuje centralne miejsce na Kaukazie pomiędzy Morzem Czarnym i Morzem Kaspijskim, gdzie zawsze odgrywała istotną rolę. Według badań archeologicznych na terytorium Gruzji prawie dwa miliony lat temu żyli pierwsi w Europie przedstawiciele rodziny człowiekowatych (hominidy). Naukowcy uważają, że byli oni pierwszymi Europejczykami, natomiast Gruzja jest krajem, z którego przemieścili się do innych części Europy. Studiując oryginalną historię Szulaweri można dowiedzieć się, że to właśnie Gruzja jest pionierem w uprawie winorośli i zakładaniu winiarni. Na podstawie tychże faktów Gruzja uważana jest za miejsce narodzin wina. Na jej terytorium wciąż spotyka się kilkadziesiąt odmian winogron, zaś gruzińskie wina cieszą się ogromną popularnością na całym świecie. Nie należy zapominać również o produkcji herbaty.

Z powodu specyficznego położenia geograficznego Gruzja już od czasów starożytnych jest obszarem niezwykle komfortowym, jeśli chodzi o turystykę i handel. Swego czasu na terytorium Gruzji przybywali Argonauci, czyli greccy żeglarze, a opowieść o ich podróżach przetrwała do dziś dzięki mitologii greckiej. Zasadniczym celem wyprawy Argonautów do Gruzji była przemożna chęć zdobycia Złotego Runa, czyli skóry wraz z sierścią należącej do mitycznego skrzydlatego złotego barana Chrysomallosa. Tak więc mit o Złotym Runie odzwierciedla historię pierwszych powiązań Gruzji ze starożytną Grecją. Według legendy złoto znajdujące się na zboczach Kaukazu ekstrahowano przez zanurzenie złotej owczej skóry w wodzie rzeki. Tego rodzaju metoda wydobywania kruszcu nadal występuje w gruzińskich górach w regionie Swanetii. Średniowieczny fresk przedstawiający króla Dawida IV Budowniczego.

W czasach starożytnych po upadku Imperium Achemenidów, czyli innymi słowy dynastii panującej w Iranie w latach 550-330 przed naszą erą, która została ostatecznie pokonana przez Aleksandra Macedońskiego (356-323 p.n.e.), Jedwabny Szlak łączący Azję z Europą, został zagrożony. Fakt ten sprawił, że zaczęto omijać drogę prowadzącą do Syrii i Iranu, co oczywiście korzystnie przysłużyło się całej Gruzji. Wpływy z Zachodu - najpierw ze strony Rzymu - a następnie spadek po kulturze Bizancjum ze Wschodu oraz z Iranu i islamskiego kalifatu pomogły w rozprzestrzenianiu się innych orientalnych cywilizacji, co z kolei pozwoliło Gruzji wzbogacić się o niewiarygodne wartości kulturowe. To właśnie w Gruzji powstał unikatowy alfabet, który jest jednym z czternastu oryginalnych zapisów znanych do tej pory na całym świecie. W tym samym czasie gruzińska architektura osiągnęła bezprecedensowy sukces, który przejawia się przede wszystkim w budowie różnych kościołów i klasztorów, z których większość wciąż znajduje się na terenie Gruzji. Obok ortodoksyjnych gruzińskich kościołów prawosławnych znajdują się tam także kościoły katolickie, jak również żydowskie synagogi i muzułmańskie minarety.

W niektórych gruzińskich miastach można spotkać oddalone od siebie o mniej niż sto metrów kościoły różnych wyznań religijnych, które historycznie charakteryzują gruzińską kulturę oraz pokojowe współistnienie rozmaitych religii, co oczywiście podkreśla, jak wielka tolerancja kulturalna i wyznaniowa występuje w tym państwie. Apogeum gruzińskiej kultury i państwowości stanowi okres panowania króla Dawida IV Budowniczego (1073-1125; rządy: 1089-1125) oraz królowej Tamary (1160-1213; rządy: 1184-1213), kiedy to gruzińska sztuka, architektura i literatura osiągnęły swoje najwyższe uznanie. W historii Gruzji wiek XII nazywany jest Złotą Erą.

Pomimo dezintegracji politycznej i częściowej utraty niepodległości w XVII i XVIII wieku, kultura gruzińska nadal mogła wybierać ze swojej bogatej tradycji i ożywienia regionalnych centrów, co w różny sposób znajdowało swoje odzwierciedlenie we wszystkich historycznych częściach kraju. W latach 1801-1991, pomimo pierwszego podboju Gruzji przez Imperium Rosyjskie, a następnie w wyniku reżimu sowieckiego, kultura gruzińska zachowała swoje tradycje i chroniła je przed zniszczeniem. W 1991 roku Gruzja odzyskała niepodległość (po raz pierwszy stało się to w 1918 roku, ale wtedy jej niepodległość trwała jedynie trzy lata), natomiast po rewolucji róż w 2003 roku Gruzja okazała się ścieżką rozwoju gospodarczego. Poza tym nastąpiła jej przebudowa oraz zaczynała tworzyć się europejska kultura tradycji. Fakt ten doprowadził do znacznego ożywienia się turystyki Gruzji.

Bogata gruzińska kultura czyni kraj jeszcze bardziej interesującym pod względem różnorodności regionów historycznych. Kultura tych obszarów ? pomimo że powstały w tym samym czasie historycznym ? jest zróżnicowana pod względem stylu życia i tradycji. Z drugiej strony jednak różnorodność ta wzbogaca nawzajem poszczególne regiony, co z kolei sprawia, że gruzińska kultura posiada naprawdę wiele twarzy. Na przykład Kachetia już w starożytności znana była z tradycyjnej produkcji wina, natomiast w Kartlii znajduje się wiele starożytnych i średniowiecznych miast, jak: Uplisciche, Mccheta, Tbilisi, Samszwilde czy Delisi. Z kolei w Dżawachetii znajdują się wyjątkowe uzdrowiska i lecznicze wody mineralne, natomiast Abchazja i Adżaria to nadmorskie kurorty, a Samegrelo słynie z pysznego jedzenia. W Imeretii zobaczymy historyczne zabytki, zaś w Swanetii znajdziemy unikalne średniowieczne wieże, a w Racza-Leczchumi - niezapomniane góry.

Wszystkie powyższe regiony Gruzji łączy ze sobą bogata historia oraz niepowtarzalne kulturowe dziedzictwo, jak również różnorodność kulinarna i powszechnie znana kaukaska gościnność. To wszystko sprawia, że od wieków Gruzja jest podziwiana przez tych, którzy ją odwiedzają. Nie inaczej wynika też z książki Macieja Jastrzębskiego, który w niezwykle malowniczy sposób opowiada nam o tym niesamowitym kraju i jego mieszkańcach. Gruzja nie miała łatwej historii. Całkiem niedawno, bo w 2008 roku, przez państwo przetoczył się poważny konflikt zbrojny pomiędzy gruzińskimi siłami wojskowymi a armią separatystycznej Osetii Południowej, Abchazji i Rosji. Wojna wybuchła w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 roku, kiedy oczy całego świata zwrócone były na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Na pewno wielu z nas pamięta tamto wydarzenie. Ówczesne polskie władze stanowczo opowiedziały się wtedy po stronie Gruzinów, co oczywiście nie sprzyjało poprawnym relacjom z Rosją. Trzeba wiedzieć, że mieszkańcy Gruzji chyba od zawsze niezwykle serdecznie wypowiadali i nadal wypowiadają się o Polsce i Polakach. W naszym narodzie widzą przyjaciół, a sympatia jest obustronna. Tak naprawdę nikt do końca nie potrafi stwierdzić jednoznacznie, skąd taka życzliwość. Ona po prostu jest i nie wiadomo co też musiałoby się stać, aby uczucia te uległy zmianie.

Gruzini twierdzą, że terytorium, na którym zamieszkują tak naprawdę pochodzi od samego Boga, który oddał im skrawek ziemi, na którym sam chciał zamieszkać. Dlatego też kraj ten jest tak piękny pod względem krajobrazowym. Do tego dochodzi jeszcze wielokulturowość. Z drugiej strony jednak trzeba pamiętać, że nawet najpiękniejszy kawałek ziemi nie budziłby sympatii innych, gdyby nie ludzie, którzy go zamieszkują. A Gruzinów naprawdę nie można nie polubić. Z książki Macieja Jastrzębskiego czytelnik dowiaduje się nie tylko szeregu ciekawostek na temat historii tego szczególnego kraju, ale także poznaje niesamowitych ludzi, którzy diametralnie różnią się od Polaków nie tylko pod względem kulturowym, ale także w kwestii sposobu bycia. Odkąd pamiętam, to zawsze o Polakach mówiono, że jesteśmy narodem niezwykle gościnnym i nikt nie będzie czuł się u nas obco. Czytając Klątwę gruzińskiego tortu odniosłam wrażenie, że nasza polska gościnność znacznie odbiega od tej, którą serwują innym Gruzini. Oni nie boją się zaprosić nieznajomego do domu. A wręcz przeciwnie. Robią wszystko, aby przybysz czuł się w ich progach, jak we własnych czterech ścianach. Jest śpiew, niezliczona ilość toastów i cała masa rozmaitych opowieści, których słucha się z zapartym tchem. Czy w Polsce taka sytuacja nadal ma miejsce? Czy Polacy żyją tak jak ich dziadowie, którzy spotykali się gdzieś pod strzechą i opowiadali historie, od których czasami wręcz włos jeżył się na głowie?

Maciej Jastrzębski w swojej książce nie skupia się jedynie na historii i trudnej sytuacji politycznej Gruzji. Autor pokazuje życie zwyczajnych ludzi, którzy każdego dnia muszą zmagać się z problemami, jakie przynosi im życie. Pomimo niełatwych czasów potrafią naprawdę cieszyć się tym, co mają i emanować na innych niezwykłym optymizmem. Można ich za to jedynie podziwiać, ponieważ w mniejszym bądź większym stopniu polityka i przepychanki na poszczególnych szczeblach władzy, a co za tym idzie również nadzór ze strony Unii Europejskiej, dotyka praktycznie każdego Gruzina. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj stosunek mieszkańców Gruzji do Rosjan. Na pewno nie są to relacje przyjazne, jak w przypadku Polski.

Niedawno czytałam inną książkę Macieja Jastrzębskiego "Krym. Miłość i nienawiść" którą byłam zachwycona. Nie inaczej jest i tym razem. Lekkie pióro Autora i barwne opowieści z kraju charakteryzującego się niezwykłą egzotyką sprawiają, że czytelnik nie potrafi oderwać się od lektury. Maciej Jastrzębski swoją podróż po Gruzji, która oczywiście ma związek z zawodem, jaki wykonuje, odbywa w towarzystwie sympatycznego i mądrego taksówkarza o imieniu Dżaba, który jednocześnie jest także jego przewodnikiem. Mężczyzna tak naprawdę staje się w pewnym momencie jednym z bohaterów tej gruzińskiej opowieści. Dżaba ma swoją własną historię, z którą zmaga się już od wielu lat. Czy wreszcie nadejdzie czas, kiedy będzie mógł stawić czoło przeszłości? Oprócz historii Dżaby czytelnik poznaje także losy Aleksandra. Mężczyzna jest ulicznym grajkiem, ale czy na pewno można uznać go jedynie za „flecistę z podziemnego przejścia”?

