"Matrioszka Rosja i Jastrząb" -- recenzje:
Rosja to kraj wielonarodowościowy i wielokulturowy. To też kraj, którego nie można do końca zrozumieć ze względu na swoistą różnorodność. Niektórzy mówią nawet, że jej mieszkańców charakteryzują swego rodzaju sprzeczności. Z jednej strony będą współczuć i pomagać, jeśli zajdzie taka potrzeba, a z drugiej doprowadzą do łez i przyprawią o ból i cierpienie. Dlatego też naszych północno-wschodnich sąsiadów należy odkrywać powoli, lecz nie można mieć gwarancji, że któregoś dnia poznamy ich prawdziwą twarz. Nikomu nie trzeba przypominać, że Polskę i Rosję łączy wiele, ale jednocześnie sporo dzieli. Od wieków wzajemne relacje pomiędzy obydwoma krajami nie są najlepsze i nic nie wskazuje na to, aby ta kwestia uległa zmianie, ponieważ wciąż pojawiają się nowe rysy. Dzieli nas głównie dramatyczna i bolesna historia, o której nie można zapomnieć. Przypuszczam, że będą musiały minąć pokolenia, aby można było przejść do porządku dziennego nad tym, co spotkało Polaków z ręki Rosjan.
 
Zapewne Rosjanie będą mogli powiedzieć o nas dokładnie to samo, bo w historii swojego kraju odnajdą wydarzenia, w których braliśmy udział, a które przysporzyły Rosji cierpień. Aby o tym wszystkim zapomnieć i wybaczyć trzeba najpierw wyjaśnić sobie wszelkie nieporozumienia i przyznać się do popełnionych błędów zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Należałoby zatem odrzucić kłamstwa historyczne i przestać wybielać to, co z pewnością białe nie jest. Dlatego też wiele zależy od polityków, bo to oni w głównej mierze kształtują obraz Polski i Rosji. Wbrew pozorom polityka wywiera naprawdę ogromny wpływ na obywateli danego kraju. To polityka kształtuje ich umysły i pozwala wierzyć w rzeczy, które wielokrotnie mijają się z prawdą.
 
Rosja widziana oczami Macieja Jastrzębskiego – zagranicznego korespondenta Polskiego Radia – wydaje się dość przyjaznym krajem, choć wiele należałoby w niej zmienić, głównie jeśli chodzi o politykę. Rosja to nie liberalna Europa, gdzie każdy może czuć się swobodnie bez strachu, że jego prawa zostaną złamane. Autor w swojej książce skupia uwagę na wielu kwestiach dotyczących Federacji Rosyjskiej. Czytelnik odnajdzie w reportażu sporo polityki, historii, ale także życia zwykłych ludzi, z którymi Maciej Jastrzębski zdążył się zaprzyjaźnić podczas swojego pobytu w tym kraju, jak na przykład z Borysem Anatolijewiczem. Tak więc poznajemy nie tylko czołowych rosyjskich polityków, ale również oligarchów, którzy odgrywają bądź odgrywali w Rosji ważną rolę dopóki nie zapragnęli samodzielności i nie wystąpili przeciwko władzy, co oczywiście nie skończyło się dla nich najlepiej. W Rosji naprawdę trzeba uważać, aby nie narazić się rządzącym. Kara za „wychylanie się” może być naprawdę sroga i zaważyć na całym dalszym życiu delikwenta i jego rodziny.
 
Podobnie rzecz ma się w przypadku zwykłych ludzi. To, co najbardziej boli statystycznego Rosjanina, to łamanie praw człowieka. Poza tym – tak jak w każdym kraju – są biedni i bogaci. Te różnice widać bardzo wyraźnie, zwłaszcza wtedy, gdy naprzeciwko siebie postawimy poszczególne dzielnice Moskwy. Polakom Rosja kojarzy się przede wszystkim ze Związkiem Radzieckim, od którego przez kilkadziesiąt lat byliśmy uzależnieni i musieliśmy tańczyć tak, jak akurat zagrał nam ten czy inny radziecki przywódca. Czasy komunizmu nie są zbyt odległe, dlatego też trudno jest o nich zapomnieć na zawołanie, zważywszy że wciąż żyją ludzie, którzy na własnej skórze przeżyli jego dramat.
 
Niemniej współczesna Rosja to nie Związek Radziecki, choć są i tacy, którzy z sentymentem wspominają Włodzimierza Lenina (1870-1924) czy Józefa Stalina (1878-1953). Dzisiejsi Rosjanie są chłonni świata. Pragną zdobywać wykształcenie, mieć dobrą pracę i równie dobrze zarabiać, podróżować i doświadczać tego wszystkiego, co ma im do zaoferowania zachodni świat. Odniosłam wrażenie, że dla niektórych Rosjan to właśnie Polska jest takim „oknem na Zachód”. To od nas uczą się tego, że można żyć inaczej. Ich przyjazne uczucia wobec naszego kraju objawiają się głównie tym, że z zainteresowaniem czytają książki polskich autorów, słuchają utworów Fryderyka Chopina (1810-1849), zachwalają polską kuchnię, a nasza kultura generalnie staje się dla nich wzorem, z którego chętnie czerpią. Ale nie wszystko wygląda tak kolorowo. 
 
Maciej Jastrzębski pokazuje także tę drugą stronę rosyjsko-polskich relacji. Chodzi tutaj głównie o to, w jaki sposób Rosjanie postrzegają Polaków i na odwrót. Niestety, na tym polu nie zawsze jest tak, jak być powinno, aby móc zachować przyjazne stosunki. Są bowiem tacy, którzy chcieliby, żeby Polacy wręcz przepraszali ich za to, że w pewnym momencie poderwali się do walki, powstała Solidarność, a my staliśmy się wolnym i niezależnym krajem, wydostając się spod buta Związku Radzieckiego. Niektórzy Rosjanie chcieliby za wszelką cenę zamieść historię pod dywan i najlepiej byłoby, gdyby nikt już do niej nie wracał, a niestety „mali Polaczkowie” wciąż to robią, co Rosjan bardzo denerwuje. Bo zdaniem niektórych Polacy tylko narzekają, wypominają ciemne strony historii, jak: zabory, inwazję sowiecką w dniu 17 września 1939 roku, wywózkę na Syberię, Katyń i jeszcze wiele innych wydarzeń, o których oni nie chcą pamiętać. Nie rozumieją, dlaczego Polacy zapominają o tym, że z rąk hitlerowców wyzwalała ich Armia Czerwona. Tylko że ta sama Armia Czerwona najpierw nas zaatakowała, a potem pozwoliła na to, aby powstańcy warszawscy wykrwawili się na śmierć. No cóż, wydaje mi się, że taki pogląd jest efektem fałszowania historii przez dziesiątki lat i wmawiania ludziom, że prawda wyglądała zupełnie inaczej. Nawet jeśli ktoś znał fakty, to pod karą obowiązywał go zakaz mówienia o nich. Zresztą bardzo podobnie sytuacja przedstawiała się w komunistycznej Polsce. U nas również nie wolno było głośno mówić o wielu rzeczach, które w jakiś sposób niechlubnie łączyły się z polityką Związku Radzieckiego. Jedno jest pewne: takie przepychanki słowne do niczego dobrego nie doprowadzą i jeśli obydwie strony chcą żyć ze sobą w zgodzie, to trzeba przestać obrażać siebie nawzajem.
 
Myślę, że intencją Macieja Jastrzębskiego było napisanie książki, która pozwoliłaby Polakom spojrzeć na Rosję w innym świetle. Autorowi po części na pewno się to udało. Matrioszka Rosja i Jastrząb to jeden z wielu kroków, jakie należy podjąć, aby móc naprawić to, co zniszczyła przeszłość i nierzadko psuje teraźniejszość. Pewne jest natomiast, że nie można przejść obojętnie obok kraju, z którym od wieków dzieli się granicę. Książka jest doskonałą lekturą dla tych, którzy nie znają Rosji, ale także dla tych, którzy chcieliby pogłębić swoją wiedzę o tym kraju. Czytelnik odnajdzie w lekturze szereg ciekawostek, o których media milczały. Omówione są też wydarzenia, o których swego czasu było bardzo głośno. Nie zawsze informacje na ich temat przysparzały Rosji chwały. Często sprawiały, że świat zachodni krytykował poczynania rosyjskich władz.
 
Jak już wspomniałam wyżej, Maciej Jastrzębski kreuje obraz Rosji, którą można polubić. Przypuszczam, że książka Matrioszka Rosja i Jastrząb została napisana właśnie w takim klimacie, dlatego iż sam Autor dobrze czuje się w państwie, w którym przyszło mu pracować, natomiast przy pomocy tej publikacji pragnie zaszczepić w swoich rodakach chęć do zmiany sposobu postrzegania Rosji i jej mieszkańców. Czy tak się stanie? Czas pokaże.

wkrainieczytania.blogspot.com


"Nigdy nie zapomnę pierwszych kroków stawianych na ulicach Moskwy. Pierwszych spotkanych ludzi. Zapachów, dźwięków i rubinowych gwiazd świecących nad Kremlem", pisze Maciej Jastrzębski, który w ciągu 20 lat pracy w Polskim Radiu wielokrotnie odwiedzał Rosję. A jej poznawanie porównuje do otwierania matrioszki. To zbiór reportaży, dzięki którym docieramy do miejsc i ludzi, których pewnie nie poznalibyśmy ot tak. A czyta się świetnie. Walory książki doceniło też jury Nagrody Magellana w kategorii reportaż.

Przegląd książki 31/2014


Rosja to bardzo wdzięczny temat na reportaż. Ogromny, niesamowicie zróżnicowany kraj, z którym łączą nas specyficzne relacje. Kolejni autorzy piszą o alkoholu, mafii, ogromnych fortunach, przekrętach, zbrodniach, kawiorze, imigrantach, historii, polityce i tysiącu innych rzeczy. „Matrioszka Rosja i Jastrząb” jest po trochu o tym wszystkim.

Mam w domu osobną półkę na książki reportażowe. Mniej więcej połowę jej długości zajmują te poświęcone Rosji. Jest tam i Kapuściński ze swoim „Imperium”, wszystkie prace Hugo-Badera, Jędrzej Morawiecki, jest i Igor Miecik, a także paru innych autorów. Od niedawna w tym zaszczytnym gronie znajduje się także Maciej Jastrzębski i jego „Matrioszka Rosja i Jastrząb”. Na wydaną w czerwcu ubiegłego roku książkę ostrzyłem sobie zęby od dawna – zbierała świetne recenzje i obiecywała dokonanie szczegółowej wiwisekcji na organizmie Federacji Rosyjskiej.

Jastrzębski trzyma się metafory tytułowej matrioszki. Rosja – twierdzi – jest właśnie jak ta matrioszka, jej poznanie polega na odkrywaniu kolejnych warstw, aż w końcu uda się dotrzeć do ostatniego, najważniejszego elementu – duszy. Niestety, podczas lektury odniosłem wrażenie, że tylko podziwiamy zewnętrzną powłokę tej laleczki, a nieśmiałe próby przedostania się głębiej okazały się nie do końca satysfakcjonujące.

Daleki jestem od twierdzenia, że autor nie dysponuje wystarczającą wiedzą o tematach, które podejmuje. Wielokrotnie dowodzi, że jest merytorycznie do nich przygotowany. A jednak za duży w tej książce misz-masz, zbyt wiele na raz. Tu trochę o polityce, tam trochę o Rosjankach i jedzeniu, za chwilę fragment o stosunkach polsko-rosyjskich i architekturze. I nawet jeśli każdy z tych ustępów jest interesujący, to w ostatecznych rozrachunku ma się poczucie, że tylko się po Rosji prześlizgnęło.

„Matrioszka Rosja i Jastrząb” to książka napisana po reportersku, sprawnie, językiem przystępnym i klarownym. Czyta się szybko i niby to nie wada, ale… gdzieś pokazuje ten brak głębszej analizy, próby dokonania diagnozy i właśnie obiecywanego „zrozumienia”. Przy „Imperium” zatrzymywałem się co kilka stron, bo Kapuściński poza tym, że pisał o ogrodzonych drutem kolczastych dworcach na Syberii czy socrealistycznej architekturze, wyjaśniał również dlaczego wygląda to jak wygląda, co zmuszało do refleksji.

Nie jest to lektura zła i osobom Rosją zainteresowanym zapewne przypadnie do gustu. By się nią jednak nie rozczarować, warto pamiętać, że nie jest to próba kompleksowego ogarnięcia tematu, a raczej interesujące, ale dość powierzchowne spojrzenie nań.

splay.pl Jakub Grygiel, 2014-04-27


Długo rozglądałam się za książka, która przybliżyłaby mi trochę obraz Rosji i Rosjan, gdyż nigdy tam nie byłam, a nie chciałam opierać się tylko na tym co można usłyszeć w telewizyjnych wiadomościach. Kiedy natrafiłam na książkę Matrioszka, Rosja i Jastrząb Macieja Jastrzębskiego i przeczytałam krótkie recenzje na okładkach stwierdziłam, że to może być to czego szukam. I nie pomyliłam się.

Autor Maciej Jastrzębowski czyli „Jastrząb”, korespondent Polskiego Radia, podróżował po całej Europie i Azji. Przez trzy lata pracował w Mińsku na Białorusi, był wysłannikiem Polskiego Radia na Kaukazie, a obecnie miększa z Moskwie. To właśnie on swoimi opowieściami przybliża nam Matrioszkę, czyli Rosję. W rzetelny sposób ujawnia przed nami nie tylko to widoczne dla wszystkich, ale i jej pozostałe odsłony, głębie, to co niewidoczne na pierwszy rzut oka. Obraz pełen zalet i wad, który wyłania się dopiero po włożeniu wysiłku i chęci odkrycia kolejnej laleczki.

Czytając książkę widzimy jak autorowi, żyje się w Rosji. Z czym się zmagał, kiedy zaczynał swój pobyt w Moskwie, gdy rozpoczynał tą niezwykłą przygodę. Jak to jest być dziennikarzem w Rosji, ale tez jak to być obcokrajowcem w tym państwie. Razem z nim możemy zachwycić się Rosją, ale i zniesmaczyć. Poznajemy historię począwszy od carów, przez Związek Radziecki, aż po dzisiejszy dzień – Rosję rządzoną przez Putina. Jesteśmy świadkami wielkich przemian takich jak upadek ZSRR. Widzimy ich skutki i dalsze konsekwencje. Możemy zobaczyć jak Rosjanom żyło się kiedyś i jak żyje się dziś, za co kochali i za co nienawidzili swoich przywódców. Odkrywamy rosyjską pogodę, kuchnię i przysmaki, styl ubierania się, sztukę, bogactwa naturalne. Poznajemy wielkich Rosjan, naukowców, odkrywców, artystów, pisarzy, aktorów. Nie zabrakło też wzmianki o oligarchach, najbogatszych ludziach nie tylko w Rosji, ale i na świecie. Zostaje nam przybliżona obecna polityka, bieżące problemy. Widzimy to czym się Rosja może szczycić, jak choćby podboje kosmosu, ale także za co powinna się wstydzić np. łamanie praw człowieka.

Ten wielki kraj poznajemy również z przyjaciółmi autora. Moskwę zwiedzamy z Borysem Anatolijewiczem. Spacerujemy po Kremlu, przechadzamy się ulicami i uliczkami rosyjskiej stolicy, jeździmy metrem, ale też poznajemy tajemnice ZSRR, przez które trzeba było uciekać z kraju. W rozmowach o polityce towarzyszymy Pawiełowi Stanisławiczowi, jego synowi Borysowi Pałowiczowi i wnukowi Andriejowi. Możemy porzucić stereotypowe myślenie na temat Rosjan. Zobaczyć jacy tak naprawdę są. Czym żyją, jakie mają opinie. Możemy zobaczyć jak często nie zgadzają się ze sobą ojciec z synem, dziadem z wnukiem. Bo nie każdy Rosjanin tęskni za Leninem, ale też nie każdy cieszy się z upadku ZSRR. Nie brakuje także polskiego akcentu. Nasza historia nie raz krzyżowała się z historią naszych sąsiadów – np. zdobycie przez Polaków Moskwy w 1612 roku, zsyłki Polaków na Sybir , okres pod zaborami, czasy II wojny światowej, zamordowanie polskich oficerów w Katyniu, czy z wydarzeń z ostatnich lat jak katastrofa polskiego samolotu w Smoleńsku w 2010 roku. Poznajemy opinie Rosjan na temat Polaków. Za co nas podziwiają, za co nienawidzą , a czego zazdroszczą. Jak stosunek naszych sąsiadów do nas zmieniał się na przestrzeni lat. „Jastrząb” ukazuje nam, że Rosja to nie tylko mieszkańcy Moskwy, czy innych wielkich miast, ale także wiele innych narodów i grup etnicznych na przykład Tatarzy, Ukraińcy, Baszkirzy, Czuwasze, czy Czeczeńcy. To mieszanina kultur, nie tylko słowiańskich, ale i ludów azjatyckich, czego dowodem są choćby ludowe opowieści i legendy. Na koniec poznajemy opinie innych korespondentów Polskiego Radia w Moskwie temat Rosji, a mianowicie Grzegorza Ślubowskiego, Ernesta Zozunia i Włodzimierza Paca.

Moim zdaniem jest to książka dla każdego. Dla kogoś kto był w Rosji lub nie, dla tego kto się tam wybiera, dla tych co interesują się tym krajem jak również dla tych, którzy do tej pory opierali się tylko na stereotypach w myśleniu o naszym sąsiedzie. Poznać Rosję i Rosjan choć trochę wypada. Nie da się nie zauważyć państwa leżącego na dwóch kontynentach, ignorować kraju tak związanego z nami kulturą słowiańską czy historią. Ale to tylko od nas zależy czy damy sobie taką szansę sięgając po książkę Matrioszka, Rosja i Jastrząb.

moznaprzeczytac.pl Joanna Kiszka, 2014-01-18


Książkę czyta się, a właściwie „słucha się”, jak opowieść dobrego kolegi z podróży.

Podzielona jest tematycznie, ale stanowi „misz-masz” duszy rosyjskiej. Autor próbuje przybliżyć czytelnikowi Rosję, która można kochać i nienawidzić jednocześnie, z jej kulturą, duchowością, pijaństwem i czarnymi machlojkami nie tylko na arenie politycznej. Nie jest to pozycja doskonała, ale na pewno tych, których do tej pory Rosja nie interesowała, zachłysną się nią – może i boleśnie, ale będą chcieli wiedzieć więcej. Lekkość z jaką autor pisze książkę, przeradza się niemalże w słuchowisko… Tak jak bym słuchała znajomego (raz słuchasz w zaparte, raz chcesz usnąć;)), który trochę z dziecinną naiwnością, ale przeplatającą się z powagą, opowiada o swoich przygodach, o kulturze jemu i mi obcej – fascynującej i groźnej. Książkę Jastrzębskiego nazwałabym “Rosja w wydaniu kieszonkowym” – po trochu wszystkiego. Ale to nie jest zarzut. Bo przecież o Rosji można mówić i mówić… i mówić… i tak bez końca.

Pozycję polecam.

annamariajurek.wordpress.com 2013-12-28


Jakże kuszące są dla nas opowieści o życiu ludzi gdzieś na drugim krańcu kuli ziemskiej! Egzotyczne zwyczaje, odmienne tradycje, inne wartości stawiane na pierwszym miejscu, nie mówiąc już o takich zwykłych sprawach jak moda czy kuchnia. Jednak nie tylko te najodleglejsze zakątki intrygują: także "za miedzą" bywa ciekawie. I mimo bliskiego sąsiedztwa kraje leżące "tuż obok" oraz ich mieszkańcy mogą zaskakiwać, wywoływać ciekawość.

Tak też jest w przypadku Rosji. W zestawieniu z Malezją czy Urugwajem państwo to wydaje się nam dobrze znane. Wielu z nas uczyło się w szkole języka rosyjskiego, informacje o zdarzeniach w tym kraju, z którym sąsiadujemy i z którym łączą nas tak liczne i tak różne związki są dla nas ważne i interesujace. Jednak by poznać naprawdę dobrze naszych sąsiadów potrzeba wiele czasu. I na pewno potrzeba mnóstwa materiałów, przeróżnych tekstów czy opracowań. Zaś niniejsza lektura jest pozycją nader skromną jeśli chodzi o rozmiary. Licząca niespełna trzysta stron książka nie może stanowić kompendium wiedzy o Rosji. Sam autor przywołując tytułową matrioszkę przyznaje, że ma wątpliwości, czy choć do "drugiej warstwy" dotarł w swoich rozważaniach, opisach.

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno bez wahania możemy stwierdzić, iż poruszył mnóstwo tematów. Może jedynie nieco po macoszemu potraktował sztukę, jej przeróżne przejawy - w pozycji znajdziemy jedynie nieco uwag odnośnie literatury. Ale poza tym poznamy dzieje Rosji, przeczytamy o zawiłościach w kwestiach politycznych, o specyfice wyborów organizowanych w tym kraju, o religijności, obyczajowości, technologicznych i naukowych osiągnięciach, sporo miejsca poświęcono przywódcom państwa, zwłaszcza tym ostatnio dzierżącym stery władzy. Dużo pisze też o tym, jak my, Polacy, jesteśmy przez Rosjan postrzegani.

Stworzona przez autora postać wujka Borki jest pretekstem do przedstawienia losów osób niewygodnych dla władz, ale też dzięki niej poznajemy legendy rosyjskie, tradycyjne potrawy, nieco zwyczajów Rosjan. Tego ostatniego aspektu najbardziej brakuje mi w lekturze. Niegdyś zachwyciły mnie wspomnienia Joanny Bator zatytułowane "Japoński wachlarz". Autorka opisuje w tej pozycji swój pobyt związany z jej pracą na jednej z tokijskich uczelni. To tak porywające, pasjonujące opowieści, iż trudno się od nich oderwać. Osoba autorki jest w nich obecna, to przez pryzmat jej doświadczeń obserwujemy Kraj Wschodzącego Słońca. Osobiste przeżycia są kluczem do zaintrygowania czytelnika - przynajmniej w moim przypadku. Tego zabrakło mi u Macieja Jastrzębskiego. Beletrystyczne potraktowanie tematu nie stało się dobrym zamiennikiem. Na pewno też osoby szukające gruntownej wiedzy poczują się nieco zawiedzione. W "Matrioszce Rosji i Jastrzębiu" raczej znajdziemy podstawowe, najistotniejsze fakty. Nic w tym dziwnego - pozycja nie jest zbyt obszerna.