Myślę, że książka jest po prostu wyjątkowa, zaś każdy, kto chciałby zagłębić się w szczególnym gruzińskim klimacie, powinien po nią sięgnąć bez zastanowienia. Podobnie jak w przypadku książki Krym. Miłość i nienawiść, tym razem również miałam problem z jednoznacznym zakwalifikowaniem tej pozycji do konkretnego gatunku literatury. Z jednej strony jest to reportaż, lecz z drugiej czyta się, jak powieść obyczajową, której akcja osadzona jest w realiach współczesnej Gruzji. Może gdyby nie fakt, że czytelnik na każdym kroku spotyka ludzi, którzy są z krwi i kości prawdziwi i nie ma w tym żadnej fikcji, wówczas łatwiej byłoby przydzielić książkę do określonego gatunku. Na pewno jest to literatura faktu. W tej kwestii nie ma żadnych wątpliwości. Cieszy mnie bardzo, że Maciej Jastrzębski nie pisze swoich książek w stylu suchych relacji z podroży zawodowych. Przypuszczam, że wtedy nie byłyby one takie interesujące. Ludzie chcą bowiem poznawać życiowe historie innych i jednocześnie pragną się z tymi historiami identyfikować. A Gruzini choć tak różni od Polaków, to jednak mają z nami wiele wspólnego. Łączy nas przede wszystkim historia, o czym dość obszernie można przeczytać w Klątwie gruzińskiego tortu.

Autor pisze o Gruzji wiele, lecz wydaje mi się, że ten kraj tak naprawdę nie został do końca odkryty na kartach Klątwy gruzińskiego tortu. W moim odczuciu jest jeszcze bardzo dużo do poznania i odkrycia, ale z drugiej strony nie można mieć też pewności, czy komukolwiek uda się tego dokonać. Odniosłam bowiem wrażenie, że jest to kraj niesamowicie zagadkowy i nigdy nie pozwoli na to, aby ktoś całkowicie odarł go z tej tajemniczości.

wkrainieczytania.blogspot.com


Mieszkańcy Gruzji wierzą, że kraj został im podarowany przez Boga. Gdy Stwórca dzielił ziemię między poszczególne narody, oni mieli przyjść jako ostatni.

– Spóźniliście się – rzekł do nich z wyrzutem Pan.

– Przepraszamy, ale piliśmy wino za Twoje zdrowie – tłumaczyli Gruzini.

– Cóż mam z wami począć, nie mam już ziemi, wszystko rozdałem – zatroskał się Stwórca. Gruzini pokornie pochylili głowy i trwali w milczeniu. Bóg pogładził swoją długą, siwą brodę, uśmiechnął się i rzekł:

– Weźcie więc tę część, którą przygotowałem dla siebie.

W ten oto sposób w ręce Gruzinów trafił maleńki kawałeczek ziemi, wciśnięty między brzeg Morza Czarnego a góry Kaukazu.

Gruzja to piękny, mały kraj, który leży u stóp Kaukazu. Niemal azjatycki, a jednak aspirujący do Europy. To kraj ludzi i wilków, któremu w przeszłości powierzono rolę obrońcy chrześcijaństwa przed zagrożeniem ze strony Persów, Arabów i Turków. Nie bez powodu, wszak Gruzini, jako drugi naród po Ormianach, już w VI wieku przyjęli chrześcijaństwo jako religię państwową. W średniowieczu krajem rządził król Dawid Budowniczy, który tytułował się Mieczem Mesjasza. Niezwykle istotną rolę w dziejach tego dzielnego i niezależnego państwa odegrała historia wojen z sąsiadami oraz najeźdźcami ze wschodu i zachodu. Gruzini wielokrotnie musieli walczyć o niepodległość i własną tożsamość. Może to właśnie podobieństwo losów sprawia, iż mieszkańcy kraju nad brzegiem Morza Czarnego a górami Kaukazu tak dużą sympatią darzą Polaków. Tymczasem my sami dysponujemy niewielką wiedzą nt. Gruzji i Gruzinów. Warto poznać historię i mentalność mieszkańców tego kraju, ponieważ jest on coraz popularniejszym celem wakacyjnych wyjazdów. A przecież wstyd nie znać zwyczajów, jakie panują w domu gospodarza…

Maciej Jastrzębski, autor „Klątwy gruzińskiego tortu”, to włocławianin, które całe swoje zawodowe życie związał z Polskim Radiem. Swoją dziennikarską karierę rozpoczął w 1988 roku od współpracy z radiową Trójką. Później był reporterem rozgłośni regionalnej w Bydgoszczy. Od wielu lat pracuje jako korespondent zagraniczny Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Przez pewien czas przekazywał informacje z Mińska na Białorusi, obecnie mieszka w Moskwie. Jest też specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia do Gruzji.

dojrzalakobieta.pl 2015-04-13


Gruzja, czyli nie tylko dobre wino

O darowanym raju", raju utraconym, dociekliwie i interesująco pisze Maciej Jastrzębski w książce „Klątwa gruzińskiego tortu"

Jeśli mogłabym wybrać się na wschód świata, to niewątpliwie „Klątwę gruzińskiego tortu" wzięłabym ze sobą jako swoisty przewodnik. Maciej Jastrzębski, reporter, radiowiec, specjalny wysłannik Polskiego Radia do Gruzji, „wgryzł się" w ten tort z wielkim zacięciem. I odsłonił przed czytelnikami kolejne warstwy tego kraju. Kraju, raczej niezbyt dobrze znanego wielu polskim czytelnikom.

Bo z czym kojarzy nam się Gruzja ZKatie Meluą - piosenkarką brytyjską urodzoną właśnie w Gruzji, wojną sprzed, siedmiu lat, z winem, które uchodzi za wyjątkowo pyszne, dziką przyrodą. Niektórym także z gruzińską gościnnością - ponoć podobną do naszej, polskiej. A tym, którzy pamiętają „Czterech pancernych i psa", z Grigorijem - Gruzinem, barwną postacią. Warto wspomnieć, że Gruzję wspierał przecież prezydent Lech Kaczyński.

Maciej Jastrzębski w swoj ej poprzedniej książce „Matrioszka Rosja i Jastrząb" udowodnił klasę: wytrawnego podróżnika, obserwatora, rozmówcy słuchającego spotkanych w drodze ludzi z wielką uwagą, autora posługującego się piórem z wielką wprawą, odsłaniającego zawikłaną historię mocarstwa krok po kroku. I pasjonata, oglądającego Rosję nie „naklęczkach", ale właśnie z reporterską troską. Podobnie uczynił, przygotowując „Klątwę gruzińskiego tortu".

Do Gruzji prowadzi czytelnika razem z Dżabą, taksówkarzem wiozącym go po wertepach. To właśnie Dżaba wraz ze swoim własnym spojrzeniem na ojczysty kraj jest jego i naszym przewodnikiem. Autor nie byłby reporterem, któremu bliskie są przede wszystkim sprawy ludzkie, gdyby nie zagłębił się w prywatną (fascynującą!) historię Dżaby, prezentując ją czytelnikowi ze swadą. Wiadomo powszechnie, że to właśnie prywatne dzieje mieszkańców odzwierciedlają najtrafniej wielką historię ziemi, na której żyją.

Maciej Jastrzębski zaczyna jednak swoją barwną opowieść porządnym rysem historycznym, przybliżającym czytelnikowi nieznany skrawek świata. To także charakterystyczny rys autora, chyba zawsze dbającego o szczegóły. To właśnie one są tym, co buduje życie Gruzinów. Podaje także legendarną opowieść o Tbilisi - stolicy Gruwcdłtfo zji, ubarwiającą całość. Czy nie piękna jest opowieść o Bogu, do którego po swój kawałek ziemi Gruzini przyszli ostatni, a Bóg, który rozdał już wszystko i nie miał dla nich już niczego, postanowił darować im to, co został dla siebie: mały, ale piękny kawałek ziemi między brzegiem Morza Czarnego a górami Kaukazu 

Świetny znawca rosyjskiej polityki (Jastrzębski jest korespondentem Polskiego Radia w Moskwie) wplata w opowieść o Gruzji rosyjskie ważne wydarzenia, najczęściej bardzo mocno splatające się z gruzińskimi. I dostrzega „pomieszanie", w którym przyszło żyć Gruzinom - ni to w Europie, ni to w Azji. Niekoniecznie trzeba interesować się polityką (w którą zresztą jesteśmy uwikłani niezależnie od naszych chęci), by z zainteresowaniem przeczytać to, co Jastrzębski pisze o trudnej gruzińskiej (i nie tylko) polityce.

Jak to się dzieje, że Gruzini i Polacy mają tyle wspólnych cech Skąd wzięło się pewne podobieństwo naszych i ich dziejów Autor „Klątwy gruzińskiego tortu" przybliża niełatwe sprawy, częściowo je tłumaczy, ale też w pewien sposób zachęca do własnych badań. Maciej Jastrzębski pokazał też postacie Polaków związanych z Gruzją. Lektura „Klątwy gruzińskiego tortu" sprawia, że Gruzję chce się odwiedzić, zobaczyć własnymi oczam jej piękno, porozmawiać z ludźmi. I dociec, razem z autorem, tego, co bolesne. Bo czyż nie jest ciekawe, jak to się stało, że Gruzini dostali najprawdziwszy raj i go stracili Jak to się właściwie dokonało Niecierpliwie czekam na następną książkę Macieja Jastrzębskiego. Czytelnicze wyprawy z tym autorem są pasjonujące i warte poświęcenia czasu na uważną lekturę.