Jastrzębski pisze: "Historia kontaktów Polaków z Rosjanami plecie się jak długi warkocz. Nie ma takiej siły, która rozerwałaby splątane włosy. Więcej w niej bolesnych wydarzeń niż szczerej radości." - i słowa te są prawdziwe zwłaszcza z punktu widzenia naszych rodaków. Ci, którzy słyszeli od rodziców czy dziadków wspomnienia dotyczące przede wszystkim lat wojny, ale też i powojennych, na pewno mają choćby mimo woli stosunek nacechowany dystansem. Na terenie gdzie mieszkam wciąż żywa jest pamięć o obławie augustowskiej, stryj mojej mamy cudem uniknął pewnej śmierci i niepewnych dywagacji - gdzie też jest grób rozstrzelanych bez sądu, bez wyroku... To oczywiście sprawa z przeszłości, być może ktoś powie, że przebrzmiała.

Może takie lektury pomogą przezwyciężyć niechęć, pokażą kraj naszych sąsiadów z nieco innej perspektywy, "oswoją go".

kobietnik.pl Katarzyna


Miałam kiedyś matrioszkę. Taką typową dziewczynę ubraną w ludowy strój. Już nie pamiętam, czy składała się z trzech czy czterech lalek. Najbardziej lubiłam tę najmniejszą. Otwierałam więc kolejne drewniane postaci, by na końcu wydobyć ze środka tę, do której wnętrza zajrzeć już nie można (a już na pewno nie po dobroci). Maciej Jastrzębski zwany Jastrzębiem, w swoim reportażu Matrioszka Rosja i Jastrząb, porównuje to największe państwo na świecie, do tej popularnej, drewnianej lalki, bo tak jak ona, tak i Rosja składa się z wielu warstw. Każda kolejna różni się od poprzedniej. Czasami są to różnice niezwykle subtelne, ledwie zauważalne. Tylko wytrwali i uważni, dotrą do tej najmniejszej laleczki. Niektórzy nazywają ją "duszą matrioszki".

Im bardziej zagłębiałam się w lekturę książki Jastrzębskiego, tym bardziej zgadzałam się z jego refleksją: poznawanie Rosji w jakiś sensie przypomina otwieranie matrioszki. (...) Poznając Rosję, również odkrywamy jej kolejne warstwy. Nie każda z odsłon wywołuje nasz entuzjazm. Bywa tak, że przez długi czas nie mamy odwagi zajrzeć głębiej. Wątpię też, aby kiedykolwiek udało się nam dotrzeć do tej najmniejszej, nagiej laleczki.

Podróż przez Rosję z dziennikarzem związanym z Polskim Radiem, korespondentem zagranicznym, który relacjonował zdarzenia m.in. z Białorusi, Gruzji, wielu stolic europejskich i azjatyckich, obecnie mieszkańcem Moskwy jest podróżą niezwykle interesującą. Jego reportaż to taka Rosja w pigułce - idealna lektura dla tych, którzy niewiele o niej wiedzą, a chcieliby poznać ją z różnych stron. Będzie więc o kulturze, polityce, gospodarce, religii, tajemnicach Kremla, moskiewskim metrze, diamentach i podboju kosmosu. O ludziach ważnych dla kraju: politykach, oligarchach, wynalazcach, dziennikarzach, przedstawicielach świata kultury i sztuki. Znajdzie się miejsce nie tylko dla faktów, ale i legend. Magia zmiesza się z rzeczywistością. Na moment zniknie reporterska precyzyjna rzeczowość w podawaniu informacji, zastąpi ją poetycka proza malująca ten tajemniczy pierwiastek tworzący klimat Rosji. Zupełnie, jakbyśmy nagle wskoczyli w świat wykreowany przez Annę Mylikyan. Kto widział Rusałkę - zrozumie. Autor doskonale potrafi malować słowem. Moskwa, którą opisuje, Moskwa, przez która prowadzi nas wraz z tajemniczym wujkiem Borką, staje przed oczami jak żywa. Niekiedy surowa, innym razem pełna przepychu. Kapryśna. Niebezpieczna. Pociągająca. Intrygująca. Zdumiewająca. Zagadkowa.

Na samej Wozdwiżence też nie zaznamy spokoju. Hałas przejeżdżających aut nie pozwala zanurzyć się w głębinach czasu, aby usłyszeć syk dawno nieistniejących gazowych latarni. Do stojących obok Rosyjskiej Biblioteki Państwowej nie dotrze szelest kartek. Zgiełk cichnie w podziemnym przejściu na Mochowej. Po drugiej stronie ulicy panuje cisza. Roztańczone źrenice uspokaja zieleń trawy i, jak mawia wujek Borka "powoli zanurzamy się w rzece czasu".

Maciej Jastrzębski nie unika także tych trudniejszych tematów. Wspomina o tragediach znanych nam z mediów: zatonięciu Kurska, katastrofie smoleńskiej, zamachu w Biesłanie, operacji w moskiewskim teatrze na Dubrowce czy eksplozji zbiorników z paliwem na kosmodromie Bajkonur. Sporo miejsca poświęca relacjom pomiędzy Rosją a Czeczenią, a co ważne dla polskiego czytelnika - nie omija tematu stosunków polsko-rosyjskich (przeszłych i obecnych) oraz roli naszych rodaków w kreowaniu rosyjskiej rzeczywistości.

Jedni Rosjanie widzą w nas "słowiańskich braci". Inni nabzdyczonych, pełnych pretensji Polaczków. Jeszcze inni naród dzielny i wykształcony. Historia kontaktów Polaków z Rosjanami plecie się jak długi warkocz. Nie ma takiej siły, która rozerwałaby splątane włosy[4].

Matrioszka Rosja i Jastrząb intryguje i interesuje. Rosja wyłaniająca się z reportażu jest pełna kontrastów. Jak powtarza autor za mieszkańcami tego ogromnego państwa - tego kraju nie da się ogarnąć rozumem. Można jednak spróbować go poznać, polubić. Reportaż Jastrzębia nie wyczerpuje tematu, bo i nie da się tego zrobić na niespełna trzystu stronach. Autor skacze więc z tematu na temat, dzieląc się swoją wiedzą, podsuwają anegdoty, miejskie legendy, opisując, relacjonując, rozmawiając z ciekawymi ludźmi, prowadząc ulicami Moskwy. Jego książka jest świetnym wstępem, zachętą do zgłębiania rosyjskich tajemnic. Na jej końcu, autor oddaje głos swoim znajomym - korespondentom Polskiego Radia w Moskwie. Po tej lekturze obraz Rosji staje się jakby pełniejszy.

Sztukater.pl AnnRK


Zestawienie dwóch książek o Rosji (sensacyjnej powieści i reportażu), jakiego tu dokonuję, wydaje mi się zasadne, ponieważ pozwala dostrzec, w jaki sposób materia literacka zostaje w nich zmieszana z faktami. W każdej w odmienny. Michał Kruszona, autor powieści Kawior astrachański, przedstawiony przez wydawcę na skrzydełku okładki jako pochodzący z Wielkopolski muzealnik i podróżnik, tworzy literacką fikcję, opierając ją na tym, co sam zobaczył podczas swojej wyprawy do Rosji. Bohaterem jego historii jest niejaki Okoń, nienagannie wykształcony polski bandyta, który uciekając przed policją i „przyjaciółmi" przybywa do Astrachania. Szuka w rosyjskim mieście spokoju, a znajduje kolejne kłopoty. Jednym z bardziej znaczących wątków w powieści jest praca bohatera dla mafii kawiorowej. Tytułowy astrachański kawior to specjał, z którego słynie nadwołżańskie miasto, natomiast przemyt JKC' I dużych ilości tego luksusowego towaru stał llZUuH się podstawą bytu zorganizowanych grup przestępczych. Oczywiście w opowieści musi się pojawić atrakcyjna kobieta o egzotycznej urodzie, z tą panią Okoń odbywa stosunek seksualny wśród bibliotecznych półek. Kruszona dość sprawnie łączy literacką konwencję historii awanturniczej z własnymi spostrzeżeniami na temat Rosji. Również pomysł dodania kulinarnych przepisów i własnych zdjęć z podroży, wkomponowanych za pomocą podpisów w świat przedstawiony powieści, wydaje się wdzięczny. Na fotografiach oprócz zakładów, w których pozyskuje się ikrę jesiotra, ulicznych widoków oraz krajobrazów stepowych i pustynnych, możemy zobaczyć choćby jadłodajnię, w której główny bohater lubi przebywać najbardziej, ponury budynek, gdzie rozegrały się dramatyczne powieściowe wydarzenia, a nawet portret samego Okonia, podejrzanie przypominający autora ukazanego na fotografii. Takimi metodami Kruszonie udaje się zbudować dość przekonującą literacką iluzję rzeczywistości. Wprawdzie w samym toku narracji, zwłaszcza na początku, zdarzają się miejsca, w których widać uskoki między tworzoną przez autora fikcją a informacjami faktograficznymi - gdy autor niezbyt gładko przechodzi od opowiadania o życiu Okonia do dygresyjnych rozważań na temat Rosji, Polski, historii, kultury, sztuki i polityki. Ogólnie jednak powieść jest miła w czytaniu i jeśli chcemy po nią sięgnąć, nie powinniśmy dać się przestraszyć wyjątkowo szkaradnej okładce.

Ładniej wydana jest za to Matrioszka Rosja i Jastrząb, czyli reporterska książka Macieja Jastrzębskiego, korespondenta Polskiego Radia pracującego w Moskwie. Autor przygląda się w niej Rosji i dąży do przedstawienia całościowego, wyważonego opisu tego kraju. Książka

Maciej Jastrzębski Matrioszka Rosja i Jastrząb Helion, Gliwice 2013

Jastrzębskiego jest odwrotnością powieści Kruszony - w tym sensie, iż dziennikarz otwarcie mówi, że chodzi mu o dosłowne ukazanie faktów, a zarazem lekko fabularyzuje swoją narrację, Kruszona zaś pisze fabułę i ją uprawdopodabnia. Jastrzębski zmyśla dla zachowania przejrzystości narracji, a zapewne też po to, by utrudnić identyfikację rozmówców, którzy przekazali mu swoje opowieści. Tworzy postać byłego pracownika służb konserwatorskich w ZSRR, który przez przypadek poznał państwową tajemnicę. Wiedza ta ściągnęła na mężczyznę kłopoty. W obawie przez zesłaniem do łagru uciekł do Anglii, gdzie dorobił się niemałych pieniędzy, a do ojczyzny wrócił dopiero w latach 90. jako zamożny człowiek, mogący kupić dom na elitarnym moskiewskim osiedlu. Postać jest zmyślona, ale - jak sam autor zaznacza - na jej losy składają się opowieści o życiu kilku realnie istniejących osób. Niekiedy Jastrzębski mniej udanie inscenizuje pewne sytuacje, na przykład gdy doprowadza na kartach swojej książki do zderzenia poglądów trzech pokoleń Rosjan: dziadka-komunisty, ojca-kapitalisty i zwolennika rządów Putina oraz wnuka-nacjonalisty, wtedy sztuczność nieco razi i widać, że scena jest tylko literacko obudowaną ekspozycją poglądów. Dobre w książce Jastrzębskiego jest to, że autor chce pokazać Rosję przez pryzmat kultury, życia codziennego i obyczajowości, a nie tylko polityki - a nawet gdy mówi o tej ostatniej, to jest bardzo wyważony i nie ogranicza się do jednostronnego ukazania rządów Władimira Putina. Oprócz przedstawienia oczywistych wniosków - choćby takich, jakie wyciągał mówiący o demokraturze i ukazujący bestialstwo armii podczas wojny na Kaukazie Włoch Igort w komiksowym reportażu Dzienniki rosyjskie - Jastrzębski zauważa, że rządy twardej ręki odpowiadają większości rosyjskiego społeczeństwa oraz umieszcza je w historycznym i gospodarczym kontekście (zestawia choćby z epoką Jelcyna). Nie jest może dogłębny w swojej analizie, jednak choćby z przywołanym Igortem wygrywa trzeźwością spojrzenia oraz tym, że nie ma złudzeń, iż demokracja i prawa człowieka są wszędzie na świecie wartością fundamentalną. Opowiada o tych samych sprawach i postaciach co Igort (konflikt czeczeński, działalność Anny Politkowskiej), ale w moim odczuciu lepiej rozumie rosyjską rzeczywistość niż przybysz z Europy Zachodniej przyzwyczajony do innego życia. Książka Jastrzębskiego nie zasługuje na miano eseju, eseistyczność zakłada bowiem podporządkowanie pozornie swobodnego wywodu tezie oraz utrzymanie myślowego porządku. Niestety - to największa wada publikacji - stosunkowo powściągliwe i rozważne autorskie komentarze pojawiają się tu obok informacji jakby przepisanych z podręcznika do historii najnowszej, a oddzielenie jednych od drugich jest nazbyt wyraźne. Jastrzębskiemu brakuje literackiej potoczystości. Próby erudy-cyjnego pisania, łączenia wydarzeń historycznych i politycznych z kulturowym dorobkiem Rosji w sumie nie wychodzą mu źle, jednak czuć w nich powierzchowność (wśród literackich odwołań znajdziemy prozę sf Siergieja Łukienienki i Dmitrija Głuchowskiego oraz pojedyncze cytaty z Wiktora Jerofiejewa). Przez to wszystko Matrioszka Rosja i Jastrząb to opowieść niespójna. Ponadto czasami autor beztrosko skacze po tematach - obrazowym przykładem jest irytujące miejsce pod koniec, gdzie na trzech stronach pisze kolejno o meteorycie w Czelabińsku, matrioszkach oraz sobie samym. Książka jest interesująca pod względem poznawczym, jednak miejscami autorowi zabrakło myślowej dyscypliny. Taka nonszalancja nieco drażni.

Lampa Przemysław ZAWROTNY, 2013-12-03


Rosja to kraj wielki i nierozpoznany przez cudzoziemców, a nawet samych jej mieszkańców. Możesz w niej żyć i nigdy nie zbliżyć się do ogarnięcia jej rozumem. W to powątpiewają zresztą sami Rosjanie, mówiąc że w Rosję trzeba po prostu wierzyć.

Maciej Jastrzębski, korespondent zagraniczny Polskiego Radia w Moskwie, podjął się niełatwego zadania. Postarał się przedstawić Polakom kraj, na temat którego każdy ma w głowie jasno wyklarowany i zazwyczaj najeżony uprzedzeniami obraz. Sami Rosjanie z całą pewnością nie zajmują się nami tak bardzo jak my nimi, ale paradoksalnie również kierują w naszą stronę poczucie krzywdy. Jak to możliwe, skoro to nie my byliśmy sprawcami Katynia, wywózek na Sybir i śmierci milionów niewinnych ludzi? "Mamy do was żal o to, że wy ciągle macie żal do nas" - mówią zwykli obywatele, w przypadku których bardzo szybko przekonujemy się do słuszności dość brutalnego hasła "Rosja - nie, Rosjanie - tak". Wszyscy jesteśmy przecież Słowianami, mamy tę samą romantyczną duszę pełną gorącej krwi, ale i melancholii, więc dogadać się nam wcale nie jest tak trudno. Ale czy możliwe jest już wzajemne zrozumienie?

Z "Matrioszki Rosji i Jastrzębia" dowiadujemy się, że być może jest to nierealne. W Polsce autor traktowany jest jako rusofil z samej racji tego, że próbuje spojrzeć na dzielącą nas historię odrobinę inaczej, bo oczami Rosjan, tam zaś ciężko mu dojść do głosu jako rusofobowi - przecież przemawia głosem, który domaga się uznania racji swojego mało znaczącego kraju. Nie zmienia tego fakt, że bardzo daleki jest od stawiania wyraźnych czy radykalnych sądów. Imperialnych rozmiarów Rosja nieustannie najbardziej ceni sobie siłę połączoną z budzeniem strachu i podziwu, co doskonale wyjaśnia popularność urzędującego prezydenta Władimira Putina. Który biznesowy oligarcha pójdzie po rozum do głowy i będzie go popierał, ten będzie się cieszył absurdalnym wręcz bogactwem i nikogo nie będzie razić, że na kołymskiej wsi babuszki muszą wyżyć za kilkaset rubli. W kraju skupiającym w sobie całe mnóstwo kultur, grup etnicznych i wyznaniowych sprzeczności jest cała masa. Nie ma jednej Rosji, tak samo jak i Moskwa to nie cała Rosja - porównanie jej do matrioszki, która z zewnątrz pokazuje tylko jedno oblicze, ale wewnątrz niej znajdziemy o wiele więcej - czasem urzekających, a czasem odpychających wcieleń, wydaje się być nadzwyczaj trafne. Choć tak bliska, to na zawsze pozostanie nieodkryta.

W formie matrioszki napisana też została sama książka - czegóż tu nie ma! Autor serwuje nam króciutkie eseje o wierzeniach azjatyckich ludów Rosji, wojennej traumie nikomu już dziś niepotrzebnych weteranów wojennych z Czeczenii, coraz silniejszym nacjonalizmie młodzieży dzielących ludzi na Ruskich i Rosjan, przysmakach tradycyjnej kuchni, walce o własnej tożsamość rosyjskiej cerkwi, a nawet pragmatyzmie i interesowności rosyjskich kobiet. Zdecydowanie najbardziej pasjonującą częścią książki jest gawęda wujka Borki - postaci wymyślonej (acz skondensowanej z wielu napotkanych osób) przez Jastrzębskiego dla przekrojowego zobrazowania tułaczego losu rosyjskiego inteligenta-dysydenta. Borka nie chciał wyjeżdżać z kraju odhumanizowanego, ale mimo wszystkiego własnego - niestety, kiedy w Związku Radzieckim człowiek wiedział za dużo, podpisywał na siebie wyrok. Po powrocie do Rosji odmienionej Borka woli spacerować po niezwykle plastycznie opisanych ulicach Moskwy, napawając się prozą życia i trzeźwą filozofią codzienności. Jej bieg jest fabularnie zachowany - oprócz fascynujących opowieści o diamentach z Popigaju autor momentami dość niepotrzebnie usypia suchymi, statystycznymi danymi i historycznymi streszczeniami znanymi każdemu bardziej obytemu w temacie, by po chwili ponownie zaskoczyć.

Po lekturze "Matrioszki" można z całą pewnością czuć się zachęconym do dalszego poznawania tego wielkiego i kryjącego mnóstwo tajemnic kraju, a to jest chyba jej najlepsza rekomendacja. Nie znajdziemy tutaj rozbudowanych analiz politycznych czy krytyki poszczególnych aspektów życia w Rosji, ponieważ autor wierzy w inteligencję czytelnika i jego zdolność do tworzenia własnych osądów. Najważniejsze, żeby nie podchodzić z góry ustalonym zdaniem, a z czasem stworzymy własną prawdę o Rosji. Prawda Macieja Jastrzębskiego jest zaś nadzwyczaj interesująca i przystępna.

PORTAL INTERNETOWY dlaStudenta.pl Jerzy Ślusarski, 2013-10-16


Maciej Jastrzębski, Polskie Radio, Moskwa. Tymi słowami kończą się relacje korespondenta radiowej Trójki ze stolicy Rosji. Relacje krótkie i z konieczności koncentrujące się na bieżących wydarzeniach.

Znacznie więcej ze swych rosyjskich doświadczeń Jastrzębski zdradza w książce „Matrioszka Rosja i Jastrząb". Skąd taki tytuł „Jastrząb", wiadomo, taką autor ma ksywkę. A matrioszka, bo poznawanie Rosji - jak sam zresztą pisze - przypomina właśnie otwieranie matrioszki. Z każdą kolejną warstwą dostrzega się coś innego.

Trochę podobnie jest z samą książką. Znajdziemy w niej historie ze szczytów władzy, Putina, Miedwiediewa, wielkich oligarchów i tych, którzy swe fascynujące kariery nagle zakończyli w łagrze. „Jastrząb" pokazuje ulice Moskwy podczas puczu Janajewa w sierpniu 1991 roku, przypomina wojnę w Czeczenii, podbój kosmosu i losy Cerkwi prawosławnej od czasów Związku Radzieckiego po współczesność.

Przede wszystkim jednak pokazuje zwykłych (choć może należałoby powiedzieć „niezwykłych" ludzi) mieszkańców Rosji. Takich jak Stiepan, który kiedyś był gwiazdą estrady, a dziś grywa w moskiewskim metrze; wujek Borka, który sprzedaje obrazy na Arbacie, choć przecież ma dom na Rubrowce (a tam nie budują się ubodzy), czy Igor, bezdomny bohater rosyjskiej armii.

Czytając „Matrioszkę..." dowiadujemy się, skąd bierze się sentyment do ZSRR, ale też kiedy wynaleziono walonki, dlaczego w miasteczku Głazom na Uralu zlikwidowano pomnik wódki (choć pomnik zakąski w Iżewsku się ostał), jak niegdyś wyglądał słynny Arbat, kto odkrył smak kawioru, dlaczego Tatarzy kochają carycę Katarzynę, a Rosjanie w czasach Związku Radzieckiego lubili chwalić się polskim pradziadkiem. Uświadamiamy sobie też, że Rosja to nie skuta lodem kraina białych niedźwiedzi, ale kolorowy i egzotyczny kraj, gdzie obok siebie mieszkają Rosjanie, Polacy, Żydzi, Jakuci, Buriaci, Tatarzy, Czeczeńcy, Gruzini i przedstawiciele Bóg wie ilu jeszcze nacji, ras i wyznań.

POLSKA - DZIENNIK ZACHODNI Michał Wroński, 2013-10-12


Żartobliwie brzmiący tytuł jest przedsmakiem opowieści o Rosji, w którą zabiera nas Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Moskwie. Trzy tytułowe słowa to terminy, które bardzo trafnie odzwierciedlają zawartość książki. Najważniejszy jest tu jednak akcent na „Matrioszkę”. To nie tylko typowa rosyjska laleczka. Tak naprawdę to najlepszy klucz do zrozumienia i poznania Rosji, który autor skwapliwie wykorzystuje.

W jego opowieści jest miejsce zarówno na wydarzenia polityczne jak i na codzienne życie zwykłych Rosjan. Wątki historyczne zgrabnie przeplata się z teraźniejszością. Posługując się do tego dodatkowymi źródłami starannie buduje spoiwa pomiędzy poszczególnymi tematami. Choć jest to książka o Rosji, to nie pomija tematów związanych z innymi narodami zamieszkującymi terytorium tego państwa. Jest tu także miejsce na ciekawą analizę polskiej wielowiekowej obecności na rosyjskiej ziemi i naszych powikłanych wzajemnych relacji. Krok po kroku, niczym stopniowe odkrywanie Matrioszki, wiedzie nas przez rosyjskie miasta i prowincję.

Książka jest przeznaczona przede wszystkim dla osób, które chcą Rosję dopiero poznać. Jednakże ci, którzy znają już ten kraj mogą też śmiało po nią sięgnąć, gdyż na pewno odnajdą tu dla siebie sporo nieznanych do tej pory faktów. Książkę można postawić na równi z przewodnikiem, który przez obiektywne przedstawienie najważniejszych faktów ma w pełni zaspokoić nasze oczekiwania. Najlepiej czytać ją będąc już w Rosji. Można ją wertować jadąc pociągiem czy też podróżując metrem. Wgłębiając się w nią i widząc za oknami opisywany przez Jastrzębskiego świat jeszcze mocniej zanurzymy się w otaczającą nas przestrzeń. Ta, choć często przez Polaków nasycona negatywnymi emocjami, odkryje swoje inne, także pozytywne i niezwykle interesujące strony.

Można odczuć momentami pewien niedosyt, że dany wątek w książce jak szybko się zaczyna tak równie szybko się kończy. Czekamy z nadzieją, że zostanie on jeszcze bardziej pogłębiony podczas gdy autor płynnie przechodzi do kolejnych, często bardzo odległych, opowieści. Zaspokajając potrzebę podstawowej wiedzy wzbudza równocześnie chęć głębszego zanurzenia się w kolejne obszary rosyjskiego życia. Ale wybór sposobu na dalszy kontakt zostawia już własnej inwencji czytelnika.

Największą zaletą książki jest próba przekonania polskiego odbiorcy, że wschodnie mocarstwo warto poznawać i nie podchodzić do niego z całym bagażem uprzedzeń. Spotkamy w nim zarówno dobre i złe rzeczy, znajdziemy tam powody do śmiechu i do rozczarowania się, jednakże chęć poznania i zrozumienia powinna być dla nas najwyższą wartością. Rosja jawi się jako Matrioszka, którą, wkładając trochę trudu, można stopniowo poznać. Choć może jednocześnie warto na sam koniec zadać sobie pytania. Czy akurat w tej Matrioszce znajdziemy jej ostatni element? Czy nawet tak dobra książka Macieja Jastrzębskiego jest w stanie przedstawić dogłębnie naszego wschodniego sąsiada?

mojdalekiwschod.blogspot.com Wojtek, 2013-09-17


W „Matrioszce Rosji i Jastrzębiu " Macieja Jastrzębskiego doskonale widać, jak bardzo ten kraj sąsiedzki jest nam mało znany. Tymczasem autorowi, wieloletniemu korespondentowi Polskiego Radia w Rosji, ojczyzna Puszkina wraz z jej obyczajowością, kulturą, wielością narodów, religii jest bliska. Odkrywa więc przed czytelnikami jej kolejne warstwy. „Poznawanie Rosji w jakimś sensie przypomina otwieranie matrioszki. Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco drobniejsza, zawiera subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać nam się brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak aż do ostatniej, najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób".

Magazyn Literacki Książki 2013-08-01


Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia, napisał książkę o swoim “miejscu pracy”. Z jego dziennikarskiej obserwacji, rozmów z ludźmi i doświadczeń przyjezdnego powstała opowieść o Rosji. I próba zrozumienia jej jako fenomenu. Jej różnorodności, i często idącymi za tym skrajnymi emocjami. Pomaga mu w tym jeden z bohaterów książki, wujek Borka. Towarzyszy Jastrzębskiemu w podróży po Moskwie i Rosji, o jakiej nie wspominają przewodniki turystyczne. Poznaje zastępy interesujących ludzi, z bujnym, „filmowym” życiorysem. Odwiedza miejsca znane rodowitym mieszkańcom. I poznaje jedną z wielu tajemnicy z przeszłości.

„Matrioszka Rosja i Jastrząb” to zgrabnie napisana opowieść o współczesnej Rosji. Jest w niej miejsce zarówno na opis życia codziennego przeciętnych Rosjan, jak świat wielkiej polityki i biznesu. Podróż po religiach instytucjonalnych, jak prawosławie i islam, oraz wierzeniach ludowych mieszkańców Jakucji. Prezentacja etnicznego i kulturowego misz maszu, wyrażanego w nieformalnym podziale na Ruskich i Rosjan. Opowieść zachęcająca do zagłębienia kultury i obyczajów. Rosji. Zarówno w wymiarze historycznym, jak i poszerzeniu wiedzy o współczesnym świecie.

Jak pisze w posłowiu, Rosja jest jak tytułowa matrioszka. Ma wiele warstw, odcieni, wymiarów. Czasem różniących się detalami. Czasem całkowicie odmiennych. Kraj wielu religii i pomniejszych wierzeń ludowych. Sprzeczności, które wielokrotnie rażą i niepokoją. Jednak, jak głosi jedna z sentencji: „Rosji niekoniecznie trzeba zrozumieć. W Rosję trzeba wierzyć”.

Z życia książek Przemek Opłocki, 2013-08-26


W zbiorze reportaży z Dagestanu i Czeczenii, „Matrioszka w hidżabie”, Iwona Kaliszewska i Maciej Falkowski opisywali Kaukaz jako składającą się z wielu babuszek matrioszkę*, w której rosyjska jest tylko pierwsza, zewnętrzna. Każda kolejna – piszą - miałaby już z Rosją niewiele wspólnego.** Korespondent Polskiego Radia, Maciej Jastrzębski, użył metafory drewnianej lalki do opisania Rosji: Kiedy kupujemy matrioszkę, najczęściej nie otwieramy jej, nie zaglądamy do środka. Wybieramy tę, której główna postać wydaje nam się najbardziej interesująca. Dopiero w domu, otwierając kolejne lalki, dowiadujemy się, co każda z nich skrywa w środku. Wydaje mi się, że poznawanie Rosji w jakimś sensie przypomina otwieranie matrioszki. Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco mniejsza, widać subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać się nam brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak aż do ostatniej, najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób. Niektórzy nazywają ją duszą matrioszki. Poznając Rosję, również odkrywamy jej kolejne warstwy. Nie każda z odsłon wywołuje nasz entuzjazm. Bywa tak, że przez długi czas nie mamy odwagi zajrzeć głębiej. Wątpię też, aby kiedykolwiek udało się nam dotrzeć do tej najmniejszej, nagiej laleczki.***

Z książką Jastrzębskiego jest trochę jak z otwieraniem kolejnych lalek zamkniętych w największej matrioszce – niektóre strony chce się pominąć, do innych wracać wiele razy. „Matrioszka Rosja i Jastrząb” chwilami porywa, za moment usypia, żeby znowu niespodziewanie obudzić. Nie wiem czy było to zamierzone, ale trzeba przyznać, że dziennikarzowi całkiem nieźle udało się oddać rytm największego państwa na świecie, który już na samym początku mocno go zaskoczył.

Jastrzębski pisze, że jest to Rosja widziana jego oczami. Ale o wiele ciekawsze niż te o Rosji są fragmenty dotyczące Moskwy. To tam autor mieszka, poznaje nietuzinkowych ludzi i rejestruje codzienność. Opisuje największe europejskie miasto z topograficzną wręcz dokładnością, oprowadza po kolejnych ulicach, jak rasowy przewodnik opowiada o tajemniczych stacjach metra, najbardziej znanych zabytkach, jak i miejscach, o których istnieniu mało kto słyszał. Opinie dotyczące całego kraju pojawiają się najczęściej w formie zasłyszanych anegdot, przeczytanych ciekawostek lub relacji ze spotkań.

Szkoda, że Jastrzębski tylko hasłowo potraktował wiele kwestii, które warto byłoby rozwinąć (albo pominąć, jeśli nie miało się zamiaru powiedzieć o nich więcej). Zwłaszcza ostatni – chyba najbardziej chaotyczny – rozdział przypomina bardziej „ślizganie się” po powierzchni i zarzucanie ciekawostkami. Czytam o rosyjskich ambicjach podboju kosmosu, by za chwilę przejść do zawartości talerza statystycznego żołnierza. Produkcja kawioru w następnym akapicie jest już Rosjanką, która – jak wszystkie inne Rosjanki – uwielbia kupować ubrania.

Trochę za tą Rosją nie nadążam, ale niewątpliwie ma to swój urok. Bardzo trafne wydaje się zdanie o tym, że nigdy nie dotrzemy do ostatniej, najmniejszej matrioszki. Jako, że należę do tych, którzy już dość długo je oglądają, odkładają, sięgają po inne i wracają do tych, które odłożyli, nawet mi się to nienadążanie podoba. Jastrzębski, koniec końców, nie próbuje przekonać do nadążania za Rosją, tylko pokazuje, że każdy przyglądający się matrioszkom, nie nadąża za nią na swój sposób.

Lubimy Czytać Aleksandra Bączek, 2013-08-15


Maciej Jastrzębski to dziennikarz, reporter, ale także specjalny wysłannik Polskiego Radia w Gruzji. Przyznam szczerze, że o autorze nigdy wcześniej nie słyszałam, jednak nadszedł czas, aby to nadrobić, a przy okazji zapoznać się z książką.

Rosja to kraj, który fascynuje mnie od kilku lat, dlatego z chęcią czytam książki rosyjskich twórców. Pozycji o kraju jako tako jeszcze nie czytałam, więc było to dla mnie miłą odmianą. Autor opisał państwo ze swojego punktu widzenia, można zauważyć wiele jego własnych doświadczeń.

Podzielenie na części i podrozdziały znacznie ułatwia czytanie. W książce znalazłam wiele ciekawych informacji, a także bliżej zapoznałam się z autorem. Bardzo cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z tą pozycją, a także poszerzyć ciekawostki na temat naszych wschodnich sąsiadów.

Polacy przy przekroczeniu prędkości natychmiast mieli odbierane prawo jazdy, które mogli z powrotem odebrać w sądzie. Aby tego uniknąć płacili łapówki i uważali, że postępują bardzo dobre. Nie było to jednak legalne, a działania Rosjan były nieprawidłowe.

Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o muzyce, czy na przykład o Ałłie Pugaczowej także polecam zapoznać się z tą publikacją. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie, a autor w ciekawy sposób przedstawił interesujące nas fakty.

Całość została napisana w sposób prosty, pozycję czyta się dość szybko. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego zwlekałam z jej rozpoczęciem. Całkiem niepotrzebnie zmarnowałam tyle czasu, gdyż książka okazała się bardzo ciekawa.

,,Matrioszka, Rosja i Jastrząb” to pozycja, która szczególnie spodoba się miłośnikom kraju, choć Ci, którzy po raz pierwszy będą czytać na ten temat także powinni być zadowoleni. Ja cieszę się, że mogłam tej lekturze poświęcić swój czas.

book-and-cooking.blogspot.com 2013-07-28


Była tam zawsze. W kartonie pełnym zabawek. Intensywnie kolorowa, interesująca. Moja pierwsza matrioszka.

Wydaje mi się, że poznawanie Rosji w jakimś sensie przypomina otwieranie matrioszki. Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco mniejsza, widać subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać nam się brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak, aż do ostatniej najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób. Niektórzy nazywają ją „duszą matrioszki”. Poznając Rosję, również odkrywamy jej kolejne warstwy. Nie każda z odsłon wywołuje nasz entuzjazm.

Podobnie było i z moim Rosji poznawaniem – zaczęło się od drewnianej laleczki, a potem przyszedł ogromny głód wiedzy na jej temat, który z czasem przerodził się w rusofilstwo. Dlatego przyznam szczerze i od razu – Matrioszkę Rosję rekomendowałabym osobom, których zaciekawienie tym krajem dopiero się zaczyna i wiedzą mało, bądź niemal nic. Jest to bowiem zbiór dość luźnych myśli, a nawet mikroesejów dotyczących najprzeróżniejszych kwestii. Jastrzębski pisze o historii, jedzeniu, polityce, tradycji, architekturze i kobietach, czyli niemal o wszystkim. Pisze jednak dość ogólnikowo i symbolicznie – Matrioszka Rosja zachęca tym samym do dalszych poszukiwań. Autor opowiada o swojej fascynacji ciekawie, z sercem i zupełnie szczerze. Nie jest bezkrytycznie zakochany w kraju, w którym przyszło mu pracować. Brakowało mi jednak swoistego zmysłu obserwacji, gdyż nie brakuje odtwórczości w pisaniu Macieja Jastrzębskiego.

Wiele jest ciekawostek, które być może swoim stylem przypominają przewodnik turystyczny, ale sprawiają, że lektura jest bardzo satysfakcjonująca. Trudno jest się obecnie przebić w polskim reportażu, ta dziedzina literatury miewa się u nas wyjątkowo dobrze. Dlatego może i Matrioszka Rosja nie jest typowym przedstawicielem tego gatunku – poznajemy Rosję inaczej, niż chociażby Czechy u Mariusza Szczygła, czy Turcję u Witolda Szabłowskiego. Otrzymujemy jednak obraz dość konkretny, przekrojowy i wciągający. Mnogość poruszanych wątków napędza książkę i sprawia, że Matrioszkę Rosję czyta się niemal błyskawicznie.

Ciekawym zabiegiem było wprowadzenie mentora Borysa – konserwatora sztuki, który wprowadza Macieja Jastrzębskiego w rosyjski świat. Początkowo opowiada jedynie o Kremlu, później jednak wyznaje tajemnicę, której strzegł wiele lat. Mowa o kopalni diamentów nad rzeką Popigaj w Kraju Krasnojarskim. Złoża, które tam się znajdują według szacunków ekspertów miałyby starczyć na najbliższe trzy tysiące lat. Wątek ciekawy, jeden z wielu niewyjaśnionych, których niemało w Rosji.

Zachęcam do wrzucenia Matrioszki Rosji do wakacyjnego plecaka. Odkrywanie kraju to nie tylko poznawanie zabytków, ale obserwacja zwykłych zjadaczy chleba, poznawanie historii z ich punktu widzenia oraz próbowanie lokalnych potraw z ich talerzy. Tak właśnie robił Maciej Jastrzębski, a że zrobił to przyzwoicie, to z czystym sumieniem polecam.

Peron4.pl Anna Kubacka, 2013-08-05


Reportaże zza wschodniej granicy cieszą się coraz większą popularnością wśród polskich czytelników, o czym może świadczyć bogata i wciąż poszerzana oferta w tym gatunku.

Dlatego też w ślad za podróżnikami, którzy dotychczas przemierzali tereny największego kraju na świecie, reportaże z Rosji zaczęli pisać również korespondenci zagraniczni polskich mediów. Barbara Włodarczyk, autorka serii filmów dokumentalnych „Szerokie Tory” niedawno oddała w ręce czytelników reportaż „Nie ma jednej Rosji”, Wacław Radziwinowicz z Gazety Wyborczej opisał swoje spostrzeżenia w książce „Gogol w czasach Google’a”, zaś na półkach księgarń niedawno pojawiła się też pozycja „Matrioszka Rosja i Jastrząb” autorstwa Macieja Jastrzębskiego z Polskiego Radia. Wrocławski reporter rozpoczął swoją przygodę z naszym wschodnim sąsiadem mniej więcej wtedy, gdy Związek Radziecki chylił się ku upadkowi i kontynuuje ją do dzisiaj. Zatem nie można odmówić mu doświadczenia zarówno w sztuce dziennikarskiej jak i w obyciu z tytułową „Matrioszką Rosją”.

O Rosji: „Więzień Putina”

W książce Jastrzębskiego na rosyjskim tle przeplatają się wszystkie niezbędne wątki: historyczne, polityczne, kulturowe i religijne, co sprawia, że ta książka może służyć za podręcznik. A raczej za elementarz. Bowiem jeśli ktoś nie ma praktycznie żadnej wiedzy na temat Federacji Rosyjskiej, a chce stworzyć w swoim aparacie poznawczym jakieś podwaliny ku dogłębnej analizie tego kraju (nawet tylko teoretycznej), to ta książka jest zdecydowanie dla niego. Bowiem większość z przytaczanych historii w „Matrioszce” jest, dla kogoś kto choć trochę interesuje się Rosją, nacechowana oczywistością. A i tych historii jest jak na lekarstwo, bowiem książka Macieja Jastrzębskiego bazuje przede wszystkim na faktach, statystykach i suchych opisach. Zamiłowanie do faktografii momentami gubi autora, który np. potrafi opowieść dotyczącą postaci rozpocząć od biograficznej notki, wymieniając np. miejsce, datę urodzenia oraz ukończone szkoły, co często nic nie wnosi do danej opowieści a sprawia, że książka zaczyna nam brzydko pachnieć zakurzonym tomiskiem encyklopedii.

O ile na samym początku zostajemy wciągnięci przez autora w sam środek akcji w filmie pt. „Pucz Janajewa” poprzez barwne i porywające opisy tego, co się działo w Moskwie w 1991 roku, to w dalszych częściach emocje, zamiast jak u Hitchkocka- rosnąć, to u Jastrzębskiego opadają. Bo nie wiedzieć czemu, autor ograniczył się w swojej książce do teoretyzowania. „Matrioszka” to pozycja grzeczna, podręcznikowa bez cienia polotu, do jakiego atmosfera panująca w Rosji skłoniłaby nawet kogoś najbardziej przesiąkniętego nudą. Szczerze powiedziawszy, większą część tego, co korespondent zagraniczny Informacyjnej Agencji Radiowej proponuje czytelnikom można napisać nie ruszając się z Warszawy. Wystarczyłoby śledzić w prasie czy internecie informacje dotyczące Rosji. A szkoda, bo przecież ten kraj to ocean tragikomizmu, patologii, niezrozumienia, miłości i brudu. Oraz niezwykle bogate historie, a przede wszystkim ludzie, którzy umieją je opowiedzieć tak, że albo ich znienawidzisz, albo pokochasz. Będziesz chciał z nimi zalać się w trupa, albo uciekniesz od nich jak najdalej.

Autor w swoich opisach nie pije, nie ucieka, nie jest targany żadnymi większymi emocjami. Jego najbliższe zderzenie z rosyjską kulturą to herbata na daczy pod Moskwą, trzypokoleniowa dyskusja polityczna w Smoleńsku, oraz podróż metrem z kaleką- weteranem wojennym. Jeśliby pominąć fakt, że autor w pierwszym wypadku karze nam uwierzyć w imprezę siedmiu mężczyzn popijających delikatnie wino i herbatę, a w drugim podczas politycznej dyskusji nie pada żaden wulgaryzm - można byłoby poczuć realizm wschodu. Ale nawet w tych wypadkach opisy są ugrzecznione tak, że w moich oczach (a też trochę czasu z Rosjanami spędziłem), te opowiastki uchodzą za kuriozum. Czytając je czułem się jakbym wędrował w starych kapciach po muzeum, które zaraz zamkną, wśród zakurzonych eksponatów z zanudzającą na śmierć przewodniczką.

Za dużo historii, za mało przygód. Brakuje rozmów, krwistych prawdziwych opisów z życia rosyjskiej ulicy. Ten kraj to przecież żywioł i materiał na thriller albo komedię, zaś Maciej Jastrzębski zamknął rosyjskie piekło i niebo w ramach filmu obyczajowego, w którym mamy uwierzyć, że ludzie naprawdę piją herbatę. Co więcej, myślę że lepiej treść książki oddawałby tytuł „Matrioszka MOSKWA i Jastrząb”, bowiem więcej w tej pozycji samej stolicy, niż Rosji. Owszem, autor rozmawia z osobami z różnych części tego państwa i być może nawet w tych innych częściach był. Ale tego nie opisuje, a to już przecież nie to samo. Wyjątek z tego wszystkiego stanowi opowieść o kraterze Popigaj, która nie tylko jest interesująca ale i wciąga czytelnika w związku ze swoją tajemnicą i powiązaniem z jednym z bohaterów książki. Ale to by wystarczyło na jeden felieton i to jednak mimo wszystko trochę mało, jak na prawie 270 stron książki.

Nie chcę przez to napisać, że jest to zła książka. Jest potrzebna, jeśli ktoś chce rozpocząć poznawać Rosję i musi zacząć edukację od podstaw. Jest też potrzebna tym, którym nie chce się analizować wycinków prasowych z kilku lat kompilując to, co się stało w ostatnich latach w Rosji, wraz z nazwiskami miejscami i kulturowym zapleczem, bowiem Maciej Jastrzębski zrobił to za nich. Jest też potrzebna tym, którzy potrzebują do pracy naukowej książki subiektywnej, ale wypełnionej faktami. „Matrioszka Rosja i Jastrząb” jest właśnie taką pozycją i na pewno znajdzie się w przypisach niejednej pracy magisterskiej związanej z Federacją rządzoną przez Władimira Putina .

Lecz jeśli ktoś szuka reportażu z krwi i kości, który nas przenosi do największego kraju na świecie, w takie miejsca, których się boimy ale jednocześnie chcemy do nich pojechać i zazdrościmy autorowi ludzi, których napotyka na swojej drodze (a chyba tego wymagamy od dobrego reportażu?), to bynajmniej ta książka nie jest dla niego.

mojeopinie.pl Michał Marciniak, 2013-06-23


Spotkałem kiedyś na ulicy w Moskwie znanego reżysera teatralnego Aleksandra Wilkina. - Jacy są Rosjanie? – zapytałem. - Trudno tak w dwóch słowach odpowiedzieć – stwierdził. - Kiedy kochamy, to do śmierci, kiedy się złościmy, to aż iskry lecą, a pijemy jak Polacy.