POLSKA - GAZETA WROCŁAWSKA Małgorzata Matuszewska


Tytułowa „klątwa gruzińskiego tortu" nawiązuje do metafory gruzińskiego politologa, prof. Aleksandra Rondelego: „Z Gruzją jest jak z ciastem. Jeśli niewłaściwie dobierzesz składniki i pieczesz je w zbyt wysokiej temperaturze, po wyjęciu z piekarnika pokruszy się". Profesor bardzo lubi Polaków, chętnie się z nimi spotyka i zawsze ma wiele ciekawego do powiedzenia. Szkoda, że w książce pojawia się rzadko, bardziej jako „inkrustacja" niż intelektualna inspiracja. Bo autor Gruzję mało rozumie. Skromniutka bibliografia na końcu - kilka książek po polsku (bez prac Wojciecha Materskiego), parę portali informacyjnych, strony administracji rządowej - nie wróżyła dobrze. Historia Gruzji, czasem wkładana w usta miejscowych, raczej w duchu przewodników turystycznych bądź haseł z Wikipedii. Dość banalne tłumaczenie współczesnych konfliktów, że każdy broni swojej ziemi i pragnie niepodległości, a z tyłu miesza Rosja. Jaśniejsze strony książki Wywiady z Iwaniszwilim i Saakaszwilim, poza tym trochę reportażowego „krajobrazu po bitwie": niełatwa dola uchodźców i mieszkańców terenów przygranicznych. Od biedy pomysł na historię ukochanej taksówkarza Dźaby jako „oś" książki. Znacznie gorzej jest z relacjonowaniem rosyjskiej interwencji z 2008 r. Chlubnym wyjątkiem był

„Miraż" Andrzeja Mellera, który zamiast strzelać sobie słitfocie na tle czołgów, usiłował dowiedzieć się, co się tak naprawdę wtedy stało. Nie wiem, po co na końcu dodatki „Moja Gruzja" autorstwa kolegów dziennikarzy, a zwłaszcza pracowników polskiej ambasady w Tbilisi. Te ostatnie brzmią trochę jak wynurzenia celebrytów w kolorowym pisemku. W sumie - można wyciągnąć parę rodzynek, wisienek czy orzeszków, ale tort niespecjalnie wyszedł.

Wiedza i Życie JERZY ROHOZIŃSKI 01/2015


Dawno żadna książka nie wzbudziła we mnie tyle skrajnych emocji. Ten niesamowity reportaż rozpala zmysły i łamie stereotypy. Dzieło Jastrzębskiego jest bez wątpienia genialne. Salamit! Witajcie w Gruzji! 

Z Gruzją jest jak z ciastem. Jeśli niewłaściwie dobierzesz składniki i pieczesz je w zbyt wysokiej temperaturze, po wyjęciu z piekarnika pokruszy się. Tak w wielkim skrócie można opisać książkę Macieja Jastrzębskiego „Klątwa gruzińskiego tortu”. 

Pochodzący z Włocławka autor swoje życie zawodowe związał z Polskim Radiem. Pierwsze dziennikarskie kroki stawiał w radiowej Trójce, aby później przenieść się do rozgłośni regionalnej w Bydgoszczy. Od wielu lat jest zagranicznym korespondentem informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Jest specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia do Gruzji. Mieszka w Moskwie. 

Gruzja to niewielki kraj. Leży u podnóża Kaukazu na pograniczu Europy i Azji. Stąd mieszają się tradycje i kultury. Kraj ludzi, którym przed laty według legendy powierzono obronę chrześcijaństwa przed Arabami, Turkami i Persami. Starszym czytelnikom kojarzący się z serialem „Czterej pancerni i pies” i rolą kierowcy czołgu Rudy, Grigorijem. Młodszym być może z doskonałym winem lub festiwalem Eurowizji albo z egzotycznymi wyjazdami na wakacje. No może ktoś, coś słyszał o wojnie Gruzji z Osetią i wmieszaną w konflikt Rosją. O Gruzji, my Polacy wiemy niewiele. A to naród, gdzie naszą ojczyznę darzy się szczególną sympatią. To za sprawą nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wspierał Gruzinów w walce o odzyskanie utraconych terenów w Osetii, gdzie w konflikt wmieszali się Moskale. 

Stąd książka Jastrzębskiego jest niezwykła. Z jednej strony to reportaż, aczkolwiek niezwykle interesujący i bardzo sumienny. Z drugiej strony opowiedziany w konwencji sensacji i kryminału z wyjątkowo interesującą fabułą. Wisienką na torcie jest tytułowa klątwa, którą wnikliwy czytelnik będzie starać się rozwikłać. „Klątwa…” jest świetnie opisana. Do tego stopnia, że czytelnik ma ochotę na podróż do tego nieziemskiego kraju i zaznania tych samych przyjemności poznawania świata, co autor. Życzliwi ludzie, cudowny krajobraz, piękno natury i doskonały klimat to atrybuty nie do pogardzenia. Dodatkowo piękny kraj i cudowna historia zarówno ta dalsza, jak i bliższa stawiają kropkę nad „i”. 

Dzięki książce łatwiej nam będzie zrozumieć teraźniejszość Gruzji, wgłębić się w przeszłość i wraz z mieszkańcami porozmyślać o przyszłości, która jawi się dość mętnie. Za sprawą Jastrzębskiego jest to bez wątpienia najlepsza pozycja o tym kraju, jaka ukazała się w Polsce. Idealna książka dla osób, które chciałyby pogłębić swoją wiedzę o mieszkańcach Gruzji, winie, śpiewie i górach, które królują nad widnokręgiem. Co ciekawe, ta książka to ni powierzchowna ocena, lecz retrospekcja tak głęboka, że infiltruje nie tylko Gruzję i Gruzinów, jako mieszkańców. Ta książka zgłębia gruzińskie dusze i dokonuje tego w wersji dociekliwej, niejako przy okazji wyjaśniając, dlaczego Gruzini, jako naród utracili darowany im Raj. I to na zawsze. Piękna książka. Jest, jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co Ci się trafi. Warto sięgnąć. Polecam. 

wiadomosci24.pl Marek Bachorski-Rudnicki


Mieszkańcy Gruzji wierzą, że kraj został im podarowany przez Boga. Gdy Stwórca dzielił ziemię między poszczególne narody, oni mieli przyjść jako ostatni.

– Spóźniliście się – rzekł do nich z wyrzutem Pan.

– Przepraszamy, ale piliśmy wino za Twoje zdrowie – tłumaczyli Gruzini.

– Cóż mam z wami począć, nie mam już ziemi, wszystko rozdałem – zatroskał się Stwórca. Gruzini pokornie pochylili głowy i trwali w milczeniu. Bóg pogładził swoją długą, siwą brodę, uśmiechnął się i rzekł:

– Weźcie więc tę część, którą przygotowałem dla siebie.

W ten oto sposób w ręce Gruzinów trafił maleńki kawałeczek ziemi, wciśnięty między brzeg Morza Czarnego a góry Kaukazu.

Gruzja to piękny, mały kraj, który leży u stóp Kaukazu. Niemal azjatycki, a jednak aspirujący do Europy. To kraj ludzi i wilków, któremu w przeszłości powierzono rolę obrońcy chrześcijaństwa przed zagrożeniem ze strony Persów, Arabów i Turków. Nie bez powodu, wszak Gruzini, jako drugi naród po Ormianach, już w VI wieku przyjęli chrześcijaństwo jako religię państwową. W średniowieczu krajem rządził król Dawid Budowniczy, który tytułował się Mieczem Mesjasza. Niezwykle istotną rolę w dziejach tego dzielnego i niezależnego państwa odegrała historia wojen z sąsiadami oraz najeźdźcami ze wschodu i zachodu. Gruzini wielokrotnie musieli walczyć o niepodległość i własną tożsamość. Może to właśnie podobieństwo losów sprawia, iż mieszkańcy kraju nad brzegiem Morza Czarnego a górami Kaukazu tak dużą sympatią darzą Polaków. Tymczasem my sami dysponujemy niewielką wiedzą nt. Gruzji i Gruzinów. Warto poznać historię i mentalność mieszkańców tego kraju, ponieważ jest on coraz popularniejszym celem wakacyjnych wyjazdów. A przecież wstyd nie znać zwyczajów, jakie panują w domu gospodarza…

Maciej Jastrzębski, autor „Klątwy gruzińskiego tortu”, to włocławianin, które całe swoje zawodowe życie związał z Polskim Radiem. Swoją dziennikarską karierę rozpoczął w 1988 roku od współpracy z radiową Trójką. Później był reporterem rozgłośni regionalnej w Bydgoszczy. Od wielu lat pracuje jako korespondent zagraniczny Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Przez pewien czas przekazywał informacje z Mińska na Białorusi, obecnie mieszka w Moskwie. Jest też specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia do Gruzji.

dojrzalakobieta.pl 2014-12-10


Faktograficzne narracje o Gruzji budować można dwojako: z naciskiem na walor turystyczno-poznawczy (jak to czyniło małżeństwo Mellerów w „Gaumardżos! Opowieści z Gruzji”), bądź też publicystyczny (widoczny w reportażowych książkach Wojciechów: Jagielskiego i Góreckiego). W „Klątwie gruzińskiego tortu” Maciej Jastrzębski wybiera wariant pośredni, łącząc dziennikarskie obserwacje z entuzjastycznym peanem na cześć gruzińskich legend, szaszłyków i wina.



Znajdziemy tu zatem i kulturowo-historyczne szkice, i fragmenty wywiadów, wreszcie – stylizowane wątki rodem z klasycznych powieści szpiegowskich. W tej treściowej mieszaninie stale majaczy bowiem tytułowy motyw tortu, a wraz z nim – tajemnicza nieznajoma, złowrogi spisek i szemrane grono radzieckich dygnitarzy.



„Spiskowe teorie to doskonały sposób na pozbycie się odpowiedzialności za własne czyny, bo przecież karty rozdają inni, ci niewidoczni, a my jesteśmy tylko pionkami w ich grze” – tak autor tłumaczy właściwą Gruzinom skłonność do tropienia politycznych intryg. Tak też podsumowuje na wpół mityczną opowieść o odbytym w 1990 roku tajnym spotkaniu komunistycznych notabli. Poprzez symboliczny gest pokrojenia przygotowanego na tę okazję tortu mieli oni dokonać podziału wpływów w upadającym ZSRR. Cała historia, utrwalona we wspomnieniu przypadkowego uczestnika zdarzenia – taksówkarza Dżaby – stanowi spoiwo gruzińskiej przygody Jastrzębskiego. Jej początek i koniec wyznaczają dwa newralgiczne momenty w historii niepodległej, „wykrojonej” z sowieckiego imperium Gruzji. Pierwszym jest rozegrana w 2008 roku wojna o sporną Osetię Południową, drugim – podpisanie pięć lat później umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, przesłonięte narastającym konfliktem na Ukrainie. Tak zarysowana rama tematyczna skutkuje silnym sprofilowaniem książki, której sporą część można z czystym sumieniem uznać za przykład klasycznej korespondencji dziennikarskiej. Jastrzębski – na co dzień korespondent Polskiego Radia w Moskwie, a zarazem specjalny wysłannik do Gruzji – szczodrze korzysta z materiałów gromadzonych w trakcie relacjonowania bieżących wydarzeń w Tbilisi. W jego opowieści znajdziemy więc rozbudowane partie poświęcone tamtejszym wyborom parlamentarnym i prezydenckim, wzbogacone równie obszernym portretem lokalnej sceny politycznej i wyborczych sympatii Gruzinów. Autor nieustannie nawiązuje też do historii opisywanego kraju, rekonstruując przebieg wojen domowych z Osetyjczykami i Abchazami, bądź odtwarzając losy kolejnych gruzińskich przywódców: Zwiada Gamsachurdii, Eduarda Szewardnadzego, Micheila Saakaszwilego i aktualnie rządzących polityków z partii Gruzińskie Marzenie. W efekcie książka oscyluje na granicy publicystycznego szkicu, skoncentrowanego na meandrach bieżącej polityki Gruzji, a zwłaszcza jej problematycznych relacji z północnym sąsiadem. Tak pomyślana, dość hermetyczna tematyka zdaje się ograniczać grono potencjalnych czytelników. Co prawda Jastrzębski w sposób widoczny stara się przemycać do treści wątki poświęcone kulturze i obyczajom Gruzinów, jednak w całościowym odbiorze nikną one w tle politycznych rozgrywek, manifestacji i bezpośrednich relacji z frontu. „Klątwie gruzińskiego tortu” nie służą także fabularne dłużyzny, pojawiające się zarówno w partiach „publicystyczno-historycznych”, jak i tych z założenia „rozrywkowo-kulturalnych”.