W jego opinii powiedzenie pijesz jak Rosjanin mogli wymyślić tylko ci, którzy nie znają Polaków i Ukraińców. Żarty żartami, ale problem nadmiernego spożywania alkoholu urósł w Rosji do rangi państwowej. Jak jednak skutecznie walczyć z nadmiernym spożyciem alkoholu, gdy wódka jest w Rosji wszechobecna?

Wystarczy sięgnąć do nie tak odległej historii II wojny światowej. Czerwonoarmiści idący na front dostawali 100 gramów wódki. Nie ma chyba rosyjskiego filmu, w którym nie byłoby sceny picia wódki. Już car Mikołaj II próbował walczyć z nałogiem, wprowadzając prohibicję w czasie I wojny światowej. Także komuniści po Wielkiej Rewolucji Październikowej delegalizowali wódkę. Skutki tej decyzji były opłakane. Rozkwitło bimbrownictwo i nielegalny handel. Śladem swoich poprzedników poszedł też Michaił Gorbaczow, ogłaszając w 1985 r. prohibicję. Przepis ten jednak szybko wycofano, okazało się bowiem, że dochody ze sprzedaży alkoholu stanowią znaczną część budżetu państwa.

Złośliwi twierdzą, że zakaz sprzedaży wódki przyczynił się do upadku Związku Radzieckiego. Również władzom współczesnej Rosji przyszło zmierzyć się z problemem alkoholizmu. Oprócz organizacji społecznych i policji także prezydent Władimir Putin i premier Dmitrij Miedwiediew włączają się w kampanie na rzecz trzeźwości. To za ich rządów został wprowadzony zakaz reklamowania wódki i spacerowania po ulicach z butelką piwa w ręku. Przypomnę, że w krajach dawnego Związku Radzieckiego było to dość powszechne zjawisko. Nikogo nie dziwiły grupki nastolatków spacerujących alejkami parków i popijających piwo. Od kilku lat obowiązuje też w Rosji godzina prohibicyjna. W godzinach od 23.00 do 6.00 rano w żadnym sklepie nie można kupić nie tylko wódki czy wina, ale również piwa i napojów alkoholizowanych.

W Federacji Rosyjskiej prohibicji na razie nie ogłoszono, ale nadgorliwi urzędnicy podejmują wiele absurdalnych decyzji. Na początku 2013 r. w miasteczku Głazow na Uralu zlikwidowano pomnik wódki. Miejscowe władze uznały bowiem, że monument przedstawiający butelkę może naruszać przepisy o zakazie reklamy tego napoju. Nowemu duchowi trzeźwości patronuje w Rosji prezydent Władimir Putin, który uprawia sport i rzadko sięga po kieliszek. Czy jednak uda się Rosjanom skutecznie walczyć z alkoholizmem? To pokaże czas. Bo co prawda pomnika wódki już w Rosji nie ma, ale wciąż w Iżewsku, stolicy Udmurcji, stoi pomnik zakąski — pieroga z mięsem. Rosjanie pytają więc zgryźliwie: Skoro jest zakąska, to jak tu zakąszać na sucho? .

Od wódki przejdźmy właśnie do zakąsek. Pod tym względem w Rosji nic się nie zmienia od lat. Wciąż najpopularniejszą “zagrychą” są tu: wędzona słonina, czarny chleb, cebula i solone ogórki. Do tego dochodzą, mało popularne w Polsce, suszone ryby, krewetki i kalmary. W trakcie domowych przyjęć często podawane są pieczone kiełbaski i szaszłyki.

Na co dzień zresztą Rosjanie jedzą dużo mięsa. Z krótkiej sondy przeprowadzonej na ulicach Moskwy dowiedziałem się, że panowie w Rosji preferują na obiad szczi, czyli zupę z kapustą, grzybami i warzywami, kawałki mięsa przysmażone na patelni i ziemniaki z wody. Panie najczęściej wymieniały czerwony barszcz, pierogi z mięsem i placuszki ze śmietaną. Zupa rybna, nazywana w Rosji uchą, nie cieszy się aż taką popularnością, jak mogłoby się nam wydawać. Większość mężczyzn, gdy pytałem ich o uchę, odpowiadała, że lubi łowić ryby, ale nie lubi ich jeść.

Jednak ryby zajmują ważne miejsce na rosyjskim stole. W sklepach jest duży wybór ryb morskich, najczęściej wędzonych lub suszonych, rzadziej surowych. Nie możemy też zapominać o kawiorze. Ikra ryb jesiotrowatych i łososiowatych uważana jest za jedno z naturalnych bogactw Rosji. Podstawowy podział kawioru to oczywiście ten na czarny i czerwony kawior, ale rodzajów tego przysmaku jest wiele. Kawior czarny to ikra ryb jesiotrowatych. W Rosji za najszlachetniejszy uważa się kawior czarny z bieługi i siewrugi. Natomiast kawior czerwony to ikra ryb łososiowatych. Jest jeszcze kawior złocisty z pstrągów, ale ten wśród Rosjan nie cieszy się zbyt dużym powodzeniem. Kawior podawany jest na różne sposoby. Najczęściej jako dodatek do pszennych placuszków lub bułeczek z masłem.

Ciekawa jest historia kawioru. Otóż w XII w. rosyjscy chłopi mieli obowiązek dostarczania jesiotrów i łososi na pańskie stoły. Po oprawieniu ryb pozostawały wnętrzności i ikra. Okazało się, że ikra wrzucona do osolonego wrzątku nadaje się do jedzenia. Tak więc na początku kawior jedzono w chatach biedaków, a na pańskich stołach leżały tylko ryby. Dopiero car Iwan IV poznał się na smaku kawioru i wprowadził ten rarytas do swojego menu. Trzy wieki później Piotr I wprowadził monopol państwa na produkcję kawioru.

Również dziś produkcja kawioru jest ściśle kontrolowana przez państwo. Ikra czarna i czerwona stały się symbolami wykwintności i luksusu. Znaleźli się ludzie, którzy chcieli zbijać fortuny na produkcji kawioru, co doprowadziło do pojawienia się w Rosji mafii kawiorowych. Kłusowniczy połów jesiotrów i łososi spowodował drastyczne zmniejszenie się populacji tych ryb. Dlatego na początku XXI w. państwo wypowiedziało wojnę kłusownikom i przemytnikom. Jej konsekwencją są surowe przepisy celne, pozwalające na wywóz z Rosji jedynie 250 g kawioru. Większe ilości mogą przewozić przez granicę tylko firmy, które uzyskały specjalny certyfikat.

Przez wieki Rosjanie wierzyli, że jedzenie kawioru zapobiega chorobom, spowalnia procesy starzenia i wspomaga aktywność seksualną. Nie wiem, czy kawior ma właściwości afrodyzjaku, ale podzielam opinię sporej grupy mężczyzn, że Rosjanki potrafią być interesujące. Przeważnie chodzą ubrane tak, aby podkreślić wszystkie atrybuty kobiecości i przyciągnąć uwagę brzydszej płci.

Nie da się jednoznacznie określić typu urody rosyjskich dziewczyn. Przez wieki sama natura stworzyła w tej części świata niebezpieczną dla mężczyzn mieszankę wybuchową. Słowiańskie cechy z elementami tych typowych dla Orientu sprawiają, że panowie bywają bezbronni wobec czarującego uśmiechu i trzepotu długich rzęs. Rosjanki są świadome swojej urody i tego, że nic nie jest dane raz na zawsze. Pamiętam, jak na początku pracy w Moskwie dziwiłem się, że prawie każda znajoma Rosjanka opowiada mi o swoich wizytach w klubach fitnessu. Zastanawiałem się, kiedy one mają na to czas. Raz albo dwa razy w tygodniu zajęcia na siłowni, a w weekendy basen. To jest inwestycja na całe życie - tłumaczyły rozbawione, gdy wykazując się męską ignorancją, pytałem o cel takich zabiegów.

Któryś z rosyjskich publicystów słusznie zauważył, że Rosjanki mają trzy możliwości ułożenia sobie życia. Jedna to zdać się na ślepy los, ale wtedy istnieje niebezpieczeństwo, że utkną w małym mieszkanku z trójką dzieci i wiecznie niezadowolonym mężem. Druga to zdobycie jak najlepszego wykształcenia i rozpoczęcie samodzielnej kariery zawodowej. Trzecia wreszcie – to dobrze wyjść za mąż. W tych dwóch ostatnich przypadkach rzeczywiście uroda odgrywa niebagatelną rolę.

Rosjanki, jak większość kobiet na świecie, lubią kupować ubrania. Potrafią wydać ostatni grosz na drogie futro, nie wspomnę już o modnych butach czy sukience. Dużą wagę przywiązują do marki produktu. Z męskiego punktu widzenia wydanie ponad 2000 dolarów na torebkę zakrawa na szaleństwo. O takich zakupach oczywiście musi dowiedzieć się cały świat. Z tą dbałością o bycie modnym pół biedy jest latem, ale w środku zimy przy temperaturze -20 stopni Celsjusza widok biegnącej ulicą pani ubranej w kusą spódniczkę, szpileczki i cieniutkie futerko może przyprawiać o dreszcze.

Czymś normalnym jest w Rosji obdarowywanie kobiet upominkami. I nie chodzi tu wcale o pierścionek dla żony, kwiatek dla mamy czy bombonierkę dla znajomej. Mile widziane są praktyczne upominki: telefon komórkowy, sukienka, markowe kosmetyki albo… samochód. Co do panów starających się o względy pań – najlepiej, jeśli zapamiętają zasadę: Nie chcesz wydawać na mnie pieniędzy, nie zawracaj mi głowy. Daleki jestem od generalizowania, jednak to zjawisko jest do tego stopnia powszechne, że trudno o nim nie wspomnieć. Rosjanki tłumaczą, że mają praktyczne podejście do życia.

Ten pragmatyzm przejawia się też w poszukiwaniu męża. Kandydat powinien być przede wszystkim zamożny i opiekuńczy. Ponieważ w Rosji liczba kobiet znacznie przewyższa liczbę mężczyzn, oczywiste jest, że nie wszystkim paniom udaje się znaleźć tego idealnego. Dlatego tak wiele Rosjanek umieszcza swoje oferty matrymonialne na zagranicznych portalach. Twierdzą, że potrafią być wiernymi żonami, dobrymi matkami i doskonale gotują. Nie przejmują się też ewentualnymi różnicami kulturowymi czy barierą językową.

Duża dysproporcja w liczbie kobiet i mężczyzn negatywnie odbija się na życiu rodzinnym Rosjan. W praktyce co drugie rosyjskie małżeństwo rozpada się. To dość zaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę wyniki sondaży dotyczących rosyjskiej rodziny. Otóż tylko 8% małżeństw twierdzi, że zawarło związek, kierując się względami materialnymi, a ponad 60% kobiet i mężczyzn wyznaje, że marzy o szczęśliwej rodzinie. Tak więc marzenia rozmijają się z rzeczywistością.

A jak przedstawiciele brzydszej płci w Rosji oceniają Rosjanki? Otóż Rosjanie mają bardzo dobre zdanie o swoich paniach, o czym świadczą chociażby opinie zamieszczane na forach internetowych. Mężczyźni twierdzą, że ich dziewczyny są ładne, zgrabne, silne pod każdym względem, zaradne, dobrze wykształcone i znają języki obce. Rosjanom nie przeszkadza jaskrawy makijaż, tak popularny wśród pań w Rosji, ani kuse spódniczki czy bardzo wysokie buty. Jednym słowem: Rosjanie doceniają swoje kobiety.

Dowodem może być taki oto obrazek: kilka lat temu 8 marca, w Dzień Kobiet, widziałem w Moskwie transparent z napisem: Kosmos, armia i… kobiety to duma naszego narodu. Ja sam w kosmos nie latałem, w rosyjskiej armii też nie służyłem, ale spacerując każdego dnia ulicami Moskwy, doceniam hojność natury, która podarowała temu miastu Swietłany, Jeleny i Katie.

Peron4.pl 2013-07-18


Nigdy nie byłam w Rosji. Nigdy nawet nie zbliżyłam się zbytnio do wschodniej granicy. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie mam bladego pojęcia „jak tam jest” – sporo moich znajomych, a nawet rodzice w Rosji byli – krócej lub dłużej, ale byli. Książka „Matrioszka Rosja i Jastrząb” Macieja Jastrzębskiego poniekąd taką wizytę umożliwia. To, co na pewno w niej wyczujemy, to rzetelnie odtworzony rosyjski klimat.

Maciej Jastrzębski jest dziennikarzem Polskiego Radia, obecnie mieszkającym w Moskwie i przekazującym nam najważniejsze informacje dotyczące tamtejszych wydarzeń. Po przeczytaniu książki będzie też jasnym, że jest osobą bardzo Rosją zauroczoną i odczuwającą misję odarcia stereotypów na temat tego kraju, krążących po całej Polsce. Nie będę oceniała zaangażowania Jastrzębskiego ani tego, czy obraz Rosji, jaki nam przedstawił jest obiektywny. Muszę jednak przyznać, że sporo czasu spędził na przelewanie na karty książki usprawiedliwień i wytłumaczeń narodu Rosyjskiego. Pisze między innymi:

„Z badań przeprowadzonych w 2011 r. przez polski Instytut Spraw Publicznych wynika, że obraz naszego kraju w Rosji jest neutralny bądź umiarkowanie pozytywny. Znacząca grupa Rosjan nie wie niczego o Polsce. Wyraźną sympatię do nas deklaruje tylko 36% ankietowanych. Aż 58% respondentów chce, aby polsko-rosyjskie relacje koncentrowały się na teraźniejszości, a nie na przeszłości”

Niżej znajdujemy również następujący cytat: „Starszy mężczyzna, słysząc, że jestem dziennikarzem Polskiego Radia, wypalił do mikrofonu: „Ja was nie lubię, bo jesteście tacy nieokrzesani i wybuchowi”. Najpierw obraziłem się. Jednak w duchu przyznałem mojemu rozmówcy rację. Jesteśmy gwałtownikami, którzy ciągle mają do wszystkich pretensje. Sam zacząłem nawet dostrzegać zmęczenie moich rosyjskich przyjaciół, gdy kolejny raz z detalami wyjaśniałem im jakiś aspekt polsko-rosyjskiej historii”

Powyższe fragmenty pozostawię czytelnikom do interpretacji własnej.

Pominę kwestię tendencyjności, momentami nawet nutkę manipulacji, którą da się wyczuć z książki, ponieważ jest to odczucie subiektywne i zaprzeczające zapewnieniom dziennikarza o rzetelności i kompletności informacji zawartych w jego tekście. Z pewnością książka stanowi też uroczy obrazek naszego wielkiego, wschodniego sąsiada. Dzieło skonstruowane jest na podobieństwo tytułowej „Matrioszki” – najpierw czytamy trochę o samej Rosji, kraju „surowym”, widzianym oczami dziennikarza, który pojechał tam po raz pierwszy w 1991 roku, z rozdziału na rozdział stając się coraz bardziej wtajemniczonymi odbiorcami. Jest trochę historii, trochę wspomnień, trochę szczegółów z życia losowych bohaterów.

Potem zagłębiamy się bardziej w sam kraj – dowiadujemy się, dlaczego w sklepach i restauracjach można spotkać ludzi rozcierających sobie nosy, jak przeciętny Igoruszka radzi sobie z wysokimi cenami, ilu Polaków jest w Rosji i ile gatunków ryb w Bajkale, dlaczego Rosjanie stronią od polityki, czemu są uzależnieni od internetu i jaką kawę pijają, że szanują Jana Pawła II i liczą na to, że Papież Franciszek odwiedzi ich kraj. Dla osób fascynujących się kulturą Rosji książka ta stanowi atrakcyjną zdobycz i wspaniałą lekturę. Mnie, osobie średnio tematem zainteresowanej, czytało się ją mimo wszystko bardzo przyjemnie. Autor ma lekki, nieco publicystyczny styl, który czytelnika na pewno nie znudzi. Można nawet powiedzieć, że czyta się ją szybko i łakomie. Dodatkowo przyciąga uwagę piękne wydanie książki, autorstwa wydawnictwa Helion.

W mojej opinii pozycja ta może wywołać skrajne reakcje – miłośnikom Rosji może się bardzo spodobać, natomiast jej wrogom wydać się nierzetelna i ugrzeczniona. Ja sama utknęłam chyba gdzieś po środku. Każdy ma prawo do własnej refleksji na temat dzieła Jastrzębskiego – warto po nie sięgnąć choćby po to, by się do niego odpowiednio ustosunkować.

Kulturawkrakowie.pl 2013-07-25


Nie wiem, ale chyba jest dobrze po północy. Na parapecie okna wychodzącego na loggię wyciągnął się Gandhi i śpi. Mikroskopijna czarna pantera z koloratką pod szyją na tle białego okna i białego parapetu, z czerwonymi pelargoniami w tle. Na kołdrze „Matrioszka Rosja i Jastrząb” Macieja Jastrzębskiego, niesamowita opowieść o Rosji radiowego korespondenta w Moskwie.

Lada dzień będzie pełnia i sen nie przychodzi, ratuję noc czytaniem. Skończyłam pierwszą część książki. Dostarcza mi nieoczekiwanych retrospekcji.
Nie, nie byłam nigdy w Rosji. Choć Rosję, tę z ZSRR ,poznałam pod koniec października 1999 r, jadąc na Litwę, do Kowna, na spotkanie samorządowców państw nadbałtyckich (7. Konferencję BSSSC).
Litwa była już samodzielnym państwem. Kiedy byłam w Kownie trafił w nią akurat wielki kryzys w finansach państwa, rząd podał się do dymisji. Mnie to mało raczej obchodziło, cały wolny czas poświęcałam na włóczenie się po mieście, pełnym kontrastów i niespodzianek, gdzie realia ancien regime z ZSRR splatały się z przedunijną współczesnością. I tu nieco tej dawnej Rosji zasmakowałam.
Prawdziwa konsumpcja jeszcze przede mną.
„Matrioszka Rosja…” jest dla mnie nie tyle przewodnikiem po Rosji, której nie widziałam, co przede wszystkim impulsem przypominającym mi pewne polsko-rosyjskie wzajemności, których doświadczam nieustannie.
W pierwszym rozdziale swojej niezwykłej książki Maciej Jastrzębski, przeprowadził mnie przez meandry najnowszej historii Rosji. O wielu opisywanych wydarzeniach nie wiedziałam, mało wiedziałam albo miałam opaczne informacje. Ta książka to dla mnie szalenie cenna lektura.
Autor opowiada o roli współczesnych rosyjskich oligarchów, padają nazwiska, a moja przewrotna pamięć wygrzebuje jakieś osobiste wspomnienia.

Pada nazwisko Olega Dieripaski z uwagą, ze jest współwłaścicielem koncernu aluminiowego Rusal, a ja przed oczami mam pełne magazyny i nabrzeża szczecińskiego portu, gdzie mnóstwo sztabek i rulonów aluminium eksportowanego z jego koncernu do naszego kraju.

Oglądałam je dosłownie parę tygodni temu, gdy byłam z wizytą w DB Port Szczecin, niemieckiego przeładowcy w szczecińskim porcie.
Kilka dni temu, podczas wycieczki po akwenach portowych z okazji IV Międzynarodowej Konferencji Inland Shipping 2013 widziałam je ponownie, tyle, że od strony wody. Aluminium Dieripaski przepięknie lśniło w słońcu na nabrzeżach i czekało na odbiór klientów. Rusal, Matrioszka Rosja, Dieripaska ...przemknęło mi przez myśl.

Podobnie było, gdy czytałam w "Matrioszce Rosji..." o Romanie Abramowiczu. Moja pamięć wygrzebała natychmiast obraz jego cudownego jachtu „Eclipse”. Widziałam go niecałe trzy lata temu w niemieckiej stoczni, w czasie podróży studyjnej ze szczecińskimi portowcami do Hamburga. Stał na nabrzeżu wyposażeniowym. Sięgnęłam po komórkę i zrobiłam zdjęcie. Trudno nie reagować na takie cudo.

Część druga „Matrioszki Rosji…” zaczyna się na Arbacie, a dla mnie Bułat Okudżawa i jego Arbat, to esencja Rosji. I znowu retrospekcja. Sporo lat temu, gdy dopiero co podłączyłam Internet, wypatrzyłam, że można przez Internet sprowadzić bezpośrednio z Rosji nagrania pieśni Okudżawy o Arbacie. Kosztowało to niewiele i po krótkim czasie otrzymałam oryginalny krążek CD z piosenkami o Arbacie, pochodzący z 2002 r. - "Muzyka arbackogo dwora.Piesni ob Arbatie", przeplatane wystąpieniami poety i barda.

Wstałam z łóżka z zamiarem poszukania płytki i odsłuchania tej ulubionej - „Arbat’, mój Arbat’…”.
Gandhi podniósł głowę i leniwie spoglądał na mnie, jego brat bliźniak czarno-biały …Putin, spał wyciągnięty na grzbiecie za moimi plecami, zakopany w kocu po czubek uszu. I nawet nie uchylił powieki.
Cichutko i delikatnie podniosłam się, by nie budzić kota i zaczęłam szukać płytki, niestety nie było jej na podorędziu, leży gdzieś w szpargałach w gabinecie, za późno by przewracać stertę papierów. Często towarzyszy mi w pracy i zapodziała się gdzieś w dokumentach i notatkach.
Poszukam rano...
Matrioszek nie mam, choć była okazja, by kupić oryginalne, rosyjskie w Szczecinie. Ale na pewno niebawem będą w moim posiadaniu.