W obrębie drugiej kategorii znajdziemy wątki towarzyszące niemal każdej, mniej lub bardziej literackiej opowieści o Gruzji. I tak: Jastrzębski opisuje fenomen gruzińskich toastów i biesiadowania, śledzi historię lokalnego winiarstwa, wspomina o narodowych podaniach i potrawach Gruzinów, a także ich niemal legendarnej sympatii do Polaków. „Jedni twierdzili, że łączy nas historia walk o niepodległość, a szczególnie wielowiekowe kłopoty z tym samym sąsiadem – Rosją. Inni wskazywali na zaangażowanie polskich zesłańców w rozwój Gruzji. Jednak najwięcej osób odpowiadało, że Polacy nigdy nie zawiedli zaufania Gruzinów” – tak podsumowuje Jastrzębski wyniki prywatnej sondy, przeprowadzonej wśród gruzińskich znajomych. Polskie ślady we współczesnych i minionych dziejach Gruzji stanowią istotny element książkowych obserwacji, a także niewątpliwy ukłon w stronę krajowego czytelnika. Tłumaczą ponadto przyjacielskie relacje autora-Polaka z wybranymi bohaterami: ulicznym flecistą Saszą, konserwatorem starych książek Lewanem, batumskim wodzirejem Temurem, a zwłaszcza wspomnianym już Dżabą – duchowym i realnym przewodnikiem Jastrzębskiego w jego gruzińskiej wędrówce. Losy tbiliskiego taksówkarza i jego utraconej ukochanej – niejasno powiązanej z historią politycznego „krojenia” tortu – wprowadzają do opowieści element romansowo-przygodowy. Z jednej strony dynamizuje on akcję, będąc rozrywkowym przerywnikiem w gąszczu wojenno-wyborczych relacji, z drugiej natomiast – miejscami balansuje (być może zamierzenie) na granicy literackiego kiczu. „– Muszę już iść – oznajmiła. Wolnym krokiem ruszyła przed siebie. Na moment zatrzymała się, odwróciła głowę i popatrzyła na niego. – Nigdy o tobie nie zapomnę – rzuciła przez ramię” – podobne sceny nieco kłócą się z rzetelnym opisem destabilizacji gruzińskiej polityki. Ten brak konsekwencji skutkuje rozbiciem opowieści na dwie odrębne, po części sprzeczne płaszczyzny: rozrywkową oraz publicystyczną, w której autor dzieli się z odbiorcą prywatnymi spostrzeżeniami na temat politycznej przyszłości Gruzji.

Wspomnianą przyszłość Jastrzębski wiąże z ponawianymi w książce wątkami spiskowymi. Mglisty cień radzieckich dygnitarzy, decydujących o podziale wpływów w byłych republikach radzieckich, jest w „Klątwie gruzińskiego tortu” stale obecny. Motyw ten współgra z eksponowanymi przez autora obawami o odnowienie rosyjskiej dominacji w Gruzji i innych krajach postsowieckich. Nie bez powodu Jastrzębski zamyka opowieść opisem bieżących wypadków na Ukrainie. W tym kontekście niewiarygodna anegdota o krojeniu „tortu” gruzińskiej państwowości zyskuje wymiar tyleż groteskowy, co złowieszczy. To spostrzeżenie wydają się potwierdzać słowa samego autora: „Według mnie losy takich państw jak Gruzja wplecione są w odwieczną rywalizację Wschodu z Zachodem”.

ksiazki.wp.pl Katarzyna Frukacz


To opowieść o Gruzji i Gruzinach, słońcu, górach, morzu i kiści winogron. To opowieść o wojnie i pokoju, przemianach i niezmiennej miłości do ojczystej ziemi. To opowieść o ludziach odważnych, gościnnych i wrażliwych na piękno. To opowieść o miłości, przyjaźni i klątwie, która jak twierdzą sami Gruzini zawisła nad ich krajem. Klątwie, która od wieków sprawia, że Gruzja jest nieustannym polem bitew” – zachwala swoją nową książkę Maciej Jastrzębski. Postanowiłem to sprawdzić.



Rzeczywiście, „Klątwa gruzińskiego tortu”  Macieja Jastrzębskiego to książka niezwykła. Profesja autora (specjalny wysłannik Polskiego Radia w Gruzji) sugerowałaby wydanie kolejnego reportażu na wzór popularnych ostatnio publikacji polskich korespondentów i reporterów z dziennikarskiej pracy lub podróży po jednym z krajów b. Związku Radzieckiego. Nie jest to jednak tak ceniona w naszym kraju literatura faktu. Nie jest to również powieść literacka, choć książka ma cechy intrygującego romansu i porywającego kryminału. Głównym impulsem do przewrócenia następnej strony jest chęć poznania zawartej w tytule książki tajemnicy gruzińskiego tortu. Słodką zagadkę autor rozwiązuje opowiadając relacje swojego zaprzyjaźnionego gruzińskiego taksówkarza i jego tajemniczej przyjaciółki. Historia znajomości obojga bohaterów rozgrywa się na tle mających miejsce w Gruzji wydarzeń społeczno-politycznych z ostatniego ćwierćwiecza: od rozpadu Związku Radzieckiego po odsunięcie prezydenta Micheila Saakaszwilego od władzy.



Jastrzębski zaproponował więc czytelnikowi dość oryginalną lekturę – po części powieści, po części reportażu. Wokół frapującego wątku nie brakuje reporterskich notatek będących efektem uprawianego przez autora zawodu. Znajdziemy zatem wiele ciekawych informacji o historii gruzińskiego narodu: dowiemy się skąd wzięli się Gruzini na Kaukazie, czego szukali w Gruzji średniowieczni rycerze krzyżowi, dogłębnie zbadamy związki Gruzinów z Polakami, poznamy smak nie tylko gruzińskiego wina, ale i niemniej słynnej gruzińskiej herbaty uprawianej w XIX wieku w Gruzji przez brytyjskich oficerów, zetkniemy się wreszcie z okropnościami ostatniej wojny rosyjsko-gruzińskiej odkrywając bezsens wciąż nieuregulowanego konfliktu z Rosją.



Książka przeplatana jest w wielu miejscach gruzińskimi mitami i legendami, które dla zrozumienia bieżących wydarzeń w tym kraju mają równie duże znaczenie jak współczesne fakty.. Przytaczane opowieści są tym bardziej ciekawe, bo opisywane przez rozmówców Jastrzębskiego – zwykłych mieszkańców Gruzji, którzy opowiadają o swojej historii, nie kryjąc się ze swoimi poglądami i przekonaniami politycznymi. Gruzini są wdzięcznymi rozmówcami dla dziennikarza, bo są narodem rozpolitykowanym. Każdy ma jakieś poglądy polityczne i ochoczo o nich opowiada i dyskutuje. Bierzemy więc udział w gruzińskiej biesiadzie z tradycyjnymi toastami, wyruszamy na wędkarską wyprawę jachtem u wybrzeży Batumi, rozmawiamy z mieszkańcami przygranicznych rejonów Abchazji i Osetii Południowej, w końcu przepytujemy samego premiera Bidzinę Iwaniszwiliego. To właśnie dzięki relacjom Gruzinów poznajemy ich kraj i jego historię ich oczami – obraz subiektywny, ale wiarygodny i pełen emocji: czasem radości i wzruszenia, czasem gniewu i bezsilności.



Jastrzębskiemu z powodzeniem udało się uniknąć reporterskiego nawyku przedstawiania suchych relacji korespondenta prasowego. Dla autora wydarzenia, jakie miały miejsce w Gruzji w ostatniej dekadzie są ważne, bo wyznaczają puls życia mieszkańców tego kraju, ale jednocześnie stanowią one jedynie tło, pretekst do opowiedzenia nam czegoś więcej. W tym zadaniu pomaga Jastrzębskiemu niewątpliwy talent pisarski. Opis widoku Tbilisi z lotu ptaka, sennych miraży będących skutkiem pracy dziennikarskiej wzbogacają opowieść czyniąc ją atrakcyjną literacko.



Jedynym mankamentem książki jest jej zakończenie. Autor pozostawia bez odpowiedzi nurtujące od początku opowieści rozpoczętej podziałem tajemniczego tortu pytanie o tożsamość właścicielki fiołkowych oczu. A szkoda, bo rozpalając wyobraźnię czytelnika autor złożył dorozumianą obietnicę ujawnienia niejednoznacznej roli w całej historii pięknej Gruzinki. Niestety Jastrzębski nie wywiązuję się z tego zadania rozczarowując faktem, że sam nie podjął się misji odkrycia zagadki. Żal tym większy, bo ten obowiązek ciążył nie tylko ze względu na czytelnika, ale również gruzińskiego towarzysza, którego autor raczył był obdarzyć mianem swojego przyjaciela. Mimo to książka zdecydowanie warta polecenia.

.

Eastbook.eu Krzysztof Nieczypor


KRAINA WINEM PŁYNĄCA



„Największym bogactwem Gruzji jest przyroda - konstatuje autor. - Dzika, nieprzewidywalna, potrafiąca zawładnąć wszystkimi zmysłami człowieka. Sami Gruzini wierzą, że tę krainę podarował im Bóg. Wierzą też, że to u nich można skosztować najsłodszych jabłek, najlepszych winogron, najbardziej aromatycznej baraniny z ogniska. No i niezłego wina. Wierzą też, że Gruzja należy do nich. Choć nie wszystkie inne narody się z tym zgadzają". Maciej Jastrzębski, dziennikarz i podróżnik, stara się tę autoreklamę Gruzinów rozebrać na części pierwsze. Zrozumieć, na czym polega skomplikowana historia narodu - zwłaszcza ta najnowsza. Ogarnąć radziecko-gruzińskie relacje, pojąć szczegóły konfliktu z Osetią i ocenić pomysł na włączenie Gruzji do Unii Europejskiej. A przy okazji przybliżyć nam smak, zapach i krajobraz tego kraju. Robi to nieźle, ale jeśli mamy w sobie duszę podróżnika (i smakosza) - sprawdźmy też sami, jak to jest ze słodyczą tych jabłek. Żeby wyrobić sobie własne zdanie.