Podobnie, jak dwa lata temu, tak i w tym roku, w Szczecinie, na początku sierpnia będzie zakończenie regat wielkich żaglowców z udziałem rosyjskich jednostek. Przypłynie „Kruzensztern”, „Mir” i inne. Nie wiem czy będzie „Siedow”, nie ma go na liście. Na tym przepięknym żaglowcu znalazłam dwa lata temu oryginalne matrioszki! Żałuję, że nie kupiłam ich wtedy. Mam nadzieję, że jeśli „Siedow” nie zawita do Szczecinie, to być może inny rosyjski żaglowiec w nie się zaopatrzy i będzie sprzedawał jako pamiątki. Tym razem okazji - nie przeoczę.

sophico21.blogspot.com Zofia Bąbczyńska-Jelonek, 2013-07-19


Rosja intryguje mnie od dawna. Na mojej liście podróżniczych celów od wielu lat znajduje się Petersburg, a w sferze marzeń pozostaje podróż koleją transsyberyjską. Dlatego z wielką ciekawością sięgnęłam po książkę Macieja Jastrzębskiego "Matrioszka Rosja i Jastrząb". Autor jest dziennikarzem radiowej Trójki i wieloletnim korespondentem Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia.

Cały zamysł książki oparty jest na tytułowej matrioszce. Zaczynamy od całkiem ogólnego opisu Rosji, a następnie odkrywamy kolejne "baby" i kolejne, zagłębiając się w coraz to bardziej szczegółowe historie opowiedziane przez samych mieszkańców Moskwy. Jeden wątek staje się pretekstem do następnej historii, którą autor solidnie popiera wiadomościami o współczesnej, jak i dawnej Rosji. Przybliża nam rządy Jelcyna, Putina, Miedwiediewa i znowu Putina:-). Razem z nim odwiedzamy najbogatsze dzielnice miasta, ale i świat ulicznych artystów. Czytamy o fortunie Chodorkowskiego, o Polakach mieszkających w Rosji, aż dochodzimy do świata legend i baśni.

To co jest niezwykłe w tej książce, to przede wszystkim bohaterowie. Snują oni opowieści, a my razem z nimi zagłębiamy się w ten rosyjski świat. Moim ulubieńcem jest zdecydowanie Wujek Borka, dzięki któremu poznajemy tajemnice Kremla. Kreml to w ogóle obiekt, który budzi najwięcej emocji i wiele kontrowersji. Podobno kryją się w nim tajemne podziemne przejścia, ale do dziś nie jest to potwierdzone.

Rosja to kraj, którego nie można jednoznacznie zdefiniować, tak jak pewnie nie da się jej dobrze poznać. Motto książki brzmi: Rosji nie da się ogarnąć rozumem - w Rosję trzeba wierzyć. I myślę, że tej wiary mieszkańcom nie brakuje. Nie da się poznać Rosji na odległość, trzeba tam być i z tym miastem się zaprzyjaźnić, co nie jest łatwe. Książka mogłaby mieć kolejne 200 stron i to byłoby mało. Dlatego cieszą takie publikacje jak ta.

Maciej Jastrzębski swobodnie posługuje się językiem. Książkę czyta się jak powieść. To co jest jej wadą, jest też jej zaletą. Autor podaje nam na tacy wiele faktów, które po prostu możemy przeczytać w Wikipedii lub w każdej innej encyklopedii. Czytając, myślałam sobie, że nie tego oczekiwałam. Z drugiej strony książka ta gruntownie systematyzuje wiedzę. Historia opowiedziana przez jednego z rozmówców staje się pretekstem do dokładnej analizy, choć jak wspomniałam powyżej Rosji nie da się poznać...Książka warta przeczytania!

literackizakatek.blogspot.com 2013-08-01


Jastrzębski Maciej był wieloletnim reporterem Polskiego Radia w Rosji. Jako korespondent Maciej „Jastrząb” poznał Rosję z wielu stron, na wielu płaszczyznach – stąd w tytule Matrioszka (nie tylko jako symbol Rosji, ale również jako zaznaczenie jej wielowarstwowości. Rosja właściwie jak każdy kraj w dzisiejszym świecie jest wielowarstwowy (w przypadku Rosji łatwo ją porównać z Matrioszką – Shrek porównał się do „cebuli”, sens jest ten sam).

Reportaże z serca Rosji – napisane z pełnym zaangażowaniem i skrupulatnie. Reportaże pokazują ciekawe osoby oraz niecodzienne historie. Zakres poruszanych tematów jest bardzo szeroki. Reportaże te poruszają nie tylko problemy aktualnej Rosji, ale również próbują pokazać jak to się stało, że Rosja jest jaka jest – nie jest to łatwe zadanie. Jastrząb poradził sobie z nim doskonale. Cały tekst jest jednolity, następujące po sobie historie są wynikiem poprzedniej opowieści, cały czas poruszamy się wokół Kremla – nie odchodząc daleko poznajemy całe państwo: historię, legendy, społeczeństwo, zwyczaje.

Rosja to kraj wielu kultur, kraj wielu narodów. Rządzony żelazną ręką carów, mocną dłonią komunistów próbuje się odnaleźć w kapitalizmie. Rosja to zagadka – Rosja to studnia bez dna, z której można czerpać bez końca!

Dzięki książce dowiedziałem się gdzie był przesłuchiwany Eugeniusz Bodo i Brunon Jasieński (ten od buta w butonierce – genialne!), jakie tajemnice kryje krater Popigaj, poznałem historię Kremla, ludowe legendy. Książka obnaża kulisy rosyjskiej polityki, przedstawia historię kosmonautyki (ciekawostka: Gagarin urodził się w Kłuszynie – miejscu gdzie w roku 1610 miała miejsce bitwa wojsk Rzeczypospolitej z połączonymi siłami Rosji oraz Szwecji), pokazuje jak przez wieki zmieniał się aparat władzy – który mimo zmiany systemu politycznego pozostał wierny zastraszaniu obywateli – który jest bronią władzy w obronie swoich interesów (wielu biznesmenów stając w opozycji do władzy, spędza teraz czas w łagrach prawdopodobnie zastanawiając się nad tym, czy walka z władzą miała sens). Poznałem również historię rozmaitych osób: byłego żołnierza który uczestniczył w walkach w Afganistanie; żołnierza z czasów II wojny światowej; konserwatora zabytków pracującego na Kremlu – oraz całe mrowie innych postaci, które przewinęły się w reporterskim życiu Jastrzębia.

Ciekawostka: Stowarzyszenie Nieśmiertelność przedstawiła projekt pt. Avatar, który zakłada w przyszłości tworzenie sztucznych organizmów do których będzie można przenosić jaźń człowieka – dzięki temu będzie można osiągnąć nieśmiertelność. Pomysł taki możemy znaleźć w książce Trzecia Cywilizacja autorstwa Adama Snerga-Wiśniewskiego (osobiście polecam!).

Każdy kto przeczyta tę książkę zainteresuje się Rosją. Reportaże w niej zawarte stanowią pierwszy (ale jakże wielki) krok w drodze do zgłębienia Rosji, wiele osób pisze, że stanowi ona Matrioszkę – pokazuje wszystkie oblicza Rosji. Moim zdaniem książka jest dopiero pierwszą (tą największą) z matrioszek. Żeby poznać Rosję – bezpieczniej jest napisać zapoznać się z Rosją – trzeba odkrywać kolejne matrioszki. Przeniknąć Rosję to rzecz niemożliwa – ale gra jest warta świeczki. Rosja to ogromny kraj, bardzo różnorodny, ciekawy, kryjący mnóstwo tajemnic. Rosja nadal jest magnesem dla podróżników, naukowców, odkrywców, literatów, biznesmenów, turystów, historyków.

Na końcu książki znajdują się 4 strony przeznaczone na notatki, rzecz niebywale przydatna. Podczas czytania radze mieć pod ręką ołówek aby prowadzić notatki – po zakończonej lekturze można wrócić do zapisków i poszukać informacji na interesujące nas zagadnienia.

Książkowy Blog Piotr Kowalik, 2013-08-05


Kolejna książka o Rosji? Ktoś mógłby obojętnie wzruszyć ramionami, uznając, że jeszcze jedna publikacja na temat tego kraju nie może czytelnikowi powiedzieć nic nowego. Byłby to jednak błąd, bo choć pewne informacje i tematy, co oczywiste, powtarzają się, sposób, w jaki Jastrzębski opowiada o kraju naszych sąsiadów, zasługuje na uwagę i budzi zainteresowanie. Autor nie eksponuje nadmiernie swojej osoby. Proponuje raczej rodzaj gawędziarskiego przewodnika – pełnego różnych ciekawostek, odtwarzającego atmosferę panującą wśród ludzi, oddającego klimat przemian, ale i chętne sięganie do tradycji, łączenie tego, co współczesne, z tym, co zakorzenione w przeszłości. Dużo tu informacji o polityce, kulturze, historii, obyczajach. Służą one wyjaśnieniu tego, co przybysza z innego kraju może w Rosji dziwić lub zachwycać. Autor decyduje się na ciekawy fabularnie gest. Jego przewodnikiem po Moskwie zostaje pewien Rosjanin. To dzięki niemu przywoływane fakty są bardziej zrozumiałe i to jego wiedza pozwala lepiej pojąć tajniki państwa, które równie mocno odwołuje się do czasów caratu, jak i do okresu komunizmu. Jednocześnie ów cicerone Jastrzębskiego ma również swój własny sekret – fascynujący, nieprawdopodobny, mający potencjał, by stać się podstawą dobrej powieści sensacyjnej, będący przykładem tego, co w Rosji charakterystyczne, a więc włączenia losu zwykłego człowieka w tryby Wielkiej Historii. Nie zdradzę, oczywiście, o co chodzi, zainteresowanych odsyłam do lektury książki. Oprócz informacji często powtarzających się w publikacjach o Rosji (takich jak np. sprawa Czeczenii, zamachy terrorystyczne w Moskwie, prezydentura Putina, religijność Rosjan), natkniemy się tu również na problematykę rzadziej spotykaną. Na uwagę zasługuje na przykład rozdział poświęcony legendom, stereotypom narodowym, konsekwencjom znajomości z Chodorkowskim czy bogactwom naturalnym kraju.

bernadettadarska.blog.onet.pl 2013-07-17


Poznawanie Rosji to jak zabawa matrioszką, czy też obieranie cebuli – każda kolejna warstwa ukazuje kolejne szczegóły i przykuwa wzrok. Każda kolejna warstwa pokazuje coś innego – jedna zachwyca, inna odrzuca, na inną w ogóle nie zwracamy uwagi. Tak wygląda Rosja, którą przybliża nam Maciej Jastrzębski, wieloletni korespondent Polskiego Radia w Moskwie - Rosja nieznana.

„Rosji nie da się ogarnąć rozumem — w Rosję trzeba wierzyć”.

Wielu z nas pamięta czasy Związku Radzieckiego i tak kojarzy Rosję. Jednak teraz każda z republik tworzy odrębne państwo. Czasy się zmieniają, ale kultura i mentalność ludzi często pozostają niezmienione. Przeszłość i dawna wizja Rosji wpływają na nasz osąd. Ciągle pamiętamy opowieści o zesłaniach na Sybir, ciężkim życiu, dobrodziejstwach Armii Radzieckiej i rządowemu zakłamaniu.

Rosja nadal pozostaje krajem z wieloma sekretami, tajemniczym i mało znanym. Krajem wielu przeciwieństw – z jednej strony mamy bogatych oligarchów, a z drugiej szereg klepiących biedę ludzi żyjących w straszliwych warunkach. Mamy wykształconych Rosjan i wiejską ciemnotę. Wreszcie mamy nowoczesne, pełne życia dzielnice wypełnione sławnymi i bogatymi, ale również połacie ziemi, gdzie ciężko spotkać człowieka – zimne i nieprzyjazne.

Maciej Jastrzębski pokazuje nam stopniowo etapy rozwoju i zmian, jakie następowały w Rosji, przybliża nam religię i kulturę tego kraju. Pokazuje problemy, z jakimi muszą radzić sobie jej mieszkańcy, ale również pokazuje jej pozytywy. Rosja to dziwny kraj, pomimo sprzeczności, urokliwy i intrygujący.

Maciej Jastrzębski ma lekkie pióro, przez co jego opowieść czyta się z przyjemnością. Nie zanudza, nie zarzuca nas suchymi faktami, tylko opowiada – ciekawie jak bajarz. Ta lekkość sprawia, że książkę czyta się jak dobrą powieść, z przyjemnością i ciekawością. Czytelnik dowiaduje się wielu niezwykle ciekawych rzeczy, wiele spraw wydaje się jaśniejszych i bardziej zrozumiałych, a Rosja zaczyna zachwycać i przyciągać. Brakowało mi bardzo zdjęć w tej książce, jako dodatkowej ilustracji tekstu. Wyobraźnia to jedno, a dokumentacja zdjęciowa to coś zupełnie innego. Szkoda również, że niektóre tematy ważne dla Polaków są przedstawione pobieżnie, m.in. sprawa Smoleńska. Autor skupił się na zaprezentowaniu Rosji z pozytywnej strony, a negatywy zostały zaledwie zasygnalizowane, bez oceniania i głębszej analizy. Jednak mimo wszystko, nabrałam ochoty, aby zwiedzić ten kraj i na własne oczy przekonać się, jaki jest. Jeśli chcecie porównać swoją wizję i wyobrażenie Rosji z realem – polecam tę książkę!

markietanka-mojeksiazki.blogspot.com Anna, 2013-08-07


Poznawanie Rosji jest jak otwieranie matrioszki, każda z lalek jest ciekawa - przekonuje Maciej Jastrzębski w książce "Matrioszka, Rosja i Jastrząb". Można w niej znaleźć opowieści o rosyjskiej historii i kulturze, syberyjskich skarbach i polsko-rosyjskich relacjach.
"Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco drobniejsza, zawiera subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać nam się brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak aż do ostatniej, najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób. Niektórzy nazywają ją duszą matrioszki" - pisze Jastrzębski, który na co dzień pracuje w Rosji jako korespondent Polskiego Radia.

W swojej książce, będącej połączeniem osobistych refleksji o Rosji z rzetelnymi informacjami radiowego reportera, Jastrzębski opisuje zarówno jej historię, kulturę, jak i codzienne życie jej mieszkańców. W ponad dwudziestu rozdziałach m.in. w "Mieście rubinowych gwiazd", "Strażniczce ruskich tradycji" czy "Wódce, kawiorze i dziewczynach" przewija się od czasu do czasu fikcyjna postać wujka Borki. Borys Anatolijewicz, bo tak nazywa się ów wujek, to postać poświęcona rosyjskim przyjaciołom Jastrzębskiego, którzy zachowując anonimowość opowiadali mu o swoim kraju.

Wspólnie z wujkiem Borką Jastrzębski opowiada o ukrytych diamentach w jednej z syberyjskich rzek, moskiewskim metrze (obok tokijskiego i seulskiego uznawane jest za największe na świecie; jego sieć ma długość prawie 310 km), a także o latach komunizmu w Rosji. Wówczas to Polska jako "okno na Zachód" miała w Rosji bardzo dobry wizerunek. Obecnie o Polsce - jak pisze z żalem Jastrzębski - Rosjanie wiedzą niewiele.

Proponuje też prosty eksperyment, który dobrze oddaje atmosferę polsko-rosyjskich relacji. "Wyjdźmy na ulicę dowolnego polskiego miasta. Nie ma znaczenia, czy to będzie Warszawa, Gniezno, Gdańsk czy Włocławek. Zapytajmy pierwszego spotkanego rodaka, o co ma żal do Rosjan. Usłyszymy w odpowiedzi długą wyliczankę. Będą tam rozbiory Polski, powstania narodowe, zdrady, wywózki na Syberię, mord katyński i śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Odwróćmy teraz sytuację. Stańmy na ulicy któregokolwiek z rosyjskich miast i zapytajmy Rosjan, o co mają żal do Polaków. Ktoś zapewne powie, że wini nas za rok 1920 i wojnę polsko-bolszewicką. Ktoś inny wspomni zdobycie Smoleńska i nasz dwuletni pobyt na Kremlu. Znajdą się i tacy, którzy obwinią Polaków o podburzanie Napoleona do wyprawy na Moskwę. Jednak większość Rosjan, nie znalazłszy w pamięci żadnego powodu do urazy, odpowie szczerze: +Mamy do was żal o to, że wy ciągle macie żal do nas+" - napisał Jastrzębski.

Książkę Jastrzębskiego, która właśnie trafiła do księgarń, opublikowało wydawnictwo Helion. Docenili ją inni dziennikarze, którzy od lat opisują Rosję, m.in. Wacław Radziwinowicz i Ariadna Rokossowska, a także pisarz Janusz Leon Wiśniewski. "Jastrzębski nie tylko wyciąga babę z baby w tytułowej matrioszce. On te baby - symbolizujące Rosję - rozbiera. Niekiedy do naga. Kawioru i koniaku, na szczęście, w tej książce jest mało. Jest za to prawdziwa, pulsująca Rosja" - napisał z uznaniem Wiśniewski.

Pod koniec książki można znaleźć relację z niezwykłego wydarzenia z 15 lutego 2013 r., gdy kosmiczny głaz rozleciał się miliony kawałków i w postaci deszczu meteorytów spadł na miasto Czelabińsk na Uralu. Powstała w wyniku eksplozji fala uderzeniowa uszkodziła 4,5 tys. budynków, a wypadające z okien szkło zraniło prawie 1,2 tys. osób. Do Rosji i do takich wydarzeń jak w Czelabińsku Jastrzębski podchodzi z pokorą i pod koniec książki zauważa z humorem, że "nawet jastrzębi wzrok nie wystarczy, aby przeniknąć wszystkie warstwy skrywające duszę Rosji". Przytacza przy tym fragment filozoficznej maksymy rosyjskiego dyplomaty i publicysty Fiodora Tiutczewa z 1866 r.: "Umom Rossiju nie poniat, w Rossiju można tolko wierit" (z ros. "Rozumem Rosji nie ogarniesz, w Rosję można tylko wierzyć").

Maciej Jastrzębski od wielu lat jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Pracował w Mińsku na Białorusi; obecnie mieszka w Moskwie i przekazuje stamtąd najważniejsze informacje dotyczące wydarzeń w Rosji. Jest też specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia do Gruzji.

Gazeta Wyborcza 2013-07-28


Rosja wciąż nieznana... O Rosji pisze się dużo i chętnie. Bez względu na to, jak wiele już napisano i bez względu na liczebność historii, w których duch Rosji za każdym razem i straszy, i fascynuje, zawsze warto poczytać, posłuchać, poznać lepiej.

Bo paradoks Rosji polega na tym, że po upadku ZSRR otworzyła się na świat, ale wciąż dla tego świata jest zagadką.

Również dla nas, Polaków, będących historycznie w orbicie wpływów wschodniego sąsiada przez dłuższy czas i tym samym teoretycznie wiedzących lepiej o tym, kim ten sąsiad jest. Symbolika tytułowej matrioszki z książki Macieja

Jastrzębskiego jest o tyle interesująca, że w gruncie rzeczy nie wiemy, ile kolorowych babuszek otworzył autor; do wnętrza ilu z nich sięgnął, by przyjrzeć się kolejnej. To książka, w której opowieści rodzą się z samych siebie i napisana ze swadą historia państwa, narodu i obszaru geograficznego, któremu przyglądamy się z zaciekawieniem, nie wiedząc, ile jeszcze można odkryć.

Jastrzębski nie otworzył ostatniej matrioszki. Trudno uznać, do której tak naprawdę dotarł. Widać natomiast, że jego imperatywem było przede wszystkim słuchanie i zapamiętywanie, dzięki temu otrzymujemy zbiór barwnych opowieści, który nie może się zdecydować na to, czy być poważny, czy też może wesoły. Bo o Rosji po prostu nie da się opowiadać jednoznacznie. Była, jest i będzie niezgłębiona. Takie publikacje jak „Matrioszka Rosja i Jastrząb” tylko to potwierdzają. W naprawdę uwagi wartym stylu.

Jeśli chodzi o reporterskie opowieści o Rosji, wystarczy wspomnieć wydaną w ubiegłym roku książkę "14:57 do Czyty" Igora T. Miecika. W konwencji opowieści drogi (czego unika Jastrzębski, snując swe opowieści bardziej z perspektywy przypadkowego świadka i obserwatora) autor publikowanych wcześniej w „Polityce” reportaży daje dowód na to, że jeśli chodzi o rosyjskość tak w ogóle, ważne jest stawianie pytań, bo udzielanie nań odpowiedzi może być co najmniej problematyczne. Miecik snuje dość mroczne opowieści i koncentruje się przede wszystkim na symbolice klatki, w której zamknięty jest naród rosyjski. Maciej Jastrzębski opowie o swoich prywatnych spotkaniach z rosyjskością, a jego książka ma konstrukcję otwartą; to właściwie zbiór faktów bez zasadniczego komentarza i dodatkowo fascynujące opowieści wujka Borki, który będzie przewodnikiem po świecie tak stale intrygującym, co hermetycznie zamkniętym. Dla Polaków, Słowian… co zatem można powiedzieć o zachodniej Europie czy reszcie świata Wędrowanie po całej złożoności Rosji będzie u Jastrzębskiego podzielone na etapy. Po garści truizmów i informacjach, które nie są niczym odkrywczym dla tych, co przez chwilę chociaż interesowali się Rosją wcześniej, przechodzimy do osadzonych na drobiazgach historiach, dzięki którym można snuć refleksje, stawiać pytania, diagnozować i dziwić się. A wszystko przedstawione tak, że do nas należy wybór tego, co naprawdę warto z tej książki zapamiętać.

Co w Rosji jest najlepszym towarem eksportowym Nie jej duch, definiowany na wiele sposób i równie wielokrotnie niewyrażalny. Rosjanie mówią, że „(…) choć mają poezję Puszkina, balet

Majakowskiego, piosenki Wysockiego, kawior i piękne kobiety, to i tak najlepiej sprzedają się ropa i gaz”. Może dlatego, że cała reszta plus mnóstwo jeszcze rzeczy, o jakich opowie Jastrzębski, po prostu sprzedać się nie mogą i nie chcą. „Matrioszka Rosja i Jastrząb” ma nie tyle wskazać to, co w Rosji może być towarem eksportowym. Ta publikacja udowadnia, że problemy, radości, symbole, opowieści czy mentalność mogą być odczytane na miejscu i w żaden sposób nie dotrą do świadomości kogoś z zewnątrz, jeżeli… nie zanurzy się w rosyjskości choć na chwilę. Z całym szacunkiem, podziwem i czasami konsternacją. Bo pojąć to, co wielkie, silne, ponadczasowe i niezniszczalne w Rosji może tylko ten, kto pochyli się nad Rosją z szacunkiem. Tak jak Jastrzębski.

Rosyjska różnorodność ukazana jest symbolicznie jako piramida i koresponduje to z tytułowym symbolem, zwracając uwagę na fakt, iż wszystko jest w jakiś sposób tam ze sobą połączone, wszystko na siebie wpływa nawzajem. Są momenty, kiedy trudno jest się domyśleć, do kogo autor kieruje swą książkę. To dzieje się wtedy, kiedy przypis wyjaśnia, czym jest NKWD czy OBWE. Z jednej strony jest to zatem publikacja dla tych, dla których Rosja naprawdę jest nieznana, ale też dla wszystkich, którzy śledzą jej najnowszą historię, doskonale wiedząc, co wydarzyło się niedawno. Autor skupia się jednak na tym, co jest, chociaż nieobce są mu wycieczki w przeszłość, dzięki którym kontekstowo osadza problematykę dnia codziennego, bo każdy wcześnie rozpoczynany w Moskwie dzień jest dla niego dniem z problemem, nad którym trzeba się zastanowić.

A warto pomyśleć nie tylko o przedstawionych faktach. Nie tylko o złamanych bądź okaleczonych biografiach.

Nie tylko o władzy, która walczy z papierową opozycją i o terrorze strachu wśród tych, którzy niczego się nie boją i których wspomaga wiara oraz Cerkiew, tak usilnie wypierana przez około siedemdziesiąt lat za rządów tych, którzy wierzyli… sami w siebie. Trudne są rozważania o demokracji rosyjskiej, bo i trudno tę demokrację zdefiniować. Sporo spraw rozpatrywanych jest z moskiewskiej perspektywy, z miasta rubinowych gwiazd. I podobnie jak Paryż nie jest wizytówką francuskości w ogóle, tak też ducha prawdziwej Rosji nie odnajduje się do końca w jej stolicy. Mieście, gdzie żyją obok siebie zblazowani bogacze i dorobkiewicze sportretowani gorzko choćby w rosyjskim bestsellerze "DuchLess" Siergieja Minajewa, obok biednych babć mających przeżyć miesiąc za 2000 rubli. Metropolii, która ma specyficzne życie podziemne w labiryntach metra oraz to gdzieś ponad brukiem Placu Czerwonego, nieuchwytne na co dzień, możliwe do poznania tylko dzięki właściwemu pojęciu o tym, czym jest rosyjskie wizjonerstwo i metafizyka. Jastrzębski zakotwiczony jest w Moskwie wyraźnie; wita ją w 1991 roku i ponownie, odmienioną, blisko dwadzieścia lat później. Od jej zaułków, tajemnic, miejskich opowieści i niepowtarzalnego klimatu rozpoczyna swe rosyjskie gawędy. Na czym kończy Nie ma końca. Rosyjskość bez początku i bez zakończenia jest nie tyle efemeryczna, co w niewyrażalny sposobów wieczna.

Poczytamy o fortunach

Chodorkowskiego, Bieriezowskiego czy Prochorowa. Także o legendach i baśniach, jakie kryją w sobie skarb innej natury. To coś, czego Rosji nikt i nigdy nie odbierze w przeciwieństwie do pieniędzy, sławy czy wszelkich dóbr, jakimi zachłyśnięto się przy pierwszej fali przypływu kapitalizmu na wschód. O rosyjskim Putinie i o Rosji bez niego. O tajemnicach Kremla i o diamentach ukrywanych przed światem. O rosyjskiej Polonii i o tym, że nasi rodacy żyją tak naprawdę w niezwykłym tyglu nacji, kultur i religii, choć wydaje się, że w

Rosji wszystko jest jednoznaczne i siła tkwi w jednolitości. O wielu innych pasjonujących sprawach. To nie jest jakiś szczególny przewodnik po Rosji, bo przecież Rosja jest krajem, w którym każdy przebywający może napisać swój własny słuszny i przydatny przewodnik. To jeszcze jeden ważny głos przypominający o tym, że choć Rosjanie nie interesują się nami tak, jak tego byśmy chcieli, my raczej powinniśmy być zainteresowani. Jest chyba dużo więcej zagadek i niejasności w ich duszach, by pochłaniać takie książki jak

„Matrioszka Rosja i Jastrząb” z wiecznym apetytem na więcej i więcej.

krytycznymokiem.blogspot.com Jarosław Czechowicz, 2013-07-27


Kolejny raz uraczę Was recenzją książki. Z małym poślizgiem, jako że “Matrioszkę Rosję i Jastrzębia” przeczytałam w Chorwacji, jednak konsekwentnie i z przyjemnością oddaję się pasji recenzenta (by zrecenzować trzeba wszak najpierw przeczytać, a pochłanianie lektur to moje prawdziwe hobby ;) ).

Siedzę sobie ci ja nad basenem przynależnym do naszej willi nieopodal Dubrownika, leczę przywleczone z Polski zapalenie oskrzeli, zazdroszczę tym, co to bez gorączki pluszczą się w krystalicznie czystej wodzie i czytam. Rekonwalescentowi nie pozostaje nic poza wypoczynkiem, polegiwaniem w cieniu i lekturą. I choć początkowo przerzucam kartki z niechęcią, wściekła, iż choroba psuje mi wyczekiwany wyjazd, wkrótce zapominam o uroczym świecie wokół mnie, przenosząc się duchem do zimnej, tajemniczej Moskwy, którą prezentuje mi Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w stolicy Rosji.

Autor z mistrzostwem prowadzi narrację. Odsłania przed czytelnikiem zakamarki słynnej “rosyjskiej duszy”, często niezrozumiałej, a przez to niepokojącej mieszkańców Polski. Udowadnia, że jesteśmy tyleż odmienni, co podobni do siebie. W polskim umyśle Rosja i Rosjanie zajmują sporo miejsca – potężny i groźny nieraz sąsiad, siłą rzeczy pozostaje dla nas istotny. Tymczasem okazuje się, że w drugą stronę to nie działa. Rosjanie interesują się nami mało, inaczej, niż w czasach Związku Radzieckiego, gdy Polska była dla nich oknem na świat i ośrodkiem kultury nieomal wolnej i inspirowanej mitycznym Zachodem.

Stąd też Polska i Polacy nie zajmują w książce wiele miejsca. To dobrze – nie lubię tradycyjnego polskiego jęczenia na zły los i podstępnych sąsiadów… Autor skupia się raczej na samych Rosjanach, rosyjskiej kulturze, myśli politycznej, osiągnięciach współczesnej Rosji. Bardzo ciekawa i pouczająca lektura, zwłaszcza dla kogoś, kto wschodniego sąsiada nigdy nie odwiedzał osobiście. Zresztą, aby prawdziwie poznać jakiś kraj i jego mieszkańców, nie wystarczy pojechać tam na wakacje. Trzeba pobyć, pożyć, załatwić kilka spraw w urzędzie, poznać kilku ludzi, wypić z nimi kilka wódek i posłuchać kilku prawdziwie życiowych opowieści. Tak jak autor “Matrioszki Rosji i Jastrzębia”. Dzięki temu książka jest nie tylko świetnym reportażem z Moskwy. Jest także opowieścią z tajemnicą… Ale o tym przekonają się tylko ci, którzy przeczytają ją osobiście.

Polecam

grafomanya.wordpress.com Zaczytana Złoto Usta, 2013-07-12


Ostatnie dwa lata obrodziły w publikacje na temat Rosji. Chyba nie ma drugiego kraju, który byłby równie nośnym i eksploatowanym w niewielkim przedziale czasowym tematem. Ponieważ Rosja mnie fascynuje, chętnie czytam kolejne publikacje, oczekując iż każda z nich wzbogaci moją wiedzę. Tak też było z Matrioszką Rosją, po którą sięgnęłam z ciekawością, ale i nie bez obaw. Ile bowiem można pisać o tym samym, nie powielając tego, co już zostało napisane? Gdy na kolejnej okładce przeczytałam: Rosji nie da się ogarnąć rozumem - w Rosję trzeba wierzyć, moje oczekiwania wobec lektury zmalały niemalże do zera. To uporczywe przywoływanie hasła powoduje, że - choć jest ono niepozbawione racji - już nie intryguje, a irytuje i ociera się o banał. Zawartość książki obroniła się jednak - do mojej rosyjskiej układanki dołożyłam kolejne puzzle, które uczyniły obraz naszego wschodniego sąsiada pełniejszym.

Punktem wyjścia do rozważań autora nie są jednak układanki, a matrioszka. Ta rosyjska zabawka składająca się z kilku laleczek włożonych jedna w drugą, przykuwa uwagę swoją zewnętrzną warstwą. Wybierając egzemplarz dla siebie sugerujemy się wyglądem największej lalki, dopiero po wyjęciu wszystkich laleczek zauważamy, iż nie wszystkie są równie pięknie wykonane, a ostatnia, najmniejsza, nazywana duszą matrioszki, często nie jest w ogóle pomalowana. Podobnie jest z Rosją, która składa się z kilku warstw. Niektóre z oblicz Rosji są wspaniałe, wielobarwne, inne natomiast ukazują jej brzydotę i niedostatki. Czy tak jak możliwe jest dotarcie do duszy matrioszki, realne jest odkrycie duszy Rosji? Autor w to wątpi, i ja się do jego opinii przychylam. Choć Jastrząb spenetrował wiele obszarów, Rosja jest zbyt różnorodna, by wyczerpać jej bogactwo na mniej niż trzystu stronach. Korespondent Polskiego Radia zastosował jednak ciekawy zabieg. Stworzył postać wujka Borki, która nosi cechy trójki rosyjskich przyjaciół autora, i która towarzyszy mu podczas przemierzania ulic Moskwy, a nam - kart książki. To on zaprowadził nas na Kreml i uczynił świadkami odnalezienia tajemniczych teczek, a potem zawiódł do nieczynnej kopalni diamentów. Życie jego oraz jego bliskich stało się również pretekstem do przedstawienia wydarzeń politycznych i historycznych, które odcisnęły swe piętno nie tylko na nich, ale i na wielu Rosjanach.

Maciejowi Jastrzębskiemu wbrew moim obawom udało się napisać książkę świeżą i interesującą. Choć niektóre wątki pojawiały się w poprzednich publikacjach poświęconych Rosji, zostały one przedstawione w odmienny sposób. Szczególnie cenny był dla mnie rozdział o oligarchach - nazwiska: Bieriezowski, Deripaska, Abramowicz czy Fridman co jakiś czas przewijały się w mediach, były wspominane również w książkach o Rosji, pojawiały się jednak zawsze w jakimś kontekście, tutaj zaś ich "nosiciele" zostali po prostu przedstawieni. Matrioszce Rosji... nie można również odmówić aktualności. Jastrząb poruszył wiele bieżących kwestii, wśród których Polaków zapewne najbardziej zainteresuje problem stosunków między ich ojczyzną a Rosją.

Książka podobnie jak matrioszka skrywała przede mną swoje prawdziwe wnętrze, nie chcąc ujawnić go od razu. Jej twarz - przyjemna dla oka okładka - skrywała interesującą warstwę treściową, będącą duszą tej publikacji. Dusza owa, jak w przypadku duszy matrioszki, skryta była pod niezbyt atrakcyjną powłoką, w tym przypadku średniej jakości druku (skrzywienie zawodowe każe mi analizować książkę nie tylko pod kątem treści, ale i jej formy). Mimo to jej odkrywanie było czystą przyjemnością, pozwoliło bowiem przybliżyć się do istoty - duszy Rosji.

poczytajka.blogspot.com 2013-07-18


Rosja - nasz sąsiad, o którym prawie nic nie wiemy i z powodu tej niewiedzy często się jej boimy. Rosja fascynuje i stąd w mojej biblioteczce, i na na blogu dużo książek na ten temat. To ja do recenzji książek i wywiadów z autorami zalinkuję pod koniec notki, a teraz przejdę do omawiania "Matrioszki Rosji".

Maciej Jastrzębski, korespondent Informacyjnej Agencji Radiowej, napisał książkę inną niż koledzy i koleżanki korespondencji z TVP1 i Gazety Wyborczej. Przede wszystkim nie jest to zbiór reportaży, a raczej eksperyment reportera. Czy eksperyment okazał się sukcesem? Według mnie połowicznym.

Matrioszka Rosja

Książka jest podzielona na kilka części, które poddają się ogólnej zasadzie: "od ogółu do szczegółu" na kształt sympatycznych matrioszek widocznych na okładce. Można też wyróżnić podział na niemal literacką podróż po ulicach Moskwy i po całej Rosji, oraz na rozdziały podające suche fakty niemal w stylu wikipedii.

Te dwa niemal są dosyć intrygujące, nieprawda? Pozwólcie, że wytłumaczę. Za niemal literacką podróż uznałem fabularyzowane reportaże, których bohaterem jest wujek Borka i jego opowieści o historii i duszy Rosji. Wujek Borka jest bohaterem fikcyjnym, chociaż opartym na prawdziwym osobach, które poznał Maciej Jastrzębski. Oprócz tego, że bohater jest fikcyjny te teksty oddalają się od typowego reportażu na innych polach: mają pewną fabułę, punkt kulminacyjny, skupiają się na niemal mistycznym postrzeganiu Moskwy i Rosji. Bardzo mi się podobały te rozdziały. Były tak plastyczne, żywe i przemawiające do mnie, że aż mi się smutno zrobiło, że nie spaceruję Arbatem z wujkiem Borką tylko wyleguję się w leżaku na polskiej prowincji :) Wielki plus dla autora!

Tym bardziej dziwi mnie minus za pozostałe rozdziały, które w dosyć suchy sposób podają po prostu fakty i dane na temat Rosji. Nie jest to z pewnością styl naukowy czy encyklopedyczny, ale gdybym taki krótki rozdział, np. o religiach na terytorium Rosji, znalazł na wikipedii wcale by mnie to nie zdziwiło. Takie pigułki nasycone faktami i liczbami prosto z rocznika statystycznego z pewnością pozwalają lepiej poznać ten kraj, ale bardzo wybijają z rytmu śledzenia opowieści snutych przez wujka Borkę.

Te dwie części według mnie do siebie nie pasują i coś zgrzyta na ich styku. Są odmienne stylistycznie, treściowo, czyta się je w innym rytmie. Dla pewnych ludzi pewnie będzie to zaleta. Różnorodność nie pozwoli się znudzić, ale ja należę do czytelników, którzy wolą takie literackie podróże z przewodnikiem ze swadą do snucia opowieści. Oderwanie mnie od gawędy ku suchym faktom nieco psuło mi zabawę z czytania książki.

Jak to jest z tą polityką?
Jest obecna. Zarówno współczesna jak i historyczna, ale podana w przystępnym stylu. Wujek Borka ma ludzkie podejście do polityki i zazwyczaj odnosi się do niej z rezerwą, przynajmniej do pewnego momentu. Każdy polak doceni i zrozumie jego przemyślenia. Rozdziały faktograficzne są prawdziwą esencją - zbiorem najistotniejszych wydarzeń historycznych, nazwisk i ciekawostek. To na pewno nie jest wiedza, z którą można iść do "1 z 10", ale na pewno pozwoli błysnąć wiedzą w czasie luźnej rozmowy.

alekulturka.com Dariusz Dłużeń


Jak szaleć to szaleć. Z lesbijskiej imprezy w Grecji wyruszamy do Rosji. Ostatecznie dla mola książkowego czas i przestrzeń nie stanową żadnego problemu. A Rosja to niezwykłe miejsce na Ziemi. Miks kultur, religii, narodowości. Zwykle mówi się o słowiańskiej duszy i fantazji. Jednak to nie do końca prawda, bo Federacja to wiele nacji. Jednak jest coś, co łączy cały ten ogromny kraj pomimo różnic klimatu, czasu i kultur. To troszkę inny wymiar jakby istniejący obok naszego. Nie zupełnie inny tylko troszkę inny przynajmniej dla części Polaków. Myślę, że dla głębokiego Zachodu to kompletny kosmos. Nikt nie jest w stanie zrozumieć pani w sklepie, która nie jest dla klienta, albo pana w okienku biurowym, który ma na względzie własną wygodę, a nie pomoc w załatwieniu sprawy petentowi. Prawa człowieka też nie są dla człowieka tylko dla władzy. Jak jest powiedziane, żeby się nie mieszać w nie swoje sprawy – to się nie mieszać. A jak zaglądał to teraz niech siedzi w koncie i cicho płacze, żeby nie przeszkadzał. Ot, co. Te ludzie to teraz takie, że tylko wolności im się zachciewa, a my tu poważne interesy robimy. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony.

Jednak niezwykłe jest to jak odnaleźli się w tym wszystkim ludzie.

Facet śpi pod ławką jest bezdomny, inny siedzi na wózku inwalidzkim, nie ma nóg, nie ma jak zarobić na życie, dobrze, że chociaż ma gdzie mieszkać. Na jednej ze stacji wchodzi trzeci. Dobrze ubrany – koszula, krawat, garnitur, złote oprawki okularów, ciągnie się za nim smuga drogiej wody kolońskiej. Bez najmniejszych oporów wita się z bezdomnym i inwalidą. Okazuje się, że facet na wózku jest majorem, weteranem wojennym. Dostał medal, kwiaty, a teraz Rosja już go nie potrzebuje więc gra w metrze na gitarze smętne kawałki. Dobrze ubrany jegomość to jego kolega z wojska, tyle, że miał fart i nic mu nie urwało. Teraz jest prawnikiem. Bezdomny, który śpi pod ławką dawniej bywalec salonów, artysta muzyk, talent jakich mało. Miał zwyczaj na życzenie publiczności układać strofki na poczekaniu. Kiedyś ktoś go poprosił o zaśpiewanie o Putnie i Miedwiedwiewie. Jeden ze słuchaczy zazdrosny o talent, sławę lub majątek, doniósł gdzie trzeba, żeby się zainteresować takim to, a takim. I teraz Stiepan Wasiliewicz śpi pod ławką w metrze, bo ciepło i woda na głowę nie kapie…

Taka jest właśnie Rosja. Nigdy nie wiesz, co cię czeka deszcz złota czy gówna. Ale Rosjanie nie wydają się być tym faktem przerażeni. Może już przywykli. Żyją i radzą sobie jak potrafią. Może dlatego jak balują to hucznie, jak płaczą to tak, że cała okolica słyszy. Trzeba żyć póki życie trwa, bo jutro może już nas tu nie być.

Rozumem Rosji nie ogarniesz, można w nią tylko wierzyć - to słowa Fiodora Tutczewa XIX- wiecznego rosyjskiego dyplomaty i publicysty. Dlatego ten kraj mnie tak bardzo fascynuje. Ta niezwykła zmienność losu. Z pałacu na bruk, z rynsztoka do wykładanej złotem łazienki. Niesamowite jak wielka może być w człowieku wola przetrwania. Tu wszyscy są sobą, bo w skrajnych warunkach wychodzi z człowieka cała prawda o nim – albo jest łajdakiem albo bohaterem. Tu warunki są właściwie zawsze skrajne. Raz lodowato innym razem gorąco i nigdy nie wiadomo, co wymyślą ci na górze.

felicytka.pl 2013-07-13


Rosja to stan ducha, a nie kraj w zwyczajnym tego słowa znaczeniu – mówią niektórzy. Maciej Jastrzębski – Jastrząb w swojej książce stara się wyjaśnić ten stan ducha.

Uderza w jego opisie Rosji przede wszystkim różnorodność. Wiele nacji, pomysłów na życie, firm, języków i obyczajów stanowi niesamowity tygiel kulturowy, który nie do końca działa jak dobrze naoliwiony zegarek. Bogaci Rosjanie odkupują jaja Faberge, aby wróciły na łono ojczyzny. Inni zaś twierdzą, że Rosja jest tylko do Moskwy – reszta to obcy.

Można w Rosji być bardzo bogatym, jednak jedną balladą stracić wszystko. Putin rządzi krajem twardą ręką choć nie cieszy się taką popularnością jak w początkowych latach, kiedy działała moc błogosławieństwa Jelcyna. Jest i Miediediew, który bardziej nadaje się do bycia ekspertem od spraw marketingu internetowego. W przeciwieństwie do żony, która ma dobry układ z rosyjską cerkwią – również ważną (a może i ważniejszą) co polski kościół.

Maciej Jastrzębski opowieść o Rosji snuje tak pięknie, że szkoda każdej strony, która do książki nie weszła. A pewnie jest ich wiele. Wierzę, że autor zaskoczy nas kolejną opowieścią o wschodnich sąsiadach, z którymi wiele nas łączy – a coraz mniej dzieli.

Trudno nie oprzeć się porównywaniu tej książki z “Wałkowaniem Ameryki” Marka Wałkuskiego. Obie przybliżają nam ziemie pozornie znane w sposób przystępny i niesamowicie ciekawy. Obie stanowią punkt wyjścia w dyskusji o mocarstwach XXI wieku.

Po prostu warto.

ksiazka-online.pl 2013-07-02


„Poznawanie Rosji w jakimś sensie przypomina otwieranie matrioszki” – udowadnia w swojej książce „Matrioszka Rosja i Jastrząb” Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Rosji.

Książka Macieja Jastrzębskiego Matrioszka Rosja i Jastrząb, wydana przez Wydawnictwo Helion, zwraca uwagę przede wszystkim interesującym tematem, jakim jest prezentacja obrazu Rosji, olbrzymiego kraju, który fascynuje, budzi kontrowersje, kryje wiele tajemnic. Podczas lektury odsłania jeszcze inne atuty. Okazuje się, że nie tylko przynosi odsłony kolejnych warstw rzeczywistości rosyjskiej, lecz kreśli zarazem szereg problemów, jakie łączą się z relacjami polsko-rosyjskimi, przedstawia wnioski z obserwacji, przefiltrowane przez wiedzę i doświadczenie autora oraz proponuje sposób rozwiązania zadawnionych, nawarstwionych sprzecznymi poglądami konfliktów.