Magazyn SENS 12/2014


Sakartwelo znaczy Gruzja. Trochę o książce Macieja Jastrzębskiego „Klątwa gruzińskiego tortu”



Mimo podobieństw i wzajemnej sympatii Polacy wiedzą o Gruzji niewiele- pisze Maciej Jastrzębski w książce reporterskiej „Klątwa gruzińskiego tortu”. Swoją publikacją przybliża historię, kulturę i tradycję tego położonego u stóp Kaukazu państwa oraz jego mieszkańców.



spotkanie-z-JastrzebskimByłem w Gruzji zaledwie kilka dni i już zdążyłem się zakochać: w ludziach, w krajobrazach, w smaku mięsa pieczonego na ogniu i w aromacie wina. W szorstkiej mowie gospodarzy tej krainy i w ich czystym, donośnym śpiewie- tak Maciej Jastrzębski opisuje swoje wrażenia z pierwszego pobytu w Gruzji w 2008r. Od tego czasu podróżował tam jako specjalny wysłannik Polskiego Radia.



„Klątwa gruzińskiego tortu” jest zapisem jego dziennikarskich doświadczeń, zawartych znajomości, a także wiedzy zdobytej na temat Gruzji z opracowań historycznych. Książka reporterska Macieja Jastrzębskiego to przede wszystkim opowieść o Gruzinach przedstawionych zarówno zbiorowo, jak i jednostkowo. Poznajemy ich codzienność podczas wojny, wydarzeń politycznych, a także świąt i uroczystości rodzinnych. Jednak znacznie ważniejsze są dla reportera pojedyncze osoby, napotkane w trakcie pobytu w Gruzji. Główną postacią jest taksówkarz Dżaba, który szybko z osobistego szofera Macieja Jastrzębskiego zamienia się w jego przewodnika po kraju, przyjaciela i anioła stróża. To jemu reporter zawdzięcza spotkania z wieloma Gruzinami, których historie znajdujemy w reportażu. Opowieści o mieszkańcach Gruzji wywołują różnorodne emocje od niepokoju przez wzruszenie, aż po zaciekawienie czy rozbawienie. Trzymają w napięciu tak jak wtedy, gdy czytamy o kuzynce Dżaby, która musiała uciekać z owładniętej wojną Abchazji. Wzruszają opisy dzieci ze szkoły polonijnej, wykrzykujących na ulicach miasta wiersz „Kto ty jesteś Polak mały”. Intrygują pojedyncze życiorysy, jak choćby historia Aleksandra, flecisty grywającego w jednym z tbiliskich tuneli. Zdarza się, że Jastrzębski w celu podsycenia ciekawości czytelnika, urywa opowiadanie, aby powrócić do niego nieco później. Szczególne zainteresowanie wzbudza tajemnicza Nino, kobieta o fiołkowych oczach, dawna przyjaciółka Dżaby. Jej postać przewija się co jakiś czas w prezentowanych zdarzeniach, nieustannie domagając się wyjaśnienia.



Autor opisuje historie swoich bohaterów w sposób obrazowy i sfabularyzowany, co sprawia, że te fragmenty jego książki czyta się jak wciągającą powieść. Mocną stroną Jastrzębskiego są barwne, bogate w środki stylistyczne opisy. Choć niejednokrotnie charakteryzują się nadmierną szczegółowością, nie wnosząc istotnych elementów do prezentowanego obrazu Gruzji. Reporter przejawia przywiązanie do detali przede wszystkim w charakteryzowaniu działań. Zaletę stanowi natomiast bogactwo epitetów, określających m. in piękno gruzińskiej przyrody czy konkretne rzeczy, takie jak aromat kawy lub smak pieczonego mięsa. Pojawiają się też fragmenty piosenek, m. in. znany utwór Filipinek „Batumi”. Jastrzębski angażuje zatem wszystkie zmysły czytelnika. Poetycki styl reportera zapowiada zresztą już pierwsze zdanie książki: nocą z lotu ptaka Tbilisi wygląda jak świetlisty wąż. Z kwiecistością opisów kontrastują dialogi, które nierzadko zawierają kolokwializmy, a przede wszystkim oddają potoczystość języka mówionego, co obrazuje chociażby wypowiedź Soso: Środek nocy, śpię, a tu dzwoni telefon. W słuchawce głos tego draba. Powiedział mi, że właśnie podpalają mój dom, a ponieważ mnie lubi, daje mi czas na ucieczkę. Choć zdarza się, że niektóre z wypowiedzi sprawiają wrażenie nienaturalnych i zbyt uładzonych. Zbeletryzowana forma reportażu, chociaż przyjemna w czytaniu niesie za sobą pewne zagrożenie, mianowicie daje wrażenie fikcyjności, a to właściwość, której reporter powinien się wystrzegać.



Indywidualne historie bohaterów stanowią trzon reportażu i często stają się punktem wyjścia dla opisania ogólnych zjawisk politycznych, historycznych, kulturowych. Dobrą stroną książki jest wieloaspektowość i kompleksowość przekazywanych treści. Niesie to też za sobą różnorodność gatunkową i stylową, co sprawia, że „Klątwa gruzińskiego tortu”, choć uznawana za książkę reporterską nie daje się tak jednoznacznie sklasyfikować. Obok bliskich powieściom fabularnym opisom i dialogom, znajdujemy też gatunki stricte dziennikarskie, na przykład fragmenty wywiadów.



Maciej Jastrzębski dużą część reportażu poświęca historii Gruzji od jej początków, aż po czasy współczesne. Dzięki temu dowiadujemy się na przykład, że ten niewielki kraj u stóp Kaukazu na wiele lat przed Polską przyjął religię chrześcijańską. Poznajemy też ciekawą postać Dawida Budowniczego, średniowiecznego władcy, odpowiedzialnego za zjednoczenie państwa. Fakt, że autor rozbija wiedzę historyczną na konkretne zagadnienia i przeplata z innymi wątkami sprawia, że czytelnik nie czuje się znudzony. Niekiedy dla uatrakcyjnienia opowieści, niektóre informacje wkłada w usta swoich bohaterów, szczególnie historyka Soso. Znacznie częściej odwołuje się do opracowań historycznych, z których zaczerpnął największą wiedzę na temat Gruzji.



Jastrzębski ujawnia swój dziennikarski zmysł, przytaczając informacje na temat sytuacji politycznej państwa. Zawód reportera i czas, w jakim przebywał w Gruzji uzasadnia szczególny nacisk na tę tematykę. Bywał wysyłany do tego kraju z okazji wyborów parlamentarnych, prezydenckich oraz w czasie wojny rosyjsko- gruzińskiej i konfliktów osetyjskich. Wiedzę z zakresu polityki wzbogaca fragmentami wywiadów czy wycinkami z prasy. Przytacza też zasłyszane rozmowy, ukazuje wielość poglądów na sytuację w państwie. Jednocześnie ujawnia kulisy swojego zawodu, opowiada anegdoty czy wspomina niebezpieczne sytuacje. Jastrzębskiemu nie zawsze udaje się uchronić od dłużyzn i nieco nudzących fragmentów dotyczących polityki.



Autorowi trudno zachować równowagę pomiędzy poruszanymi wątkami, w efekcie czego nadmiernie zagłębia się w historię i politykę, a zbyt powierzchownie traktuje wątek kultury i tradycji mieszkańców Gruzji. Opis gruzińskiej obyczajowości, choć obecny w reportażu literackim, pozostawia poczucie niedosytu, potrzebę głębszego poznania codziennych zwyczajów i rytuałów Gruzinów. Wśród nich nie brakuje relacji z typowej supry, czyli uczty i przytoczenia ważnego jej elementu – toastów. Autor pisze też o gruzińskiej kuchni, wspominając zarówno przyjemne dla podniebienia dania jak i te o mniej zachęcającym wyglądzie. W menu stworzonym na podstawie reportażu nie zabrakłoby także wina i słynnej herbaty. Autor choć miał okazję rozsmakować się w tym ostatnim napoju, to z żalem przyznaje, że nie udało mu się zobaczyć znanych z piosenki Filipinek „herbacianych pól Batumi”.



Zdarzenia z życia codziennego bohaterów reportażu stają się przyczyną wyciągnięcia wniosków na temat ich narodowych cech charakteru, takich jak honorowość, zdolność opowiadania czy traktowane z przymrużeniem oka przekonanie o umiejętności wyhodowania najlepszych owoców. Autor nawet jeśli ironizuje z przywar Gruzinów, czyni to z pełną do nich sympatią. Jastrzębski daje do zrozumienia, że przyjazne uczucia wobec mieszkańców Gruzji cechują większość Polaków i z jeszcze większą siłą są odwzajemniane. Mimo że przytacza kilka podobieństw łączących oba narody, jak podobne dzieje historyczne czy wsparcie polityczne ze strony polskich polityków, to nie zagłębia się w odkrywanie źródeł, bo jak twierdzi nie ma większego sensu poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, za co my lubimy ich, a oni nas, ponieważ takowej odpowiedzi nie znajdziemy. Czyż nie wystarczy, że Gruzini po prostu nas lubią, szanują, a nawet podziwiają?



Gościnność i przyjazne nastawienie Gruzinów uwidacznia się w wielu opisywanych przez Jastrzębskiego historiach. Jego książka daje odpowiedź nie tylko na to dlaczego warto tę przyjaźń odwzajemnić, ale także z jakich powodów należałoby zgłębić wiedzę na temat Gruzji. „Klątwa gruzińskiego tortu” stanowi ku temu doskonałe narzędzie. Przeznaczona jest zarówno dla tych, którym Sakartwelo jest już znane, jak i dla tych, którzy ten kraj dopiero pragną odkryć. Interesujące opowieści, przystępnie podana wiedza historyczna i polityczna, ciekawostki kulturowe sprawiają, że tę książkę się chłonie i przymyka oko na sporadyczne dłużyzny czy stylistyczne potknięcia. I tak jak autor czuje, że Gruzja stała się dla niego obiektem tęsknoty i pożądania, do którego nieustannie chce wracać, tak zapewne niejeden z nas zapragnie powrócić do książki, aby ponownie odbyć na jej kartach podróż do leżącego u stóp Kaukazu kraju.

Gazeta Bałtycka Dominika Prais


Jak Gruzini patrzą na swój kraj?



Kiedy Maciej Jastrzębski usłyszał historię o torcie, nie do końca w nią uwierzył. Nie przeszkodziło mu to jednak uczynić z niego głównego motywu swojej książki. Opowieść Dżaby, taksówkarza i przewodnika autora, jest ważna nie ze względu na swoją realność czy doniosłość, ale przede wszystkim dlatego, że pokazuje, w jaki sposób Gruzini patrzą na siebie i na swój kraj.