Czytelnik otrzymuje szansę spojrzenia na Rosję w perspektywie historycznej, która jednak pozwala przede wszystkim zrozumieć współczesną sytuację, w jakiej znalazły się sąsiadujące ze sobą i od wieków uwikłane w konflikty kraje. Opowiadanie rozwija się swobodnie według klucza wskazanego w tytule. Kolejne rozdziały stopniowo wprowadzają w coraz głębsze kręgi wtajemniczenia. Potwierdza się jednak rozpoznanie autorskie, że niemożliwe jest dotarcie do jądra, bo też niepodobna objaśnić wszystkich spraw, zjawisk, które z natury swej, jak wszystko w świecie, są złożone i skomplikowane.

Tytuł książki doskonale oddaje dwubiegunowy charakter opowieści Macieja Jastrzębskiego. Bohaterami reportaży są Rosja w jej wielu obliczach oraz sam autor, bo ważna jest w poznawaniu imperium obecność narratora, ujawniającego swoje doświadczenia, obserwacje, niestroniącego od wysnuwania wniosków i postulatów. Z tej właśnie racji, że autor dzieli się wiedzą uzyskaną z autopsji, skrupulatnie odnotowuje jej źródła, jego książka zyskuje walor dokumentu. Bez wątpienia służyć może jako podstawowy przewodnik i poradnik dla każdego, nie tylko turysty, wybierającego się z Polski na wschód.

Warto zauważyć, że oprócz objaśnień właściwych dla rosyjskich procesów społecznych, politycznych, obyczajowych, książka Macieja Jastrzębskiego zawiera abecadło pojęć, niezbędnych do tego, by zyskać orientację w sprawach tak historycznych, jak i współczesnych. Czytelnicy nawet mało zorientowani w problematyce krajów wschodu otrzymują najważniejsze informacje, na których może wspierać się poszerzona przez obserwacje reportera świadomość. Nie stanowią one balastu dla osób znających je, bo zostały zgrabnie wplecione w barwną, anegdotyczną opowieść, która przede wszystkim porusza zasadnicze kwestie.

Za największy walor zbioru reportaży Macieja Jastrzębskiego uznać można to, że daje sposobność współuczestnictwa w podróżowaniu po Rosji. Szczegółowa rejestracja zasłyszanych rozmów, opis typowych sytuacji czyni z czytelnika uczestnika zdarzeń. Pierwszoosobowa narracja eliminuje dystans między nim a autorem, czyniąc zeń powiernika spostrzeżeń, refleksji ugruntowanych pogłębieniem znajomości rzeczy. Nurt własnych przemyśleń narratora wydaje się kluczowy dla zrozumienia przedstawionych faktów. Niewątpliwie pobudza do osobistych rozważań każdego czytelnika, tym bardziej, że wsparty jest głosami innych przywołanych w książce polskich korespondentów w Rosji.

Ubocznym, ale bardzo istotnym skutkiem poznania Rosji za pośrednictwem dziennikarskim korespondenta Polskiego Radia jest otwierająca się przed czytelnikiem książki możliwość wejrzenia we własną duszę, w charakter polskiego narodu. Zaprezentowany obraz – mimo wskazań głębokich różnic – ujawnia wspólne słowiańskie rysy, które mogą być i są podstawą porozumienia, pomimo drastycznych urazów z przeszłości. Rosja jest, jak wiadomo, problemem dręczącym Polaków. Wokół niego narosło wiele mitów i obsesji. Okazuje się, że dopiero wzajemne wsłuchanie się w kulturę sąsiada gwarantować może porozumienie. Książka Macieja Jastrzębskiego w sposób znaczący się do tego przyczynia.

wiadomosci24.pl Adrianna Adamek-Świechowska, 2013-07-10


Maciej Jastrzębski, wieloletni korespondent Polskiego Radia w Moskwie, opisuje kulturę, problemy i mentalność współczesnych Rosjan. Wschodniego sąsiada pokazuje zarówno z perspektywy tętniącej nowoczesnym życiem stolicy, jak i zimnych krańców ogromnego państwa. Multietniczna, kolorowa Rosja - podobnie jak matrioszka - ukazuje coraz to nowe, zaskakujące oblicza.

national-geographic.pl 2013-07-01


Gdy słucham w Polsce dyskusji na rosyjskie tematy, chodzi mi często po głowie taka oto myśl: większość z nas nie ma o tym kraju zielonego pojęcia, nie wie nic poza pustymi frazesami typu „ruska mafia", „rosyjska dusza", a wszyscy mają się w tej dziedzinie za ekspertów. Tak jakby samo posiadanie granicy z Rosją zwalniało z poznawania Rosji i Rosjan, ale dawało legitymację do mądrzenia się na każdy wschodni temat. Na szczęście coś się zaczęło zmieniać: w ostatnim czasie pojawiło się sporo książek (głównie reportaży) polskich autorów, które wychodzą poza stereotypy i mówią nam o Rosji i Rosjanach coś, co jest prawdą, a nie co nam się wydaje, że jest prawdą. Do takich książek z całą pewnością należy Matrioszka Macieja Jastrzębskiego, korespondenta Polskiego Radia w Moskwie, w której -jak to w matrioszce -jedna opowieść skrywa kolejną, a ta z kolei wiedzie do następnej, która z kolei... Jastrzębski kreśli barwny portret ogromnego kraju, w którym żyje ponad 200 narodów i grup etnicznych, porozumiewających się ponad 100 językami. I tę różnorodność w książce widać. Polecam wszystkim, a w szczególności tym, którzy - wiedząc, kto zacz Putin - myślą, że o Rosji wiedzą wszystko...

Charaktery Piotr Brysacz, 2013-07-01


Rosja, jej kultura i historia, od dawna inspiruję pisarzy. W ostatnich latach rynek polski został zalany reportażami dotyczącymi naszego największego sąsiada – zaczynając od świetnych opowieści pióra Jacka Hugo-Badera, poprzez odkrywanie Kaukazu oczami Wojciecha Góreckiego a kończąc na tych opisujących absurdy codziennego życia oczami zagranicznych gości(jak „Ruski ekstrem” Borisa Reitschustera, czy „Byłem ziemniaczanym oligarchą” Johna Mole'a). Brakowało jednak pozycji, która całościowo opisywałaby współczesną Rosję – począwszy od historii, poprzez życie codzienne, a kończąc na polityce. Lukę tą próbuję wypełnić dziennikarz, wieloletni mieszkaniec Moskwy Maciej Jastrzębski. I muszę przyznać, że świetnie mu to wychodzi.
Podobno cudzoziemiec Rosję może kochać, albo nienawidzić. Autor pokazuje, że istnieje trzecia droga – pełna sympatii, a jednak potrafiąca mówić otwarcie o rzeczach trudnych i złych. Nie unika on pisania o burzliwej historii czy współczesnej polityce pokazując, że prawda niekoniecznie musi leżeć tam, gdzie nam się wydaje. Nie stygmatyzuje, ani nie idealizuje swoich bohaterów, pokazując ludzi z krwi i kości.

Konstrukcja reportażu ma charakter szkatułkowy(chociaż zastanawiam się czy w tym wypadku nie lepiej byłoby użyć określenia „matrioszkowy”?). Analizując kolejne elementy naszej baby począwszy od wstrząsającego fragmentu dotyczącego nizin społecznych na przykładzie pasażerów jednego z wagonów metra, a kończąc na wielkiej polityce. Gdy zsumujemy te elementy, pojawia się obraz Rosji autora – kraju dziwnego ale na swój sposób uroczego. Kraju w którym przeciętny Rosjanin jest(mimo wszelkich różnic) podobny do przeciętnego Polaka.
Nie jest jednak aż tak różowo. Bolączką książki jest z pewnością brak zdjęć. W wielu miejscach przydałaby się ilustracja! Korzystałem z wersji w formacie mobi, więc ciężko mi powiedzieć czy tak samo jest w „papierze”. Szkoda, ża autor poświęcił tak mało miejsca na opis niesłowiańskich mieszkańców Rosji. Jest świetny fragment o ludowym folklorze i legendach, oraz o religii – ale brakuje mi dopełnienia.
Jeżeli lubicie dobry reportaż, fascynuje Was Rosja, lub podobała Wam się książka „Wałkowanie Ameryki” Marka Wałuskiego(gdyż konstrukcja obu jest podobna) to zdecydowanie powinniście się nią zainteresować. Jeżeli planujecie podróż na wschód – jest to pozycja obowiązkowa.

readaktor.blogspot.ru 2013-06-29


Dzięki życzliwym ludziom mam za sobą nieprzespaną noc. Nie piszę tu o bezsenności spowodowanej problemami, ale o wspaniałej podróży, jaką przeżyłem dzięki p. Maciejowi Jastrzębskiemu. Na kartach jego niezwykłej książki Matrioszka Rosja i Jastrząb jeździłem moskiewskim metrem, długo spacerowałem magicznym Arbatem, aby odpocząć na chwilę w Aleksandrowskim Sadzie.

Nie ukrywam, że wczorajsza czerwcowa ciepła noc dobrze komponowała się z wyczarowanymi przez Autora obrazami pięknych rosyjskich kobiet… Blady świt zastał mnie jednak na poszukiwaniu odpowiedzi na liczne pytania na temat wzajemnych relacji Polaków i Rosjan. Czy znalazłem odpowiedź na chociaż jedno z nich? Tak, ale nie będę o nich pisał. Niech każdy zainteresowany tą problematyką sięgnie po tą książkową Matrioszkę, otwiera kolejne jej tematy, a przez to, być może, choć trochę skoryguje swój punkt widzenia na temat Rosji i samych Rosjan. Mógłbym jeszcze długo pisać na temat reportaży p. Macieja Jastrzębskiego, myślę jednak, że najlepiej opowie o nich sam Autor.

naszglos.info Jarosław Śliwiński, 2013-06-29


Rosja to kraj, o którym krążą skraje opinie. Jedni uważają ją za odwiecznego wroga (można odnaleźć w tym ziarnko prawdy). Inni zachwyceni jej kulturą nie dostrzegają ciemnych stron ojczyzny Puszkina. Jakie jest więc w rzeczywistości największe państwo tego świata? Maciej Jastrzębski za motto książki przyjął słowa "Rosji nie da się ogarnąć rozumem - w Rosję trzeba wierzyć". Konsekwentnie prowadzi nas od transformacji ustrojowej i polityki, poprzez religie i wierzenia, aż po kulturę.

Autor jest obdarzony dobrym piórem. Nie można mu zarzucić monotonii w przedstawianiu naszego sąsiada. Książkę czyta się jak powieść. Jednocześnie Maciej Jastrzębski poruszył niezwykle dużo problemów, z którymi boryka się Rosja. Ukazał je jednak w taki sposób, że czytelnik nie jest skazany nawet na chwilę nudy. Język (i sama konstrukcja książki) to zdecydowanie mocna strona "Matrioszki Rosji...".

Niewątpliwie udało mi się pogłębić moją wiedzę o naszym wschodnim sąsiedzie. Odrobinę zrozumiałem mentalność Rosjan, ich kulturę, zwyczaje i codzienną życiową filozofię. Książka jest zwyczajnie bogata w treść, co nie znaczy, że nie wciąga i nie przenosi to innego świata. Autor sprytnie "przemyca" w sposób bezbolesny mnóstwo faktów do świadomości czytelnika.

Co mnie irytowało w książce? Maciej Jastrzębski jawi się jako rusofil. Stara się przedstawić Rosję od jak najlepszej strony. Osobiście nie oczekuję kampanii reklamowej, ale szczerej relacji. Sprawy niewyjaśnione między narodami i niewygodne autor przedstawia w bardzo lakoniczy sposób. Nie kusi się o szerszą ocenę i wygładza krytykę Rosji. Morderczy najazd na Gruzję kwituje kilkoma zdaniami. Zajęcie zaś polskiej własności, jaką jest wrak Tu-154 zamyka w stwierdzeniu, że Rosja sprawia pewne problemy.

Język jest najmocniejszą stroną książki. Maciej Jastrzębski niewątpliwie został obdarzony dużym talentem pisarskim, a co najważniejsze potrafi go wykorzystać. Czytelnik na pewno skorzysta z lektury "Matrioszki Rosji...". Książka "oswaja" wschodniego sąsiada i przedstawia jego niezwykle bogatą kulturę. Brakowało mi obiektywizmu. Rosja to nie tylko zadziwiające zabytki czy wielokulturowa Moskwa, ale także morderstwa na przeciwnikach politycznych i krwawe rządy wąskiej oligarchii. Przedstawienie Rosji z pozytywnej strony uważam za błąd. Nie chcę poznawać jakiegokolwiek miejsca z pozytywnego lub negatywnego punktu widzenia. Wolę poznawać miejsca takimi, jakie są naprawdę. Bez oczerniania, ale i bez wybielania.

librimagistri.blogspot.com 2013-06-30


Maciej Jastrzębski, mieszkający w Moskwie korespondent Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia, zabiera czytelników swojej książki w podróż po współczesnej Rosji. Z jednej strony pokazuje nowoczesną, tętniącą życiem Moskwę, z drugiej - opustoszałe syberyjskie krańce imperium. Krok po kroku odsłania kolejne oblicza obyczajowości, kultury i mentalności naszych sąsiadów. Zupełnie jakby otwierał tytułową matrioszkę.

FOCUS 2013-07-01


MATRIOSZKA CZY WYDMUSZKA?

Książkę pracującego w Moskwie korespondenta polskiego radia Macieja Jastrzębskiego poleca się jako świeże spojrzenie na Rosję i jej sprawy. Podobnie jak w tytułowej matrioszce wraz z dziennikarzem poznawać mamy ten wielki kraj coraz lepiej odsłaniając kolejne warstwy.

Już przy pobieżnej lekturze rzuca się w oczy główny mankament „Matrioszki Rosji i Jastrzębia”, a im dalej, tym niestety gorzej. Zabrakło w książce celu, jakiejś nici przewodniej, elementów spajających całość w składną, w miarę jednolitą opowieść. Zamiast tego do naszych rąk trafił kogel-mogel, w którym przeplatają się wiadomości podane w formie krótkich akapitów, a autor nieustannie przeskakuje z tematu na temat, ledwie każdy z nich naświetlając. Niebezpiecznie zbliża się w ten sposób do formuły encyklopedii lub leksykonu, przewodnika turystycznego, a nawet podręcznika szkolnego do historii, WOS-u i geografii, swego rodzaju piguły wiedzy o współczesnej i historycznej Rosji. Chciał chyba autor tym samym przedstawić książkę dla każdego, lecz jak dobrze wiemy – co jest dla każdego, najczęściej bywa dla nikogo.

Pełno tu trywialnych, stereotypowych spostrzeżeń, które z wnikliwym spojrzeniem nie mają nic wspólnego: „Rosjanie uwielbiają muzykę Fryderyka Chopina” albo „Rosjanie darzą papieża Polaka szacunkiem; „[Rosjanie] chwalą polską kuchnię” lub też „Na rosyjskich uniwersytetach spotkamy polskich wykładowców i studentów”. Obraz kobiety rosyjskiej, jaki wyłania się z książki, nie jest budujący: to najpewniej sprzedajna wielbicielka luksusu z lubością oddająca się bogatym mężczyznom albo poczciwa babuszka obierająca ziemniaki na obiad dla męża. Nie trzeba do Rosji jechać, nie trzeba nawet nic o niej wiedzieć, by formułować podobnie powierzchowne sądy (oparte często na sondażach i sondach ulicznych, na które powołuje się Jastrzębski).

Nie można odmówić Jastrzębskiemu wiedzy o największym powierzchniowo państwie świata, ale od korespondenta Polskiego Radia, rezydującego na stałe w Moskwie, a wcześniej i w Mińsku, oczekiwałem znacznie głębszego wejścia w temat. Przesadnie też autor koncentruje na sprawach politycznych, w nich upatrując chyba klucza do zrozumienia współczesnej Rosji, ale z prac innych badaczy tematu (choćby Jacka Hugo-Badera) wiemy, że niekoniecznie musi to być prawda, a prawdziwe perły kryją się jednostkowych losach mieszkańców kraju. A przede wszystkim są one znacznie bardziej odkrywcze od pobieżnych biografii Putina, Miedwiediewa czy ruskich oligarchów, które bez trudu można znaleźć w internecie.

Wszystkie wymienione dotychczas wady nie oznaczają, że „Matrioszka Rosja i Jastrząb” nie posiada żadnych zalet. Mimo wszystko stanowi książka stosunkowo obszerne, a zarazem przystępne kompendium wiedzy o naszym wschodnim sąsiedzie. Zaznaczyć należy jednak, że w tej formie zainteresuje ono wyłącznie te osoby, które nie wiedzą o Rosji nic lub prawie nic, nie czytają prasy ani książek. Tylko znów powraca pytanie, czy do takich czytelników zamierzał dotrzeć autor. Najciekawszy fragment książki Jastrzębskiego to rozdział o wierzeniach, kosmogonii, mitach grup etnicznych zamieszkujących Federację Rosyjską. Świetna jest także historia o diamentach odnalezionych w miejscu lądowania meteorytu nad rzeką Popigaj. Nie mnie dociekać, ile jest prawdy w tej opowieści, ale stanowi ona bez wątpienia najatrakcyjniejszą część „Matrioszki Rosji…” i wielka szkoda, że właśnie w takie historie nie zaopatrzył jej Maciej Jastrzębski w głównym stopniu. Naprawdę trudno bowiem podejrzewać, że znający ponoć od podszewki Rosję dziennikarz ma o niej w gruncie rzeczy tak niewiele nowego do powiedzenia.

Książka kończy się metaforą porównującą współczesną Rosję do niezwykle popularnego gadżetu – matrioszki. I tak jak odkrywamy kolejne lalki w lalkach, odkładając na bok poszczególne jej elementy, możemy też poznawać naszego wschodniego sąsiada. Maciej Jastrzębski twierdzi, że nigdy nie dane nam będzie dotrzeć do ostatniej, najlepiej ukrytej laleczki, do jądra duszy rosyjskiej. Możemy jednak próbować zdrapywać następne warstwy. Mimo ciekawego porównania sam autor nie uniknął pobieżnego podejścia do tematu. Korespondent polskiego radia nie tylko nie próbował odszukać najmniejszej z kobietek zaklętych w tej symbolicznej matrioszce, ale ledwie odsłonił drugą lub trzecią z ich długiego szeregu.

esensja.pl Jacek Jaciubek, 2013-06-21


Ponoć Rosji nie da się ogarnąć. Ja z ogarnięciem Polski mam problem

Dym z wygaszanych grilli przesłania zachód słońca nad ogródkami działkowymi. Wtem spokój rozdziera eksplozja gardeł: „Hej! Hej! Heeeej sokoły!” Znana sprawa. Natomiast jeszcze przed kilku laty w biesiadnym repertuarze można było znaleźć hity eksportowe braci ze wschodu: „Kalinka moja” i „Biełyje rozy”. Gdzie się podziały tamte prywatki? No właśnie. Obecnie Rosję kojarzymy przede wszystkim z filmików z rejestratorów samochodowych. Ten hermetyczny obraz odczarowuje wieloletni korespondent Polskiego Radia w książce „Matrioszka Rosja i Jastrząb”.

A jest to obraz wielowymiarowy. Wskazówkę skrywa sam tytuł – Rosja jest jak matrioszka: pod każdą warstwą kryje się kolejna, różna od poprzedniej. Dopiero ta ostatnia, najmniejsza laleczka jest rdzeniem, duszą tego kraju. Aby do niej dotrzeć, trzeba być może poświęcić na to całe życie. Najbardziej dla mnie zabawnym faktem jest to, że pomimo względnej bliskości Rosji jest to wciąż dla nas niezbadany ląd. Ludzie wydają się tam jacyś inni: a to dzicy, a to zamknięci w sobie. Jak Berlioz i Iwan Bezdomny, na nieskończonej przestrzeni opustoszałych Patriarszych Prudów.

20 lat nadawania radiowych depesz ze wschodu nauczyło Macieja Jastrzębskiego rozumieć Rosję – a przynajmniej do tego zrozumienia znacząco przybliżyło. „Matrioszka Rosja i Jastrząb” składa się z siedmiu warstw, a każda z nich ukazuje nowy obraz tego wielkiego kraju. Jastrzębski wyrwał się z kajdan suchego reportażu oddając głos zwykłym ludziom, opowiadającym swoje historie. Żywa forma uwiarygadnia przekaz. Jednak ci, którzy spodziewają się znaleźć odpowiedź na pytanie czym jest Rosja, będą musieli obejść się smakiem. Nawet najobszerniejszy e-book nie będzie w stanie tego streścić. Jak powiedział Jastrzębski podczas spotkania autorskiego w Warszawie: sam do końca nie ogarniam.

To kolejna pozycja od reportera Polskiego Radia w portfolio wydawcy. Wcześniej poznaliśmy Amerykę z nieznanej strony, a tym razem… coś, co doskonale znamy? I właśnie dlatego warto „Matrioszkę Rosję i Jastrzębia” przeczytać – by przekonać się, że to kraj którego nie da się racjonalnie opisać. I przy okazji przekonać się, że wcale nie jest taki wrogi Polakom, jak myślą niektórzy opiniotwórcy.

splay.pl Łukasz Urynowicz, 2013-06-19


"Rosji nie da się ogarnąć rozumem - w Rosję trzeba wierzyć". Tak mawiają Rosjanie. I ta maksyma jest mottem wydanej właśnie książki "Matrioszka Rosja i Jastrząb", a także myślą przewodnią spotkania z jej autorem.

Zawsze gdy wychodzi książka o Rosji, szczególnie tej współczesnej, budzi wielkie zainteresowanie czytelników. No bo kraj to tajemniczy, pełen sprzeczności i kontrastów. Tak było z "Imperium" Kapuścińskiego, czy "Dziennikami kołymskimi" Hugo-Badera. Przewiduję, że tak może stać się i z książką Matrioszka Rosja i Jastrząb. Lektury te pisane są przez dziennikarzy, a więc przez osoby, które zazwyczaj są najbliżej współczesnych im wydarzeń i mają tylko sobie znane metody zdobywania informacji.