Sakartwelo, bo tak mieszkańcy tego niewielkiego kaukaskiego kraju nazywają swoją ojczyznę, ma bogatą historię. Przeplataną w wielu miejscach mitami, ale dla tej książki są one równie ważne, jak same fakty. Bo chociaż traktuje ona w dużym stopniu o historii i stosunkach politycznych w Gruzji, to autor wplata ją w codzienność zwykłych mieszkańców, czyniąc ją taką, jaka zazwyczaj jest dla ludzi. Z jednej strony istotna, z drugiej – będąca jedynie elementem życia przeciętnych obywateli.

To właśnie sami Gruzini są głównymi bohaterami tej książki. Opisy przyrody, krajobrazu, miast oraz relacje z takich wydarzeń, jak wojna w Osetii Południowej czy wybory parlamentarne i prezydenckie, można by zmieścić na kilkudziesięciu stronach. Jednak autor zadał sobie trud pokazania, jak na te sprawy patrzą sami mieszkańcy Gruzji i jak wpływa to na ich życie.



Ważną osobą w tej opowieści jest Dżaba – można powiedzieć - przeciętny Gruzin, taksówkarz i przyjaciel autora. Razem z nim jeździmy pod południowoosetyjską granicę, bierzemy udział w gruzińskiej biesiadzie z tradycyjnymi toastami, dowiadujemy się od niego, jak widzi sytuację w kraju i jaka jest jego interpretacja tego, co wydarzyło się w Gruzji od upadku Związku Radzieckiego. Tu ukryty jest wątek osobisty – platoniczna miłość do przyjaciółki z młodości – Nino, z którą byli niegdyś świadkami podziału tytułowego tortu. Być może nie było w tej sytuacji niczego niezwykłego – lecz Dżaba wierzy, że był świadkiem wydarzenia, które po dziś dzień wpływa na sytuację w jego ojczyźnie. I ta wiara w działanie zakulisowych sił, które wciąż pociągają za sznurki, jest klątwą, która rozszerza się na znaczną część gruzińskiego społeczeństwa.



W jednym z rozdziałów znajdziemy też spojrzenie z innej, a dokładniej polskiej strony. Autor zadał sobie trud zbadania związków Gruzji z Polakami i ich znaczenia w historii tego kraju. Udamy się też z wizytą do Polaków, którzy postanowili osiedlić się na Kaukazie i związać swoje życie z Gruzją. Polskich akcentów jest zresztą w książce więcej za sprawą fenomenu przyjaźni między naszymi krajami. Jastrzębski sam zastanawia się nad jej źródłami, pyta też swoich gruzińskich przyjaciół. Jaką dostaje odpowiedź? Tu już odsyłam do książki.



W ostatnich latach Gruzja stała się popularnym kierunkiem turystycznym dla Polaków. Z pewnością warto przeczytać tę książkę, jeżeli wybieramy się do tego kraju. Jest to w pewnym sensie przewodnik, jednak nie po krainach geograficznych, a po ludziach – po lekturze na pewno łatwiej będzie nam zrozumieć ich sposób myślenia i postępowania, który dość mocno różni się od polskiego.



Warto też ją przeczytać w kontekście wojny na Ukrainie – historia Gruzji po rozpadzie Związku Radzieckiego przez lata była naznaczona zaogniającym się konfliktem. I, wbrew pozorom, nie chodzi tylko o imperialne dążenia Rosji. Gruziński tort jest dużo bardziej skomplikowany.

bankier.pl Mateusz Szymański


Maciej Jastrzębski, który cale swoje zawodowe życie związał z Polskim Radiem, prezentuje „Klątwę gruzińskiego tortu", czyli - wydane przez Editio / Helion - zapiski z Gruzji, małego, pięknego kraju, leżącego u stóp Kaukazu. Niemal azjatyckiego, a jednak bardzo europejskiego. Kraju ludzi i wilków, któremu przed wiekami powierzono rolę obrońcy chrześcijaństwa przed Persami, Arabami i Turkami. Gruzji wartej poznania, choćby na marginesie, rozgrywanego przez polskich piłkarzy, piątkowego meczu...

POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI MAREK NIEDŹWIECKI


Najnowsza książka Macieja Jastrzębskiego 'Klątwa gruzińskiego tortu"

Wybierając się na wakacje w Gruzji warto zapoznać się z dostępnymi w Polsce książkami na temat naszego kraju. Jedną z najświeższych pozycji jest "Klątwa gruzińskiego tortu" dziennikarza Macieja Jastrzębskiego. 



Autor na stałe rezyduje w Moskwie gdzie pracuje jako korespondent zagraniczny dla Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Przez wiele lat mieszkał w Mińsku na Białorusi, następnie przeniósł się do Rosji i jest również specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia w Gruzji. Poprzednia książka Macieja Jastrzębskiego poświęcona dziejom Rosji  "Matrioszka i Jastrząb" została bardzo ciepło przyjęta przez czytelników.

 

Suma doświadczeń zawodowych i prywatnych powoduje, że Maciej Jastrzębski jest kompendium wiedzy na temat historii Gruzji i codziennego życia na Kaukazie. Żywym i barwnym językiem opisuje przejście Gruzji od republiki ZSSR do demokracji, ze wszystkimi społecznymi przemianami, udowadniając, że "koniec historii" nie nastąpił. Przybliża czytelnikom zawiłości w relacjach międzyludzkich, trudne sąsiedztwo z Federacją Rosyjską i najnowsze dzieje naszego kraju.

 

Maciej Jastrzębski jest obecny w Gruzji przy okazji wszystkich najważniejszych wydarzeń politycznych, gospodarczych. Jako specjalny wysłannik Polskiego Radia wykorzystuje każdą możliwość na wyjazdy do Gruzji. Ciekawostką jest również, że cały rozdział jest poświęcony naszemu życiu na wschodzie kraju, w Lagodekhi. "Klątwa gruzińskiego tortu" opowiada o dziejach Polaków, którzy trafiali na Kaukaz od czasów Insurekcji Kościuszkowskiej a także o współczesnej polonii. Autor opisuje również jak my, Zosia i Jerzy Ciemnołońscy, przenieśliśmy się z Bydgoszczy do Lagodekhi, jak pracowaliśmy dla organizacji charytatywnych i wspieraliśmy lokalną polonię, jak Zosia prowadziła kursy języka polskiego dla dzieci. Jest nam bardzo miło, że autor zdecydował się poświęcić nam tyle uwagi.  

 

Planując wycieczki do Gruzji warto sięgnąć po "Klątwę gruzińskiego tortu". Książkę można nabyć w dobrych księgarniach i przez Internet. Serdecznie polecamy!

Tamada Tour Tamada Tour


Maciej Jastrzębski, korespondent zagraniczny Polskiego Radia, tym razem zabiera nas w podróż po Gruzji, „małym, pięknym kraju leżącym u stóp Kaukazu". Jego przewodnikiem jest „kierowca Dżaba, pełen fantazji inżynier" - wiezie on Jastrzębskiego po „kraju ludzi i wilków, któremu przed wiekami powierzono rolę obrońcy chrześcijaństwa przed zagrożeniem ze strony Persów, Arabów i Turków. Nie bez racji: Gruzini, jako drugi naród po Ormianach, już w VI w. przyjęli chrześcijaństwo jako religię państwową. Ich średniowieczny król, Dawid Budowniczy, tytułował się Mieczem Mesjasza Dzieje tego dzielnego i niezależnego kraju to historia wojen z sąsiadami oraz najeźdźcami ze wschodu i zachodu, walki o niepodległość i własną tożsamość. Może pewne podobieństwo losów jest jednym z powodów, dla których Gruzini mają tak wiele sympatii dla Polaków Jednak my sami niewiele wiemy o Gruzji i Gruzinach". Warto to zmienić. 

Uważam Rze A.N.


Polak, Gruzin – dwa bratanki, czyli recenzja “Klątwy gruzińskiego tortu”



Kolejny rodzaj książek, za którym nie przepadam: książki reportażowe i podróżnicze. No, po prostu jakoś “nie wchodzą”. Ale swego czasu zaczęłam czytać bardzo fajną serię wyd. Helion. Zaczęło się od “Wałkowania Ameryki” Marka Wałkuskiego, potem była “Matrioszka Rosja i Jastrząb” Macieja Jastrzębskiego, następnie “System Białoruś” Andrzeja Poczobuta. No i wsiąkłam. Okazało się, że reportaże, zwłaszcza napisane przed doświadczonych dziennikarzy, mogą wciągnąć bardziej niż niejedna powieść. Rosja oczami Jastrzębskiego przedstawiona była w taki sposób, że miałam ochotę wsiąść do pociągu (prawie) bylejakiego i jechać prosto do Moskwy. A tutaj ten sam autor zabiera nas prosto do Gruzji. Rzadko też podobają mi się opisy książek. A tutaj fragment naprawdę mnie zaciekawił:



Gruzini wierzą, że kraj podarował im Bóg. Gdy Stwórca dzielił ziemię między narody, oni przyszli ostatni.

— Spóźniliście się — rzekł do nich z wyrzutem Pan.

— Przepraszamy, ale piliśmy wino za Twoje zdrowie — tłumaczyli Gruzini.

— Cóż mam z wami począć, nie mam już ziemi, wszystko rozdałem — zatroskał się Pan Bóg. Gruzini pokornie pochylili głowy i trwali w milczeniu. Bóg pogładził swoją długą, siwą brodę, uśmiechnął się i rzekł: — Weźcie więc tę część, którą przygotowałem dla siebie.



I tak Gruzini dostali we władanie maleńki kawałeczek ziemi, wciśnięty między brzeg Morza Czarnego a góry Kaukazu.



“Klątwa gruzińskiego tortu” to powieść utkana z różnych historii dotyczących Gruzji. Mamy tutaj historię najnowszą tego pięknego kraju, mamy starożytne i średniowieczne opisy oraz legendy, mamy – przede wszystkim – historie zwykłych Gruzinów, które zapierają dech. Wszystkie historie mają poniekąd dwie wspólne osie: pierwsza to współczesna historia Gruzji, jej odwieczne uzależnienie od Rosji (skąd my to znamy…), konflikty wojenne i polityczne. Druga oś jest bardziej prywatna i dotyczy taksówkarza Dżaby, przyjaciela Jastrzębskiego. Opowiada on urzekającą historię pięknej Nino, która pewnego dnia była zmuszona wyjechać z ojcem. Od tamtej pory siedziała w głowie gruzińskiego taksówkarza. Historia co jakiś czas powraca na kartach książki, stanowi też wyjaśnienie, skądinąd tajemniczego, tytułu książki. Okazuje się bowiem, że ojciec Nino zamieszany był w… Nie, wybaczcie, to byłby zbyt duży spoiler, to trzeba przeczytać.



Trudno przytoczyć wszystkie anegdoty, którymi raczy nas Jastrzębski. Znajdują się w nich i dziennikarskie zacięcie, i ludzkie emocje. Pisarski warsztat objawił Jastrzębski już w “Matrioszce…”, tutaj jedynie go potwierdza: świetny język (raz reporterski, raz budujący napięcie – czegóż chcieć więcej?), powiązane ze sobą historie Gruzinów, Osetyjczyków i mieszkańców Abchazji. Zresztą, konfliktowi dotyczącemu Osetii i Abchazji, autor poświęcił wiele stron w swej książce. Nie staje po niczyjej stronie, zachowuje dziennikarski obiektywizm, dzięki któremu poznajemy lepiej tę trudną historię.



Najbardziej urzekła mnie jednak część książki poświęcona polsko-gruzińskim powiązaniom. Autor kilka razy wspominał o tym, że Gruzini po prostu lubią Polaków. Za co? Właściwie za wszystko. Cenią nas za to, że w 2008 roku, podczas konfliktu z Rosją, od razu stanęliśmy po ich stronie. Polska była jednym z pierwszym krajów, które rozpoczęły w Gruzji akcję z pomocą humanitarną. Gruzini do dziś pamiętają wystąpienie śp. Lecha Kaczyńskiego, który w Tbilisi poparł dążenia kraju do zachowania niepodległości i niepodzielności. Gruzini podobno często przytaczają wspólną historię — łączą nas problemy z Rosją, próby “odłączenia” od tego kraju. Inna kwestia natomiast to dzieje Polaków, uchodźców jeszcze z czasów powstań z XVIII wieku, którzy mieli ogromny wpływ na rozwój gospodarczy i kulturalny kraju. Polscy architekci współtworzyli największe gruzińskie miasta, Polak założył pierwszy rezerwat przyrody na Kaukazie, Polacy tworzyli tam polsko-gruzińskie wiersze i pieśni. Jastrzębski przytacza wiele ciekawych osobistości, również pół-Gruzinów, pół-Polaków, którzy próbowali wśród Gruzinów wzniecać zainteresowanie swoimi polskimi korzeniami (z różnym skutkiem, trzeba przyznać, ale właściwie zawsze z pozytywną reakcją ze strony Gruzinów).



Jedno jest pewne – książka naprawdę zabiera w podróż do Gruzji. Znów mam ochotę wsiąść do pociągu, ale tym razem do Gruzji… Cóż, planowanie przyszłorocznych wakacji jeszcze przede mną…

RePORTAL N. J.


Polacy lubią Gruzinów, a Gruzini – Polaków. To pogląd popularny i powszechnie znany. Ale ilu z nas jest w stanie powiedzieć, z czego ta wzajemna sympatia wynika? Co faktycznie wiemy o Gruzji i tym narodzie? Co nas z nimi łączy? W książce „Klątwa gruzińskiego tortu” Jastrzębski szuka odpowiedzi na te pytania, próbując przy tym przybliżyć czytelnikom ów górzysty kraj. I robi to w sposób pasjonujący. 



Co wiedziałem o Gruzji i Gruzinach przed lekturą „Klątwy…”? Praktycznie nic – kilka szczątkowych faktów i informacji, które gdzieś tam obiły mi się o uszy. Umiałbym nazwać stolicę, wskazać flagę, wymienić jeden klub piłkarski i nazwisko głowy państwa. Z historii znany był mi jedynie – z oczywistych względów – konflikt w Osetii Południowej z 2008 roku. A teraz, po przeczytaniu książki Macieja Jastrzębskiego? Choć wciąż żadnym znawcą nie jestem, wiem o tym państwie i tym narodzie o wiele, wiele więcej. I samo to, że ów utwór w przystępny sposób poszerza wiedzę i horyzonty, stanowi o jego wartości.

Z drugiej jednak strony, to samo można by powiedzieć o pierwszym lepszym przewodniku, nie mówiąc już o stricte naukowych publikacjach. To, co czyni „Klątwę gruzińskiego tortu” dziełem w pewnym sensie wyjątkowym, to jego konstrukcja. Poniekąd mamy tu do czynienia po prostu z reportażem, bardzo rzetelnym i interesującym, w którym autor dodatkowo przemycił coś z kryminału. Chodzi mianowicie o zagadkę związaną z tytułową klątwą, którą wspólnie z Jastrzębskim, staramy się rozwikłać.

Gruzini wierzą, że kraj podarował im Bóg. Gdy Stwórca dzielił ziemię między narody, oni przyszli ostatni.

— Spóźniliście się — rzekł do nich z wyrzutem Pan.

— Przepraszamy, ale piliśmy wino za Twoje zdrowie — tłumaczyli Gruzini.

— Cóż mam z wami począć, nie mam już ziemi, wszystko rozdałem — zatroskał się Pan Bóg. Gruzini pokornie pochylili głowy i trwali w milczeniu. Bóg pogładził swoją długą, siwą brodę, uśmiechnął się i rzekł: — Weźcie więc tę część, którą przygotowałem dla siebie.

I tak Gruzini dostali we władanie maleńki kawałeczek ziemi, wciśnięty między brzeg Morza Czarnego a góry Kaukazu.

– fragment książki

Ten sam zabieg zastosował autor w swojej poprzedniej książce,„Matrioszka Rosja i Jastrząb”, i choć z tamtej pozycji nie byłem do końca zadowolony, to w obu przypadkach sprawdza się on znakomicie, świetnie podkręcając zaciekawienie lekturą.

„Klątwa gruzińskiego tortu” napisana jest po dziennikarsku sprawnie, czyta się ją lekko nawet pomimo wielu zawartych w treści odniesień do historii dalszej i bliższej. A tych rzecz jasna zabraknąć nie mogło, bowiem nieznajomość przeszłości uniemożliwiłaby zrozumienie teraźniejszości.



Zapewne nie jest to najdoskonalsza książka o Gruzji, jaka powstała. Jest za to idealną pozycją dla wszystkich tych, którzy o tym kraju wiedzą niewiele i chcieliby to zmienić. Oferuje możliwość wejrzenia w gruzińską duszę, dalece głębszego niż powierzchowne. I to w formie klarownej i konkretnej. Warto sięgnąć.

splay.pl Jakub Grygiel


Wyjątkowy kraj między Kaukazem a Morzem Czarnym – historia gruzińskiego tortu



Wśród krajów na świecie, o których wiemy tak mało bez wątpienia znajduje się Gruzja. Wydaje się nam, że położona na końcu świata, w biedzie, bez perspektyw rozwoju i zmian. W rzeczywistości to jednak kraj wyjątkowy, przebogaty swoją historią i ciekawą kulturą. Właśnie to wszystko stara się nam przybliżyć Maciej Jastrzębski, pokazują ten kraj i jego wyjątkową historię.


Dla kogo książka Macieja Jastrzębskiego

Można zastanawiać się mocno dla kogo przeznaczona jest ta książka? Grupa potencjalnych obiorców jest naprawdę szeroka i może w niej znaleźć się praktycznie każdy kto lubi czytać o wyjątkowych miejscach. Klątwa gruzińskiego tortu to historia narodu, który ma w swojej legendzie historię, która mówi, że kraj otrzymali bezpośrednio od Boga, w miejscu, które Bóg rezerwował dla siebie. Ostatecznie historia rzuca ich miejsce, gdzie co rusz pojawiają się konflikty, a sam teren jest osią zapalną dla wojen i starć z sąsiadami. To sprawia, że Gruzja to rzeczywiście kraj wyjątkowi, gdzie o swoją ziemię ludzie muszą walczyć wyjątkowo mocno, starając się dbać o ten własny tytułowy kawałek tortu. Utrzymanie własnej tożsamości i własnego terytorium to zadanie dla Gruzinów, którzy już od średniowiecza muszą walczyć o siebie i swój kraj. Ten element jest zbieżny z Polską, być może dlatego Gruzini i Polacy darzą się sympatią.

Co znajdziemy w Klątwie gruzińskiego tortu?

Książka daje nam przede wszystkim wyjątkowy obraz kraju, o wyjątkowej historii i ludziach, którzy są dumni z tego, że są Gruzinami. Naród zabawowy, biesiadny, który przy każdej okazji sięga po wino. Kultura Gruzji to zabawa połączona ze śpiewem i tańcem, podtrzymywana przez ludyczne tradycje ciągle utrzymywane w głowach ludzi. Lektura doskonała dla tych osób, które kiedykolwiek chciałyby wyjechać do Gruzji i poznać ten kraj. Warta sięgnięcia, gdy o Gruzji nic się nie wie jak i w przypadku, gdy wiemy na jej temat już nieco więcej, jednak wiedzę tą chcemy dalej poszerzać.

Jeśli już zapoznaliście się z książką podajcie dalej, że warto po nią sięgnąć i poznać Gruzję od środka.

Opiniobook.pl Paweł Korczak


Sakartwelo

 

To gruzińska nazwa państwa, z którego dziennikarskie relacje, pracujący w Moskwie dla Polskiego Radia autor zebrał i wydał w tomie o niefortunnym tytule. Mamy już kilka niezłych przewodników turystycznych po Gruzji, a nawet kilku dyżurnych celebrytów zachwalających ten kaukaski kraj. Jest jednak na rynku miejsce na wspomnienia radiowego korespondenta, ubrane w formę sprawozdań z kolejnych pobytów, wiążących się najczęściej z ważnymi wydarzeniami politycznymi.

 

Dziennikarz ma zwykle inny krąg rozmówców niż celebryta czy szeregowy turysta. Siłą rzeczy zna też lepiej państwo, gdzie pracuje, zatem już z założenia oferuje zainteresowanemu czytelnikowi dopełnienie wiedzy, poszerzenie jej o własne, mocno zweryfikowane przeżycia i doświadczenia. W praktyce to suplement znacznie istotniejszy niż wiedza przewodnikowa.

 

Maciej Jastrzębski opowiada o Gruzji Micheila Saakaszwilego i skutkach rewolucji róż, kończy zaś na wydarzeniach niemal aktualnych. Opisuje - ogólnie, niestety - pobyty w Tbilisi polskich polityków z Lechem Kaczyńskim na czele, objaśniając, skąd się wzięła popularność Polski i Polaków. Nadaje relacje z pola walki w Abchazji i wspomina spotkania z niepoślednimi ludźmi. Pisze o poznanych tam Polakach i Polakach sprzed lat, zasłużonych dla kultury i nauki gruzińskiej. Przede wszystkim zaś opowiada o swoich rozmowach, słucha opowieści, nie bez literackiego zacięcia rysuje sylwetki poznanych ludzi. Jego nacechowane emocjami sprawozdania przybliżają nam skomplikowaną kaukaską współczesność. Jak się okazuje w kontekście ukraińskiego dramatu, wielce pouczającą dla tego, kto potrafi przewidywać. Książka mimo efemerycznej formy, łącząca w sobie elementy reportażu, a zakończona nic niewnoszącymi wspominkami kolegów autora, może stać się wartą lektury przymiarką do wyjazdu do Gruzji, kraju coraz częściej obecnego w turystycznej ofercie.