Jastrzębiem jest tutaj autor, Maciej Jastrzębski, wieloletni korespondent Polskiego Radia, najpierw w Mińsku, a obecnie w Moskwie. Bywał także w Gruzji i to w gorącym dla tego kraju okresie, skąd nadawał na żywo relacje. W tym miesiącu wyszła jego książka, wziął więc urlop i wpadł na kilka dni do kraju, aby spotkać się z czytelnikami. Spotkań tych raptem było w pięć. Same wielkie polskie miasta. Ostatnie, dzisiejsze spotkanie, naturalnie odbył we Włocławku, w swoim rodzinnym mieście.

Dlaczego Rosja jest jak matrioszka? Bo jak pisze sam autor, "poznawanie Rosji w jakimś sensie przypomina otwieranie matrioszki. Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco drobniejsza, zawiera subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać nam się brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak aż do ostatniej, najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób. Niektórzy nazywają ją duszą matrioszki. Poznając Rosję, również odkrywamy jej kolejne warstwy. Nie każda z odsłon wywołuje nasz entuzjazm".

Jastrzębski nie twierdzi, że przez lata pracy w Rosji poznał ten olbrzymi kraj. Tego się nie da i przez 20 lat pobytu tam. Ma wiele pokory do swojej wiedzy o tym państwie i tego nie ukrywa. Uważa, że ze wszystkich części matrioszki odkrył do tej pory może jej półtora. No bo jak można zrozumieć całokształt Federacji Rosyjskiej, gdzie żyje 144 narodowości mówiących ponad 330 językami? Ponadto bycie korespondentem w Moskwie to nobilitacja, bo tak naprawdę liczą się tylko 3 placówki: Moskwa, Waszyngton i Bruksela. Ale to nie tylko zaszczyt, lecz trudna, a nade wszystko odpowiedzialna praca. Bo przecież nawet jedno wypowiedziane nieodpowiedzialne słowo o Rosji, może doprowadzić do konfliktu dyplomatycznego. A tego przecież tak naprawdę nikt nie chce.

Teraz czas na przeczytanie książki.

wiadomosci24.pl Leszek Lubicki, 2013-06-22


"Matrioszka Rosja i Jastrząb" - Maciej Jastrzębski odsłania przed nami rosyjską duszę

– "Matrioszka Rosja i Jastrząb" to opowieść o Rosji widzianej oczami Macieja Jastrzębskiego, korespondenta Polskiego Radia w Moskwie, niezwykle spostrzegawczego, świetnego obserwatora, człowieka, który lubi ludzi i potrafi o nich w fascynujący sposób napisać – mówi Michał Nogaś.

Rosja to dla wielu wciąż nieodkryty ląd, intrygujący, lecz obcy w swojej kulturze, mentalności, wielości narodów i religii. Choć słyszeliśmy o słynnej gościnności Rosjan, to wciąż się ich obawiamy. Winne są tu historia, tradycja, a czasami po prostu brak informacji. "Matrioszka Rosja i Jastrząb" - książka Macieja Jastrzębskiego, wieloletniego korespondenta Polskiego Radia w Moskwie, odsłania przed nami Rosję, jakiej nie znamy.

– Ta książka przypomina swoją konstrukcją matrioszkę, prowadzi nas od ogółu do szczegółu. Choć nie ma w niej zdjęć, to "widzimy” bohaterów, ulice miast, którymi chodzą, czujemy letni chłód i zimowe ciepło w wagonach moskiewskiego metra. Wszystko jest niezwykle sugestywnie przedstawione – opowiada Michał Nogaś.

W "Matrioszce Rosji i Jastrzębiu” znalazły są także teksty byłych korespondentów Polskiego Radia w Moskwie, m.in. Ernesta Zozunia, Włodzimierza Paca i Andrzeja Siezieniewskiego.

Maciej Jastrzębski - włocławianin, który całe swoje zawodowe życie związał z Polskim Radiem. Dziennikarską przygodę rozpoczął w 1988 roku od współpracy z Trójką. Później był reporterem rozgłośni regionalnej w Bydgoszczy. Od wielu lat jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia . Pracował w Mińsku na Białorusi, a obecnie mieszka w Moskwie i przekazuje najważniejsze informacje dotyczące wydarzeń w Rosji. Jest też specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia do Gruzji.

Trójka (zamówienia książek do sklepiku, na imprezy); IAR 2013-06-20


Nieznany kraj

Ukazało się w ostatnich latach sporo wspomnieniowych Sad książek polskich korespondentów zagranicznych, przybliżających polskiemu czytelnikowi specyfikę krajów, gdzie pracowali. Książka poniższa należy do tej grupy, a opowiada o niezbyt dalekim, za to ciągle mało u nas znanym kraju, jakim jest Rosja.

Korespondent Polskiego Radia pracował w Moskwie i Mińsku, dziś relacjonuje też wydarzenia w Gruzji. Zna Rosję dobrze i pisze o niej to, co uważa za istotne dla polskiego widzenia rosyjskich spraw. Nie jest wytrawnym analitykiem, niespecjalnie wprowadza nas w sekrety skomplikowanego rosyjskiego życia publicznego i nie ekscytuje nikogo niezwykłymi znajomościami z tuzami polityki, oligarchami, twórcami. Używając paraliterackiego chwytu, personifikuje narratora (wujek Borka przewijający się przez całą książkę), który towarzyszy mu w tej relacji jako cicerone i komentator. Autor zakreśla obszar swej dziennikarskiej penetracji, nie wgłębiając się w mechanizmy rosyjskich zależności. Dotyka raczej powierzchownie spraw, przypominając nam dobrze znane z mediów wydarzenia ostatnich lat. Opisuje stereotypy, jakie na temat Polaków funkcjonują w Rosji, i obnaża niewiedzę obu narodów o sobie. Stara się, niekiedy bardzo wiarygodnie, i tu widać rolę zaangażowanej autopsji, opisać charakterystyczne elementy rosyjskiej duszy.

Opowiadając o wzajemnych stosunkach, używa przekonującej przenośni. „Historia kontaktów Polaków z Rosjanami plecie się jak długi warkocz. Nie ma takiej siły, która rozerwałaby splątane włosy. Więcej w nich bolesnych wydarzeń niż szczerej radości". Pełne emocjonalnych, osobistych odniesień refleksje dziennikarza dla wielu czytelników mogą być pierwszą lekcją rosyjskiego i bardzo subiektywnym, a przez to wciągającym przewodnikiem po „kraju, którego nie da się ogarnąć rozumem, bo w Rosję trzeba uwierzyć". To jedna z najświeższych książek o dzisiejszej Rosji, oddana do druku wiosną tego roku - szkoda tylko, że bez fotografii.

Tygodnik Angora Ł. AZIK, 2013-06-02


Sierpień 1991 roku, Moskwa. Maciej Jastrzębski, reporter Polskiego Radia, ląduje w samym środku wydarzeń, nazwanych później "sierpniową rewolucją". Czy jest świadom tego, że znajduje się w miejscu, gdzie dzieje się historia? Czy nowa Rosja odkryje swoje prawdziwe oblicze reporterowi z Polski?

Przeciętny homo sovieticus nie miał łatwo. Po rozpadzie ZSRR Rosja jak gąbka chłonęła wszystko, co uważała za "zachodnie". W efekcie powstała wybuchowa mieszanka tego, co nowe i stare, wielowarstwowe dzieło historii. Dla autora poznawanie Rosji jest odkrywaniem kolejnych warstw, schodzeniem wgłąb w poszukiwaniu "rosyjskiej duszy". Stąd porównanie Rosji do matrioszki - każda kolejna różni się od poprzedniej, aż w końcu znajdujemy tę ostatnią, skrzętnie ukrytą przed niepowołanym wzrokiem.

"Nie ma jednej Rosji" - przekonywał publicysta Wacław Radziwinowicz na spotkaniu w Gdańsku. Podobny obraz kraju i społeczeństwa rosyjskiego rysuje też Maciej Jastrzębski. Z metra, gdzie podróżnym przygrywa kaleki żołnierz wojny czeczeńskiej, czytelnik wychodzi na ulicę z ekskluzywnymi butikami. W cieniu kopuł Kremla, skrywającego wiele tajemnic, przechadzają się nie tylko turyści - również ci, których życia owe tajemnice złamały.

Jastrzębski nie ogranicza się jedynie do przybliżenia historii Rosji. Ona jest ważna, żeby zrozumieć wiele aspektów współczesnej polityki, jednak aby poznać ludzi trzeba sięgnąć dalej. Oglądając filmy, czytając książki, słuchając rosyjskiej muzyki, podsłuchując rozmowy w metrze autor poznawał gusta i marzenia Rosjan. Przyznaje, że gdy przyjeżdżał do Rosji na krótko, widział tylko to, co chciał zobaczyć i szukał potwierdzenia dla stereotypów. Dopiero po kilku latach zaczął dostrzegać, że "oprócz czerni i bieli są również inne kolory". Mniej mówi, więcej słucha. Zbiera historie prostych ludzi i zauważa, że te nie zawsze pasują do podręcznikowych schematów.

Rosja to kraj, w którym nic nie jest oczywiste, a zaszłości historyczne często budzą wiele kontrowersji, tym samym przesłaniając rzeczywisty obraz. Dlatego tak fascynujące jest zaglądanie do środka "rosyjskiej matrioszki", poznawanie jej bardziej odległych, niezauważalnych na pierwszy rzut oka, zakamarków. Książka Jastrzębskiego jest doskonałym "wstępem" do dalszego odkrywania rosyjskiej rzeczywistości: mentalności, meandrów polityki, zwyczajów. Cieszę się, że autorowi udało się pisać bez uprzedzeń i nabrać dystansu do stereotypów.

misja-ksiazka.blogspot.com Ana Matusevic


Po książkę tę sięgnąłem raczej z obowiązku niż przekonania. Autor – Maciej Jastrzębski jest wieloletnim korespondentem Polskiego Radia w Rosji i państwach byłego ZSRR. Co nowego i świeżego mógł na temat Rosji napisać ktoś codziennie ją opisujący? Na domiar złego „zapachniało mi” wspomnieniami. Srodze i bardzo przyjemnie się rozczarowałem. To wspaniała książka!

Tytuł nawiązuje do narodowej rosyjskiej maskotki „matrioszki” – zabawki, której istota polega na tym, że w jednej lalce znajdują się kolejne, mniejsze i mniejsze. Dla autora, czyli życiowego (przezwisko) i tytułowego „Jastrzębia”, poznawanie Rosji jest właśnie jak otwieranie kolejnych lalek „matrioszki”. Można w Rosji nigdy nie być, a dzięki Maćkowi świetnie ją poznać i zrozumieć. Można nie lubić Rosjan, a po lekturze książki ich pokochać.

W książce tej jest wszystko. Dosłownie wszystko co powinno się w niej znaleźć! Opowieści o losach prostych ludzi znakomicie zastępują suche fakty o skali represji, jakich naród rosyjski doznał. Opowieści o „Nowych Rosjanach” żyjących jak carowie, wpisują się w trafne analizy „rosyjskiej duszy”. Pełne miłości i fascynacji są opowieści o dawnej Moskwie i tej całkiem niedawnej – z drugiej połowy XX w. Fascynują tajemnice Kremla z ukrytymi pomieszczeniami i dokumentami. Hipnotyzują opisy rubinowych kremlowskich gwiazd. W zadumę wpędzają opisy stacji moskiewskiego metra, a przekazy o pojawiającym się raz w miesiącu „pociągu widmie” elektryzują.

Nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem książki Maćka. Co najbardziej mnie w niej fascynuje? To proste: fakt, że wszystko co chciał nam o Rosji przekazać, zrobił na zaledwie 260 stronach. Każda z nich jest świetna. Rekomendując książkę red. Macieja Jastrzębskiego powinienem jeszcze sztampowo dopisać: „każdy znajdzie w niej coś dla siebie”. Nic z tego, z tą książką jest inaczej – jest w niej wszystko dla wszystkich.

tvp.info Dariusz Cychol, 2013-06-16


„Dla wielu przyjaciół w Polsce jestem rusofilem. Jednocześnie część moich przyjaciół w Rosji stanowczo twierdzi, że mam zadatki na rusofoba. Która z tych opinii jest prawdziwa? Czy można Rosję lubić i jednocześnie jej nienawidzić? Odpowiedź na tak postawione pytanie staje się tym trudniejsza, im więcej wiemy o Rosji, jej mieszkańcach i historii" - pisze Maciej Jastrzębski, wieloletni korespondent Polskiego Radia w Moskwie.

Takie pytania zadają sobie chyba wszyscy Polacy, którzy otarli się o Wielki Kraj na Wschodzie. Kraj wzbudzający emocje skrajne i przeciwstawne, przy tym, co najciekawsze, często u tych samych osób...

Maciej Jastrzębski napisał książkę, w której odnajdzie się każdy Polak „zaawansowany w temacie: Rosja". Ale też bardzo przydatną tym, którzy w tych sprawach debiutują i potrzebują czegoś w rodzaju podręcznika „Rosja dla początkujących".

Ja jestem raczej zaawansowany. Ale przecież nie wiedziałem np., że wyznawcy Świętej Matki Fotini, w świeckim życiu znanej jako Swietłana Frołowa (była szefowa magazynów kolejowych w Bolszej Jelni koło Niżnego Nowgorodu), czczą... Władimira Putina. Bo Matka Fotinia, która uznała samą siebie za reinkarnację zarazem Chrystusa i Ewy, ogłosiła obecnego prezydenta świętym. Do Jelni, do ikony (podobno już od pewnego czasu słynącej z cudów) nowego św. Władimira, pielgrzymują wyznawcy z całej Rosji. Ponoć św. Władimir najchętniej spełnia prośby o pomoc w pojednaniu zarówno z bliskimi, jak i z zaciętymi wrogami...

Matka Fotinia Matką Fotinią, ale oficjalnie uznawana przez Cerkiew Św. Matrona Moskiewska (niewidoma, która zmarła w 1952 r., a przedtem wsławiła się przewidywaniem przyszłości i uzdrowieniami) podobno jesienią 1941 r. spotkała się ze Stalinem i przepowiedziała mu, że Niemcy Moskwy nie zdobędą. Cerkiew wprawdzie zaprzecza, by do takiego spotkania doszło, ale namalowane jest ono na jednej ze znanych ikon przedstawiających Matronę...

A jak Rosjanie postrzegają Polaków? Jako „słowiańskich braci"? Jako ludzi „nabzdyczonych, pełnych pretensji"? Czy może jednak jako „naród dzielny i wykształcony"? A co to jest wyspa Bujan? I cudowny kamień Ałatyr?

Odpowiedzi można szukać w „Matrioszce". Właśnie - szukać. Bo w matrioszce, jak wiadomo, jest kolejna matrioszka. A w niej - kolejna. I jeszcze kolejna. I tak aż do... no właśnie, do czego A matrioszka to przecież symbol Rosji.

Jastrzębski wie, że odkrywanie tego kraju przypomina otwieranie kolejnych matrioszek, ale wciąż zabiera się za następne i następne.

Najwyraźniej nie chce przyjąć za swoje kultowego zdania XIX-wiecznego filozofa Tiutczewa: „Rozumem Rosji nie ogarniesz, w Rosję można tylko wierzyć".

SIECI Piotr Skwieciński, 2013-06-03


Rosja i Polska, dwa państwa związane bolesnym węzłem historii, choć bliskie pod względem położenia geograficznego, podzielone relacjami nacechowanymi resentymentami. Maciej Jastrzębski, dziennikarz Polskiego Radia, a także korespondent zagraniczny, podjął się niepewnie rokującego działania – przybliżyć i zainteresować Rosją polskich czytelników. Zadanie to arcytrudne, bo wciąż zbiorowa pamięć Polaków przechowuje sowiecką politykę i pielęgnuje zadawnione animozje. Zgodnie z intencją autor prezentuje ciekawe ujęcie tematu - przedstawia Rosję bez uprzedzeń, bez właściwego mentalności polskiej pejoratywnego postrzegania tego kraju. Za pomocą książki nawołuje: Idzie nowe! Uwolnijmy obraz Rosji od wielowiekowych zaszłości, potraktujmy ją jako tabula rasa, zachwyćmy się jej pięknem, zdefiniujmy jej różnorodność jako zaletę, nie doszukujmy się za wszelką cenę logiki. Po lekturze Matrioszki Rosji i Jastrzębia, szczególnego wydźwięku nabierają słowa „Rozumem Rosji nie ogarniesz, w Rosję można tylko wierzyć”.

Dziennikarz wraca wspomnieniami do chwili, gdy staje się bezpośrednim świadkiem tworzącej się historii. Do Rosji dociera w czasie przemian politycznych, gdy wali się polityczno - geograficzny monolit, ZSRR. Autor nie poprzestaje na uchwyceniu dziejowych wypadków, prowadzących do obalenia komunizmu. Wachlarz poruszanych w książce kwestii jest niezwykle szeroki. Matrioszka Rosja i Jastrząb podzielona została na siedem części, każda z nich stanowi całość tematyczną. Maciej Jastrzębski prezentuje Rosję wzdłuż i wszerz, tworząc kompendium wiedzy na jej temat. Wraz z autorem czytelnik zgłębia topografię Moskwy, zatrzymując się przy obiektach wartych uwagi. Przemierza ulice także w poszukiwaniu kanonu rosyjskiej urody. Cofa się w czasie by poznać sylwetki osób, które zapisały się w annałach historii. Zagląda do narodowej rosyjskiej kuchni, żeby wychylić filiżankę czaju i skosztować kawioru. W skupieniu słucha opowiadań o pogańskich wierzeniach, zastanawia się nad rolą religii prawosławnej w kraju. Odczuwa wzburzenie przy informacjach o więźniach politycznych, czy zabójstwach na zlecenie niewygodnych osób. Poznaje tajniki propagandy państwowej i kultu jednostki, które wciąż odbijają się echem w Rosji. Nie znajduje zrozumienia wobec bratobójczej walki pomiędzy niektórymi państwami byłego bloku wschodniego, wobec eskalacji wrogości wyrażającej się w zamachach terrorystycznych. Dowiaduje się jak traktowani są imigranci i kim jest ruski dla przeciętnego mieszkańca Moskwy. Poznaje strukturę etniczną ludności Rosji, zdumiewa go fakt rozmaitości kulturowej, religijnej, obyczajowej w poszczególnych częściach tego samego państwa. Autor przywołuje także cechy charakterologiczne narodu. Ponadto streszcza historię wieloletniej rywalizacji z USA, demaskuje dążenia Rosjan do dominacji w kosmosie. Ukazuje warunki życia Polonii. Zaznajamia czytelnika z obecnym systemem władzy w kraju, przybliża przemiany polityczne i kulturowe, jakie dokonały się w Rosji na przestrzeni wieków.

Jastrzębski nie pomija żadnej istotniej sfery wpływającej na obecny wizerunek Rosji w świecie. Dotyka kwestii drażliwych, między innymi zadaje kłam stereotypom w postrzeganiu się nawzajem Polaków i Rosjan, definiując tym samym naszą narodową przywarę, którą najtrafniej obrazują słowa - „rosyjski” kompleks polski. Autor przekonuje, że Polacy poświęcają więcej uwagi i energii Rosjanom, aniżeli oni nam. Co więcej, odczuwamy niemal masochistyczną przyjemność poprzez przypominanie krzywd wyrządzanych przez naszych wschodnich sąsiadów.

Mnogość informacji, dat i nazwisk dowodzi doskonałej znajomości opisywanego kraju przez twórcę książki, ale niekiedy wprowadza chaos i rodzi poczucie nadmiaru. Oprawa graficzna tekstu, a także sama czcionka przywołuje na myśl estetykę grażdanki i doskonale współgra z treścią książki.

Autor wykazuje nie tylko zmysł reporterski, ale także talent literacki. W swe relacje wplata opowieść wykreowanej na własne potrzeby postaci – Borysa Anatolijewicza, zwanego zdrobniale wujkiem Borką, którego czyni swoim przewodnikiem po Rosji. Łączy dwa wykluczające się gatunki - miesza elementy reportażu z fikcją literacką, czyniąc tym samym arcyciekawy mariaż. Wspomniany już bohater – wujek Borka, jest jednym z kilku fantasmagorycznych elementów epickiej fabuły, która niejednokrotnie przybiera formę wartkiej akcji. Wprowadzony za jego sprawą zostaje wątek sensacyjny. Biografia wujka Borki osnuta jest na typowym schemacie życia inteligenta – dysydenta w Rosji doby komunizmu. Jest więc uogólnionym zbiorowym obrazem części społeczeństwa.

Maciej Jastrzębski łączy zmysł obserwacji właściwy dokumentaliście z wnikliwą analizą zachowań i procesów. Obraz Rosji i Rosjan, który ukazuje wzbudza skrajne emocje: zachwyca, intryguje, zdumiewa, ale momentami zatrważa. Nie pozostawia nikogo obojętnym, zmusza czytelnika do określenia swego stosunku wobec tego niezwykłego kraju.

BiblioNETka.pl Katarzyna Malec, 2013-06-03


Sprytnie skonstruowany tytuł, nawiązujący do „Matki Rosji" i nazwiska autora oraz barwne, wciągające story - to zaproszenie do niekończącej się wędrówki po bezkresnym kraju, choć na początku lat 90. ubiegłego wieku mocno okrojonym przez huragan historii. I właśnie od tej dziejowej burzy rozpoczyna Maciej Jastrzębski swą książkę „Matrioszka Rosja i Jastrząb", przygotowywaną przez Wydawnictwo Helion/Edito.

Dlaczego matrioszka? - Poznawanie Rosji w jakimś sensie przypomina otwieranie matrioszki - tłumaczy Jastrzębski. - Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco drobniejsza, zawiera subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać nam się brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak aż do ostatniej, najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób. Niektórzy nazywają ją duszą matrioszki... -przypomina autor, korespondent Polskiego Radia. Zapuszczamy się za nim w regiony znacznie odległe od Kremla, choć zwykle pozostające pod jego kuratelą.

Odkrywamy Rosję jako wciąż tajemniczy ląd, z na nowo odkrywanymi relacjami między Polakami i Rosjanami. Zarówno w stolicy, jak i tam, gdzie termometr IwAdlł me odmarza i gdzie spotkamy duchy zesłańców.

POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-05-25