Tygodnik Angora Ł. Azik 42/2014


Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi, antyrosyjskie plakaty i demonstracje, wszechobecne osły, cerkwie i ujmująca gościnność. Gruzja to kraj o wielu twarzach, który wielu z nas wydaje się dzikim i niezbadanym lądem. Być może słusznie, chociaż akurat z tym niewielkim skrawkiem ziemi wciśniętym między takie „olbrzymy” jak Rosja czy Turcja, jest tak samo jak z wszystkim czego nie znamy – budzi lęk. Warto jednak pamiętać, że dzieje się tak tylko dlatego, że nie wiemy czego możemy się po niej spodziewać.



Na szczęście istnieją jeszcze ludzie, którzy zamiast lęku odczuwają nieodpartą ciekawość, zew przygody i chęć zobaczenia rzeczy ciekawych, poznania ciekawych ludzi. Jednym z nich jest właśnie Maciej Jastrzębski, podróżnik i reportażysta, którego znamy już m.in. z rewelacyjnej Matrioszki Rosji. Obyty w historii, kulturze i sytuacji politycznej Wschodu, w ”Klątwie gruzińskiego tortu” pewnie prowadzi nas przez te tereny, zachowując przy tym cechy jakie zwykle przynależą najlepszym nauczycielom i opowiadaczom: umiejętność zaintrygowania i wytłumaczenia rzeczy skrajnie zawiłych. Historia Gruzji nie należy bowiem do najprostszych, a jej obecny kształt, smak i zapach to wypadkowa zdarzeń, które dotykały ją przez wiele stuleci i dotykają nadal.



Najbardziej utkwił mi w pamięci moment, gdy politycy zatrzymali się obok starszej kobiety, aby chwilę z nią porozmawiać. Gruzinka siedziała na drewnianym stołeczku obok sterty gruzu. Miała przymknięte oczy, a po jej policzkach płynęły łzy. W dłoni ściskała wielki klucz, który pozostał jedynym świadectwem tego, że kiedyś miała dom. W trakcie tej rozmowy dał się słyszeć narastający warkot silników. Ktoś krzyknął, że znowu nadlatują rosyjskie samoloty. Ludzie rozpierzchali się w poszukiwaniu ukrycia. Żołnierze ochraniający Saakaszwilego i Kouchnera przewrócili obu polityków na ziemię, przykrywając ich kuloodpornymi kamizelkami i własnymi ciałami. Na szczęście alarm okazał się fałszywy. Ta sytuacja uzmysłowiła mi, jak wielką moc ma strach. Cywile uciekali. Żołnierze szeptali między sobą, że wkrótce Rosjanie zdobędą Tbilisi. To przecież tak niedaleko. Mniej niż 70 km. od linii frontu.



Jastrzębski przemierza kraj wzdłuż i wszerz, poznając ludzi, ich historie, marzenia i obyczaje, a czytelnik czuje, że robi to razem z nim. To chyba największa zaleta tej książki – i największa zachęta, by na własne oczy zobaczyć to, o czym mówi. Jego uwadze nie ujdzie żaden ciekawy wątek, a nawet te najciekawsze autor opowiada tak, że chciałoby się go słuchać bez końca. Właśnie dlatego, ”Klątwa gruzińskiego tortu” jest propozycją zarezerwowaną nie tylko dla zapalonych podróżników i obieżyświatów, ale i dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z nieznanym.

Opętani Czytaniem Anna Solak


Bycie jedną z pierwszych osób na świecie (w czymkolwiek) zawsze daje satysfakcję. Zwłaszcza, jeśli należy się do pierwiosnków w swojej dziedzinie. A ponieważ moją dziedziną są książki, pochwalę się, zanim przejdę do meritum: miałam tę niewątpliwą przyjemność przeczytać najnowszą książkę Macieja Jastrzębskiego. Kuję żelazo póki gorące i dzielę się recenzją „Klątwy gruzińskiego tortu”:

Maciej Jastrzębski – wrocławianin, dziennikarz i korespondent Polskiego Radia, reporter i pisarz z niezwykłym talentem do snucia na poły rzeczywistych, na poły bajkowych opowieści o krainach, które odwiedził, pełniąc swe radiowe powołanie. W poprzedniej książce pt. „Matrioszka Rosja i Jastrząb” zabrał nas w podróż do wielkiego wschodniego sąsiada (jakże aktualna to wycieczka w kontekście wydarzeń na światowej scenie politycznej!), tym razem proponuje nam wyprawę do Gruzji, w którą pojedziemy wraz z nim i gruzińskim kierowcą i przyjacielem Autora – Dżabą.

Maciej Jastrzębski trafił do tego pięknego kaukaskiego kraju w roku 2008. Relacjonował wojnę rosyjsko-gruzińską, wizyty polskich polityków, nerwową atmosferę wyborów parlamentarnych w roku 2012. Odsłania przed nami tamtejsze realia polityczne i codzienność mieszkańców Tbilisi, Gori, Batumi oraz wioseczek na pograniczu gruzińsko-osetyńskim i gruzińsko-abchaskim. Czyni jednak o wiele więcej. Jego książka to czysta afirmacja – życia na południowym Kaukazie, tamtejszej przyrody, gościnnych, serdecznych ludzi zamieszkujących ten uroczy zakątek naszej planety. Podobno Gruzini mieszkają w krainie, którą dobry bóg przygotował dla samego siebie, ostatecznie jednak podarował ją dzielnym Kartwelo („Kartwelo” to Gruzini a Sakartwelo to Gruzja w języku jej mieszkańców). Trzeba przyznać, że wszechmocny dobrze wybrał – życie w Gruzji to przyroda, śpiew i niekończące się ucztowanie. Wszystko to podlane sosem gawęd, opowieści i poetyckich, wznoszonych świeżym winem toastów. Gruzini słyną z gorącej krwi i iście ułańskiej fantazji, przy której nasza, polska natychmiast blednie, zawstydzona swą racjonalnością. Mają niezwykły talent do kreowania niestworzonych historii i wiary w teorie spiskowe, kierujące ich losem. Jedna z takich teorii towarzyszyć będzie nam na kartach „Klątwy gruzińskiego tortu”, osnuta wokół historii znajomości kierowcy Dżaby i jego ukochanej Nino. Więcej na ten romantyczny temat nie napiszę, by nie psuć niespodzianki przyszłym czytelnikom :)

Na koniec chciałabym podzielić się kilkoma, na poły mitycznymi faktami z historii Gruzji. Słyszeliście kiedyś o greckim herosie Prometeuszu, który ofiarował ludziom ogień i za karę został przykuty do skały? Prometeusz od wieków cierpi niewypowiedziane męki – codziennie odwiedza go wielki orzeł i wydziobuje wątrobę, która odrasta przez noc. Gdzie znajduje się miejsce kaźni owego dobroczyńcy ludzkości? Oczywiście w Gruzji, pośród skał Kaukazu! Jak myślicie, którędy z opanowanej przez Saracenów Jerozolimy wycofywali się obrońcy Świętego Graala? Wracając do Europy zatrzymali się na popas u gruzińskiej królowej Tamary. W dalszą drogę wyruszyli już bez kielicha z krwią Chrystusa…  A Sarmaci? Słynni przodkowie polskiej szlachty? Rzecz jasna, że pochodzą z Gruzji! W każdym razie tak twierdzi pewien odłam narodowych historyków…

Josifa Wissarionowicza Dżugaszwilego (in. Stalin) życzliwym milczeniem pominę.

 

grafomanya.wordpress.com Wasza Złoto Usta


Sakartwelo znaczy Gruzja


 


Moje wrażenia z tej lektury zacznę od przedstawienia jej autora. Pan Maciej Jastrzębski pochodzi z Wrocławia i jest związany z Polskim Radiem. Dziennikarz i reporter od wielu lat jest zagranicznym korespondentem Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Pracował na Białorusi, mieszka w stolicy Rosji, a na swojej drodze zawodowej zawędrował też do Gruzji. Kraju pięknego, leżącego na Kaukazie o którym Polacy wiedzą niezbyt wiele, a którego obywatele darzą nasz naród wielką sympatią. 


 


Gruzja to według legendy kraina, którą sam Bóg zostawił sobie po podziale ziemi pośród wszystkie ludy. Gruzini dostali ją, ponieważ Bogu zrobiło się żal, że dla nich nic już nie zostało. Przez wiele lat Gruzja była jedną z republik Związku Radzieckiego. Dziś to wolne i niepodległe państwo, choć spokojnie w nim nie jest. Rosja nie może pogodzić się z utratą wpływów w tym rejonie i podburza mieszkańców Osetii Południowej, by odłączyli się od Gruzji. Jak ten konflikt przebiegał na bieżąco informowały media dzięki relacjom takich osób jak autor tej książki. Pan Maciej pierwszy raz trafił do Gruzji by relacjonować wybory, potem przywiodła go tu wojna z 2008 roku. W Gruzji się zakochał i poznał tu wielu ciekawych ludzi. Zobaczył wyjątkowe miejsca, przeżył wiele przygód, wysłuchał zwierzeń wielu Gruzinów, poznał ich bolączki, smutki i radości. Uczestniczył w wielu biesiadach, wysłuchał wielu toastów, a i sam je wznosił. Poznał Gruzję od podszewki, spotkał jej zwyczajnych mieszkańców, ale i rozmawiał z jej najwyższymi dostojnikami. Swoimi wrażeniami dzieli się z czytelnikami w książce, która jest porywająca i niezwykle ciekawa. Sporo w niej polityki, mnóstwo najnowszej, jakże burzliwej historii, ale i nie brak legend, historycznych ciekawostek, relacji rozmów z napotkanymi ludźmi. 


 


Gruzja jest niesamowita. Niepowtarzalna i potrafi oczarować niczym syreni śpiew. Idzie się nią zauroczyć i mieć ochotę stale ją poznawać, odkrywać. Gruzja to kraj ludzi i wilków, państwo nieco azjatyckie i dość europejskie, którego dzieje są w pewnym stopniu podobne do dziejów Polski. 


Książka oddaje doskonale klimat tego kraju. Pozwala go poznać maksymalnie na tyle, na ile tylko może pozwolić książka. Publikacja jest świetnie napisana. Barwnie oddaje koloryt Gruzji, jej różne oblicza. Owszem dużo w niej polityki, ale chyba inaczej nie sposób wytłumaczyć jej współczesnego oblicza i problemów. 


Przeczytanie tej książki gorąco polecam zainteresowanym współczesną historią i politologią. Dzięki jej lekturze dokładniej zrozumiałam rozgrywającą się na moich oczach historię świata oraz zamierzenia Putina.

Cudownyswiatksiazek3.blogspot.com Cudowny Świat Książek